Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
Genesis Archive #2 1976-1992

 Tytuły utworów 

CD 1

On The Shoreline
Hearts On Fire
You Might Recall
Paperlate
Evidence Of Autumn
Do The Neurotic
I'd Rather Be You
Naminanu
Inside & Out
Feeding The Fire
I Can't Dance 12"
Submarine

CD 2

Illegal Alien (Live)
Dreaming While You Sleep (Live)
It's Gonna Get Better (Live)
Deep In The Motherlode (Live)
Ripples (Live)
The Brazilian (Live)
Your Own Special Way (Live)
Burning Rope (Live)
Entangled (Live)
Duke's Travels / Duke's End (Live)

CD 3

Invisible Touch 12"
Land Of Confusion 12"
Tonight, Tonight, Tonight 12"
No Reply At All (Live)
Man On The Corner (Live)
The Lady Lies (Live)
Open Door
The Day The Light Went Out
Vancouver
Pigeons
It's Yourself
Mama (work in progress)

 Muzycy 

Phil Collins:
Drums, percussion, vocals
Tony Banks:
Keyboards
Mike Rutherford:
Guitars
Steve Hackett:
Guitars
Daryl Stuermer:
Guitars on live tracks
Chester Thompson:
Drums on live tracks
Bill Bruford:
Glockenspiel & maracas
Phoenix Horns:
Brass section
Robert Ingram string section:
Strings
         
GENESISVirgin CDBOX 7
 
Genesis Archive #2 1976-19922000

GENESIS - DALSZY CIĄG NIEZNANYCH FAKTÓW
Z ARCHIWUM ROCKOWEGO TEATRU


        W 1998 r. zagorzali fani Genesis otrzymali niezwykły prezent od grupy - czteropłytowe, archiwalne wydawnictwo prezentujące czasy Petera Gabriela, a więc lata 1967 - 1975. W owym boksie, zilustrowanym obszerną książeczką, zawierającą min. artykuły, zdjęcia oraz plakaty znalazło się koncertowe wykonanie "The Lamb Lies Down On Broadway" (wyłączając utwór "It", którego wersję studyjną zmiksowano ponownie, powód: prawdopodobnie inżynier dźwięku zasnął(!) podczas nagrywania show, przez co nie zarejestrowano utworu), nagrania dla radia BBC z 1970, masa wcześniej niepublikowanych dem, strony B singli oraz troszkę materiału koncertowego z 1973, w tym "Supper's Ready" z wokalem Gabriela.
        Całość miała promować nowa wersja "The Carpet Crawlers", nagrana w składzie osobowym z 1974, a zrealizowana pod kierunkiem znanego producenta Trevora Horna. Nagrania nie ukończono jednak na czas, toteż znalazło się ono później na składance "The Hits", zawierającej wszystkie przeboje grupy od "I Know What I Like" do "Congo".
        Minęły dwa lata i zespół zdecydował się wydać drugie archiwalne wydawnictwo, tym razem skromniejsze, bo składające się "tylko" z trzech płyt, a dokumentujące "collinsowski" okres w działalności Genesis (czyli lata 1976 - 1992).
        Wydawnictwo podzielić można na trzy części, z których najważniejszą stanowią

UTWORY ZE STRON B SINGLI.

        W tym dziale znajduje się mnóstwo perełek. "Evidence Of Autumn", pochodzący ze sesji do albumu "Duke", swoją melodią i aranżacją nawiązuje do klimatu płyty "Wind And Wuthering", zwłaszcza kompozycji "One For The Vine" i, choć jest znacznie prostszy, przypomina nam za co lubimy Genesis. Drugim odrzutem z "Duke" jest "Open Door", oparty na podobnym pomyśle co "Alone Tonight" (w obydwu nagraniach swoje palce maczał Mike Rutherford).
        "Abacab" reprezentują nagrania dwojakiego rodzaju - kompozycje instrumentalne oraz piosenki, które znalazły się na epce "3x3". Największe wrażenie spośród nich robi "Submarine" - atmosferyczne nagranie oparte na wysublimowanych partiach instrumentów klawiszowych wspartych stopniowo narastającym rytmem, aż do zapierającej dech w piersiach kulminacji. Również "Naminanu", podobny do nagrań Brand X, drugiej grupy Phila, zaskakuje i to mocno - zdziwić się można, gdy przypomni się sobie co ostatecznie znalazło się na płycie, że coś takiego mogła grupa wtedy nagrać. "Paperlate" nie odbiega stylistycznie od "No Reply At All" i, mimo, iż lepiej brzmi, błędnie szufladkuje Genesis jako "zespół Collinsa". "You Might Recall" jest natomiast dobrym utworem pod taneczne parkiety.
        Sporym zaskoczeniem są też odrzuty z sesji "Invisible Touch". "Do The Neurotic" to coś w rodzaju "Los Endos" lat osiemdziesiątych (o "Duke's Travels" pamiętam, bez obaw), a "Feeding The Fire" przetwarza pomysły ze "Squonka", "Dodo" i "Apocalypse In 9/8". Największą niespodzianką jest jednak "I'd Rather Be You" - największy przebój grupy, który przebojem nigdy się nie stał (trafił on zaledwie na drugą stronę singla "In Too Deep"). Być może zrezygnowano z umieszczania go na płycie z powodu zbyt dużego podobieństwa do niektórych solowych hitów Collinsa.
        Z pozostałości z czasów "We Can't Dance" mamy w zestawie "On The Shoreline" i "Hearts On Fire", zabarwione emocjami utwory, które, gdyby wyeliminowało się stamtąd wszystkie słabości, ubarwiłyby całość i dopełniły niezwykły nastrój "Driving The Last Spike", "Dreaming While You Sleep", "No Son Of Mine" (ciekawostka - początkowy motyw tego utworu znajduje się również w "On The Shoreline", podobnie rzecz ma się z "It's Yourself", o czym za chwilę), "Living Forever", "Fading Lights" i "Tell Me Why".
        Także nagrania z ery Steve'a Hacketta robią spore wrażenie. Najlepsze spośród nich - dwuczęściowe "Inside And Out" - pochodzące z epki "Spot The Pigeon", gdzie po raz ostatni mamy okazję usłyszeć klasę duetu Banks - Hackett, spokojnie mogłoby znaleźć się na "Wind And Wuthering", z którego zostało odrzucone, a nawet na "And Then There Were Three"...
        "Pigeons" (również ze "Spot The Pigeon") to piosenka o zdecydowanie beatlesowskim nastroju, a - pochodzący z sesji "A Trick Of The Tail" - "It's Yourself" (pierwotnie kompozycja nazywała się "Beloved Summer") oprócz charakterystycznych dla wczesnego Collinsa - wokalisty ciepłych harmonii zawiera też początkowe takty "Los Endos". Niektórzy twierdzą, że grupa powinna połączyć oba nagrania i prawdopodobnie mają rację.
        Szczęśliwi nabywcy singla "Many Too Many" mogli cieszyć się dwiema dodatkowymi kompozycjami - "Vancouver" i "The Day The Light Went Out". I tu znów ma się dylemat - czemu zabrakło dla nich miejsca w szerszym wymiarze?
        Tak jak w przypadku pierwszych archiwaliów, w zestawie również znalazło się sporo

NAGRAŃ KONCERTOWYCH.

        Jako że Phil został wokalistą grupy, na scenie musiał być wspomagany przez dodatkowego muzyka. W 1976 był to Bill Bruford, znany m.in. z King Crimson i U.K., utalentowany perkusista, na którym wzoruje się każdy amator tego instrumentu. Tutaj popisał się on grą na... cymbałkach. Wkład Bruforda słychać tylko w "Entangled", warto więc (a nawet trzeba) sięgnąć po któregoś bootlega z trasy promującej "A Trick Of The Tail", gdzie ogromne wrażenie robi jego gra w klasyku Genesis - "Firth Of Fifth", ale też i w innych nagraniach z "Cinema Show" na czele.
        Pozostałe "utwory z oklaskami" pochodzą z okresu gdy "trójkątowi bermudzkiemu" towarzyszyli na koncertach gitarzysta Daryl Stuermer oraz perkusista Chester Thompson. Najlepiej wypadły "Ripples", zabarwiony jeszcze większymi emocjami niż oryginał, "The Lady Lies", "The Brazilian" oraz "Duke's Travels". "No Reply At All", dzięki nieobecności "przeszkadzajek" w postaci EWF Horns brzmi nienajgorzej i można go nawet trochę polubić. Na osobne omówienie zasługuje, wykonane w Sydney w 1986, "Your Own Special Way" z towarzyszeniem... sekcji smyczkowej! Znacznie ciekawsze to niż eksperymenty Hacketta i Paula Carracka z Mike And The Mechanics w tym samym temacie na krążku "Genesis Revisited".
        Chluby zespołowi nie przynoszą

REMIKSY

        "Invisible Touch", "I Can't Dance", "Land Of Confusion" i "Tonight Tonight Tonight". Totalne nieporozumienie. Chociaż to nic w porównaniu z "This Is The World We Live In" (znajome, prawda?) grupy(?) Alcazar. Przy tym to nawet w/w koszmarków przyjemnie się słucha.

        Mankamentem jest też dziwna kolejność utworów - jeden remiks pomiędzy utworami studyjnymi na pierwszej płycie, wsadzenie do jednego worka pozostałych nagrań "live", odrzutów studyjnych i dalszych remiksów na trzeciej płycie, przy czym druga płyta, wyłącznie z kawałkami koncertowymi, które zostały wybrane z różnych lat nie posiada atmosfery występu na żywo. Razi również brak na wydawnictwie "Match Of The Day" ze "Spot The Pigeon" (usunięty ze względu na niecenzuralny tekst!) oraz "Me And Virgil" z "3x3".
        Mimo tych kilku niedociągnięć, druga część archiwów Genesis jest propozycją w którą warto się zaopatrzyć, nawet jeśli cena kupna jest zbyt wygórowana. Szkoda tylko, że grupa częściej nie uracza nas takimi przyjemnościami, zważywszy na fakt, iż sporo ciekawych momentów w jej historii nie doczekało się oficjalnego wydania, z czego doskonale zdają sobie sprawę kolekcjonerzy.
        Z racji tego, iż "Genesis Archive #2" to składanka, a tego typu wydawnictwom z reguły nie wystawia się noty, cyfrowej oceny nie będzie.

Łukasz Mińczykowski
 Odnośniki związane z tematem 
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   RecenzjaZ Archiwum XArtur ChachlowskiMały leksykon wielkich zespołów