Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
Genesis Revisited


Ocena:  
 Tytuły utworów 

Watcher Of The Skies
Dance On A Volcano
Valley Of The Kings
Deja Vu
Firth Of Fifth
For Absent Friends
Your Own Special Way
Fountain Of Salmacis
Waiting Room Only
I Know What I Like
Los Endos

 Muzycy 

Steve Hackett:
vocals, harmonica,
guitars, orchestration,
John Wetton:
vocals, bass
Paul Carrack:
vocals
Colin Blumstone:
vocals
Richard MacPhail,
Jeanne Downs,
Richard Wayler:

backing vocals
Bill Bruford:
drums & percussion
Chester Thompson:
drums
Hugo Degenhardt:
drums
Alphonso Johnson,
Tony Levin,
Pino Palladino:

bass
Will Bates:
sax
John Hackett:
flute
Ian McDonald:
sax, flute
Julian Colbeck:
keyboards
Roger King,
Ben Fenner,
Aron Friedman:

keyboards,
programming,
orchestration
Nick Magnus,
Jerry Peal:

keyboards,
programming
Royal
Philharmonic
Orchestra
The Sanchez /
Montoya Chorale
,
director:
Anton De Burck
         
STEVE HACKETT
 
Genesis Revisited1997

           Zazwyczaj, gdy spotykamy się z albumem typu tribut to... mamy do czynienia z coverami nagranymi przez młodych muzyków, którym wielkość ich idolów nie pozwala na swobodną interpretację ich utworów. Nagrywają więc albo prawie idealną kopię ulubionego dzieła albo próbują dodać coś od siebie, ale wtedy zwykle, choć nie zawsze utwór taki wywołuje uśmiech politowania na twarzy słuchacza, który także uważa oryginał jako coś, czego nikt nie zagra lepiej.

Czasami zdarzają się jednak albumy nagrane po latach przez ludzi, którzy mieli spory wkład w tworzenie oryginałów. Jak można się spodziewać efekt czegoś takiego musi być niezwykły. Po pierwsze muzyk taki nie czuje barier związanych z nienaruszalnością dzieł jego idoli a po drugie możemy się przekonać jak być może brzmiałyby te utwory gdyby muzyk nagrywający taki trybut miał więcej do powiedzenia w zespole, który nie zawsze traktował jego pomysły z należną uwagą...

Powstały, więc utwory, które być może nie koniecznie są lepsze od oryginałów, ale z pewnością ciekawsze i wykonane z rozmachem, który się im należał w przeszłości. Pamiętajmy, że zespół nagrywał swoje dzieła w pośpiechu pomiędzy jedną trasą koncertową a drugą i nie zawsze miał do dyspozycji fundusze i możliwości techniczne pozwalające na wykorzystanie wszystkich swoich pomysłów.

Co skłoniło Hacketta do nagrania na nowo owych dzieł? Po jego odejściu z Genesis twierdził, że inni członkowie grupy nie traktowali go jako równorzędnego członka, często pomijano jego pomysły i wyciszano jego partie gitarowe przy miksowaniu. Wielu fanów pomyślało wtedy, że Hackett bardzo źle wspomina swój pobyt w grupie i najchętniej zapomniałby o tym okresie. Tymczasem były gitarzysta Genesis już dawno zapomniał o urazach i uważa tamten okres jako bardzo dla siebie ważny, czego dowodem jest właśnie "Genesis Revisited".

Prace nad albumem rozpoczęły się w 1995 roku i trwały dwa lata z przerwami. Początkowo Hackett nie bardzo wiedział w co się tak naprawdę pakuje. Wiele razy brakowało mu funduszy, zamęczał personel wieloma sesjami nagraniowymi. Wiedział jednak, że aby osiągnąć zamierzony efekt, wszystko musi być dopracowane do ostatniego szczegółu. Dodatkowo Japończycy, z którymi najpierw podpisał kontrakt wyznaczyli bardzo krótki termin na dokończenie prac, co doprowadziło do tego, że Hackett pracował przez pewien czas 24 godziny na dobę. W rok po ukazaniu się albumu w Japonii reszta świata otrzymała także okazję usłyszenia krążka i ocenienia efektu końcowego...

Watcher Of The Skies

Do tego utworu Hackett nagrał ponad sto ścieżek nie licząc orkiestry, którą wykorzystał głównie do rekreacji potężnego wprowadzenia do tego utworu. Nie mógł jednak całkowicie zrezygnować z mellotronu i dopiero w połączeniu z orkiestrą intro zabrzmiało tak jak tego oczekiwał. Nie jest to wersja bardzo różna od oryginału, brzmi nowocześniej, ale jest to jeden z lepszych fragmentów płyty. Utwór bardzo dobrze zaśpiewał John Wetton z towarzystwem nie byle jakim, bo na perkusji mocno zagrał Bruford a na basie udziela się Tony Levin (to bardziej King Crimson niż Steve Hackett :-).

Dance On A Volcano

Ten utwór także bardzo się nie różni, oprócz tego, że głównie za sprawą sekcji rytmicznej (Thompson/Johnson) brzmi potężniej. Niestety Hackett popełnił duży błąd obsadzając siebie w roli wokalisty co niestety zepsuło ostateczny efekt. W jednym z wywiadów artysta tłumaczy się, że utwór był pisany głównie przez instrumentalistów w rytmie 7/8 i że nie każdy wokalista byłby w stanie go zaśpiewać, dlatego sam się za to wziął... Jest to raczej melorecytacja niż śpiew co właściwie nie przeszkadza, ale ta ponura barwa głosu Hacketta nijak nie pasuje do muzyki. Jednak zawsze ceniłem ten utwór za bogate partie instrumentalne, a te wykonane są bardzo dobrze.

Valley Of The Kings

Tutaj następuje przerwa w utworach Genesis. Przejmująca kompozycja instrumentalna opowiadająca o dolinie królów w Egipcie. Nie jest to utwór długi ani specjalnie rozbudowany, ale ma klimat i dobrze służy jako przerywnik.

Deja Vu

Utwór niegdyś pisany przez Petera Gabriela w 1973 roku, mógł znaleźć się na "Selling England By The Pound". Jednak dopiero po latach Hackettowi, który zawsze przekonywał Gabriela do jego dokończenia, udało się kompozycję dokończyć. Zrobił to doskonale i otrzymaliśmy przepiękną piosenkę, którą bardzo ładnie zaśpiewał Paul Carrack. Hackett zagrał tutaj także piękne solo i gdyby płyta ukazała się 10 lat temu, na pewno byłby to utwór często goszczący na antenie radiowej.

Firth Of Fifth

Tego utworu nie mogło oczywiście zabraknąć i wydaje się, że Hackett naprawdę wycisnął wszystko z tej kompozycji. Rozpoczyna się jak utwór świąteczny, mamy cymbałki, orkiestrę, idą święta można powiedzieć. Chyba rozumiem intencje artysty, dla niego tak jak dla każdego zagorzałego fana Genesis każde przeżycie tego utworu to po prostu święto... A to dopiero początek, chwilę później John Wetton zaczyna śpiewać "The path is clear...". Ożywają wspomnienia, tak, to wciąż najpiękniejszy utwór Genesis. Rozpoczyna się wydłużona część instrumentalna, najpierw akustyczny Hackett tak jak to tylko on potrafi, następnie orkiestra symfoniczna powoli doprowadza nas do najważniejszej partii solowej Steve'a Hacketta. Tysięczny raz wysłuchane nadal wzrusza do głębi...

For Absent Friends

Wydawałoby się, że z takiej kompozycji nie mogłoby powstać nic ponad wypełniacz, za który zawsze go uważano i nie zwracano na niego żadnej uwagi. Okazuje się jednak, że po przearanżowaniu go na głos i orkiestrę to zupełnie inny utwór, całkowicie nie rockowy. Tego utworu naprawdę się słucha.

Your Own Special Way

Kompozycja Mike'a Rutherforda pierwotnie znalazła się na "Wind And Wuthering". Tamta ballada tutaj została przedstawiona jako bardziej porywający przebój z ładnym solo gitarowym, zaśpiewany rzecz jasna przez Carracka, który ma talent do śpiewania takich piosenek. Trudno powiedzieć, która wersja jest lepsza, to zależy zapewne od nastroju słuchającego. Po prostu z jednej kompozycji powstały dwie dobre piosenki. I znów, gdyby nagrano tę wersję na początku lat 80 - dziś byłaby klasykiem pop-rocka

Fountain Of Salmacis

Wersja znacznie rozbudowana, znów akustyczny Hackett na początek. Tutaj nasuwa się refleksja, gdyby pozwolono Hackettowi bardziej tworzyć w Genesis być może, mielibyśmy więcej takich akustycznych miniaturek. Niestety powraca tutaj znowu problem z wokalem, który z wielkim trudem wykonał sam gitarzysta. Powodem tego był typ samego utworu, ponieważ występuje w nim wiele postaci. w 1971 roku utwór śpiewał Gabriel i nawet on miał trudności z zaśpiewaniem wszystkich partii. Hackett rozwiązał ten problem poprzez sztuczną zmianę wysokości głosu, ale oczywiście nie wyszło to najlepiej. Dziwne się to wydaje, ponieważ mając do dyspozycji trzech różnych wokalistów mógł dać im wszystkim pośpiewać... Dużą rolę odegrała w tym utworze orkiestra a na uwagę zasługuje także partia basu zagrana przez Johnsona, która nie jest tak bogata jak w oryginale, ale bardzo pasuje brzmieniowo do innych instrumentów.

Waiting Room Only

Ta kompozycja zawsze była dla mnie wyjątkowa, to jest jedyny utwór w którym zespół naprawdę improwizował, na żywo brzmiał zawsze dobrze, ponieważ jego wykonanie zawsze się czymś różniło, w pewnym momencie trasy utwór trwał prawie 9 minut! Zawsze czułem przy słuchaniu tego utworu, że zespół mógł nagrać więcej takich improwizacji. Niestety to był pierwszy i ostatni raz. Steve Hackett czuł chyba podobnie, zresztą on zawsze był zafascynowany King Crimson i często używał gitary do tworzenia różnych efektów specjalnych. Mając do dyspozycji orkiestrę i nowoczesną technikę mógł wreszcie zaszaleć i powstał naprawdę wspaniały "uporządkowany chaos". Tutaj także nasuwa się refleksja: gdyby zespół w 1974 roku nie spieszył się nigdzie i dysponowałby większym budżetem to być może dzisiaj mielibyśmy wielkie dzieło a nie dwupłytowy album The Lamb Lies Down On Broadway.

I Know What I Like

Zawsze podchodziłem do tego utworu z mieszanymi uczuciami, Genesis zrobił z tego swój pierwszy przebój. Dla mnie to był od zawsze żart muzyczny i tak powinien być nagrany. Niedawno słuchałem wersji Fisha tego utworu (dzięki Renata) i cieszyłem się, że on właśnie w ten sposób podszedł do tej kompozycji. Natomiast to co Hackett zrobił z tego utworu przechodzi wszelkie pojęcie! To jest jazz, zagrany przez znudzonych jazzmanów i gdyby Hackett nakręcił do tego teledysk, byłby to bardzo zabawny clip. Pod koniec piosenki artysta zakpił sobie przy okazji z Oldfieldowych Dzwonów Rurowych, w których głos prezentował poszczególne instrumenty. Tutaj bardzo śmieszny głosik zapowiada np. rozstrojony mellotron czy zabawkowe pianino.

Los Endos

W japońskiej wersji płyty tego utworu nie było, natomiast w zastępstwie był Riding The Colossus. Japończycy zapewne nie są zadowoleni z braku Los Endos, ponieważ wykonanie tego utworu również należy do lepszych na płycie. Pierwotnie miał tutaj zagrać Tony Banks, lecz po wyrażeniu przez niego chęci - ostatecznie zmienił zdanie (cały Tony :-). Mamy tu oczywiście mocną sekcję rytmiczną, która od czasu do czasu brzmi po brazylijsku. We wkładce napisano, że gra tutaj Ian McDonald na flecie i saksofonie, niestety jest to prawie niesłyszalne.

Płyta jest naprawdę bardzo ciekawa, zagrana w wielu stylach i z odrobiną humoru. Słuchałem jej wiele razy z przyjemnością i cieszę się, że ją mam w swoich zbiorach. W każdym razie jeśli jesteś zagorzałym fanem Genesis - musisz tej płyty wysłuchać.
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   BiografiaWychowany na bluesieTomasz BeksińskiTylko Rock09 / 1991
   BiografiaSteve Hackett - BiografiaPaweł RoczniakArtykuł własny
   WywiadGenesis inaczejWiesław WeissTylko Rock02 / 1998
   RecenzjaGenesis RevisitedBartek BartosińskiRipples
   RecenzjaThe Tokyo TapesBartek BartosińskiRipples
 Strony internetowe
   Witrynawww.stevehackett.comOficjalna strona internetowa Steve'a Hacketta
   WitrynaMomentumJedyna polska strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   WitrynaPlease Don't TouchDobra nieoficjalna strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   Witrynawww.chesterthompson.comOficjalna strona internetowa Chestera Thompsona
   Witrynawww.carrack-uk.comOficjalna strona internetowa Paula Carracka
   Witrynawww.johnwetton.co.ukOficjalna strona internetowa Johna Wettona
   Witrynawww.billbruford.co.ukOficjalna strona internetowa Billa Bruforda
   Witrynawww.tonylevin.comOficjalna strona internetowa Tony'ego Levina
   Witrynawww.magnus-music.comOficjalna strona internetowa Nicka Magnusa