Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
GENESISWIESŁAW WEISS
 
Tylko Rock
Nr 1, Wrzesień 1991
Książęta i żebracy
            Chociaż noc nad Londynem była spokojna, właściwie bezwietrzna, w pewnej chwili zasłony w otwartym na oścież oknie poruszyły się i z głuchym jękiem rozsunęły. Wszyscy zebrani w pokoju o turkusowo-purpurowych ścianach - Peter Gabriel, jego żona Jill oraz para przyjaciół - spojrzeli po sobie z trwogą. Było bardzo późno, w pomieszczeniu panował półmrok. Złowrogie milczenie przerwała Jill. Przemówiła zniszczonym, schrypniętym, niskim głosem starca. Peter zwrócił się ku niej zaniepokojony. Wyłowił z ciemności nieufne i nieprzyjazne spojrzenie kogoś obcego. Nie zastanawiał się długo. Wzorem bohaterów tanich horrorów wziął do ręki świecę i uczynił nią znak krzyża. Demony opuściły pokój.

Taką anegdotę opowiedział Peter Gabriel, współtwórca grupy Genesis, swemu biografowi, Armando Gallo, na pytanie o źródło inspiracji jednego z najsłynniejszych utworów w dorobku rocka lat siedemdziesiątych: Supper's Ready. Niedowiarkowie twierdzą, że tę opowieść o duchach nawiedzających dom rodziców żony wymyślił na poczekaniu. Cóż jednak mogą wiedzieć niedowiarkowie.

Na pierwszych fotografiach z okresu nauki w Charterhouse - elitarnej szkole utworzonej na początku szesnastego wieku w małym pałacyku lorda Thomasa Howarda w Londynie, ale później, w końcu dziewiętnastego stulecia, przeniesionej do pseudogotyckiego zamku na przedmieściu Godalming w hrabstwie Surrey czternastoletni Gabriel wyróżnia się spośród kolegów raczej na niekorzyść. Na brzydkiej, pucułowatej buzi maminsynka malują się roztargnienie i beztroska. Jednakże zdjęcia późniejsze o dwa lata przedstawiają już innego człowieka: pociągła twarz o szlachetnych rysach zwraca uwagę wyrazem skupienia i powagi.
Cylinder dziadka, hippisowski kubrak i płatki róży
Gabriel nienawidził Charterhouse i wszystkiego, co wiązało się z pobytem w szkole: oderwania od rodziny, życia w stadzie oraz żelaznej dyscypliny. Wspomina: "Pamiętam że przekraczałem próg szkoły ze strachem. Panowała tam zimna, nieprzyjazna atmosfera. Wymagano od nas morderczego wysiłku i bezwzględnego posłuszeństwa. Kontakty z mieszkańcami Godalming były zakazane. Dorastaliśmy w poczuciu odosobnienia i pogardy dla mniej zamożnych rówieśników."

ANDRZEJ PUCZYŃSKI - [ EXODUS ]    
Moim ukochanym Genesis było Genesis z Gabrielem. Co nie oznacza, że nie lubię Genesis z Collinsem. Ale z Gabrielem to była bliska mi muzyka - muzyka, jaką chciałbym grać. A z Collinsem taka, że po prostu przyjemnie posłuchać... Moim zdaniem muzyka musi przekazywać pewną treść. Muzyka Genesis z Gabrielem pasowała idealnie do tego, co Gabriel wyczyniał i o czym śpiewał. Dla mnie to było coś w rodzaju teatru. Taki spektakl słowno-muzyczny. Piosenka aktorska mnie nuży, ale tu miałem aktorstwo Gabriela plus świetną muzykę...

Genesis to - jak dla mnie - jeden z najważniejszych zespołów. A ich koncerty... Nie widziałem nigdy więcej takiego spektaklu i nie sądzę, żeby szybko był. Tyle światła, tyle efektów i tyle dobrej muzyki... Tak lubię Genesis, że... patrzę na nich bezkrytycznie.
Przeniesiony z domowych pieleszy w świat dotkliwych obowiązków, surowych zasad postępowania oraz bolesnych kar za najlżejsze nawet zaniedbanie, nie tylko bardzo szybko dojrzewał, ale też nieoczekiwanie odkrywał w sobie naturę buntownika. Nie miał co prawda śmiałości, by wykrzyczeć swoje rozgoryczenie nauczycielom prosto w twarz.

Do końca pobytu w szkole zachował opinię młodzieńca spokojnego i dobrze ułożonego. Jednakże zaraz po lekcjach oddawał się zajęciom, które w jego mniemaniu miały posmak rebelii. Grał na instrumentach perkusyjnych, które - mimo zakazów przemycił do Charterhouse (bez powodzenia zabiegał o miejsce w szkolnej grupie The Anon, bardzo krótko był członkiem innego zespołu, The Spoken Word). Jeszcze bardziej pociągało go zaś śpiewanie, popołudniami siadał więc przy starym fortepianie ustawionym w jadalni i bębniąc niemiłosiernie w klawisze wykrzykiwał z pasją słowa soulowych przebojów Otisa Reddinga i Jamesa Browna.

W wyprawach do stołówki często towarzyszył mu przyjaciel, Tony Banks. Z czasem zaczęli razem komponować piosenki; najbardziej udane miały się wkrótce stać źródłem repertuaru Genesis, np. She's Beautiful, którą znamy jako The Serpent z płyty From Genesis To Revelation.

Wiosną 1966 roku Peter Gabriel jako wokalista i Tony Banks jako pianista założyli z kolegami z internatu zespół The Garden Wall, ale jego działalność ograniczyła się właściwie do prób. Jedyny występ miał miejsce podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego. Chociaż biografowie Gabriela zebrali od wychowanków Charterhouse liczne wspomnienia dotyczące tego wieczoru, niewiele wiemy na temat muzyki wykonanej podczas koncertu. Świadkowie zapamiętali natomiast, że Gabriel ubrany w cylinder dziadka i w hippisowski kubrak z naszytymi kolorowymi paciorkami, obsypał publiczność wielobarwnymi płatkami z różanych klombów zdobiących ogród szkolny. Wszyscy, którzy mieli sposobność śledzić karierę Gabriela od samego początku, zgadzają się, że ten niewinny happening był źródłem wszystkich późniejszych eksperymentów parateatralnych grupy Genesis.
Anioły Gabriela
Gdy w styczniu 1967 roku Peter Gabriel i Tony Banks, a wraz z nimi Chris Stewart, który był perkusista The Garden Wall przyjęli zaproszenie gitarzysty Anthony'ego Phillipsa i basisty Mike'a Rutherforda - muzyków wywodzących się z innej grupy działającej w Charterhouse, The Anon - do udziału w amatorskich nagraniach, nie myśleli o przyszłości. Spotkali się w skromnie wyposażonym domowym studiu jednego z przyjaciół, by powspominać czas spędzony wspólnie w murach Charterhouse pospierać się o doświadczenia muzyczne tych lat, ale też utrwalić je - dla siebie, dla bliskich a może dla świata. Nie było w nich pychy. Jak każdy marzyli pewnie o wielkiej karierze, ale mieli świadomość swoich braków i swojej niewiedzy. Uznali jedynie że warto ocalić owoce dotychczasowych wysiłków twórczych przed niepamięcią.

Dopiero po jakimś czasie zdecydowano, że jako główny wokalista wystąpi Gabriel. Z początku śpiewać miał Phillips, przekonany że zrobi to najlepiej. Jednakże po kilku próbach okazało się, że Gabriel nie tylko dysponuje głosem o ciekawszej barwie, ale też interpretuje poszczególne piosenki w bardziej emocjonalny i przejmujący sposób.

Nagrania nie wypadły oszałamiająco, a jednak czterej amatorzy, podnieceni wynikiem kilkudniowej pracy w studiu postanowili poprosić o ich ocenę profesjonalistę. Wybór padł na Jonathana Kinga, niewiele starszego, ale bardzo już popularnego piosenkarza i cenionego producenta nagrań, który również kształcił się w Charterhouse i przybył do szkoły na spotkanie wychowanków. Zapytany po latach, jakie wrażenie zrobiły na nim owe nagrania, wyznał: "Gdy wręczono mi taśmę, nie miałem najmniejszej ochoty jej słuchać. Nie ma nic gorszego niż amatorski zespół. Pamiętałem jednak własne marzenia o karierze z okresu, gdy sam byłem jeszcze uczniem Charterhouse, i postanowiłem przezwyciężyć niechęć. Włączyłem magnetofon i okazało się, że nie jest to takie złe.
     WŁADYSŁAW KOMENDAREK - [ EXODUS ]
Lubiłem grupę Genesis w pierwszym okresie jej działalności, gdy tworzyła większe formy, np. na płycie "Foxtrot". Później, gdy zaczęła nagrywać wyłącznie piosenki, byłem niemile zaskoczony. Na początku lat siedemdziesiątych Genesis i Yes to były najlepsze zespoły rockowe tworzące takie bardziej rozbudowane kompozycje. Wolałem Genesis niż Yes, bo muzyka tej grupy była robiła wrażenie bardziej uporządkowanej i klarownej. Oryginalnie grali instrumentaliści Genesis, zwłaszcza Banks. Zawsze rozpoznałbym go już po kilku taktach, nawet z innym zespołem. Nie ukrywam, że w początkowym okresie działalności Exodusu kopiowałem jego solówki. Jego i Wakemana.

Jeden z pierwszych naszych utworów, "Niepokój i nadzieja" - wykonywany tylko na koncertach - miał w sobie wiele z muzyki Genesis. Teraz nie słucham już Genesis ani Yes. Boję się, że jakaś fraza zostanie mi w głowie i nieświadomie umieszczę ją w którejś z własnych kompozycji. Ale wszystkie moje próby tworzenia większych form wynikają z dawnej fascynacji nagraniami tych grup. Żałuję, że młodsze zespoły nie grają takiej muzyki, chociaż w wielu utworach Marillion z Fishem słyszałem stary Genesis.
Niektóre pomysły wydały mi się interesujące. Umówiłem się więc z nimi na spotkanie, ale wyglądało to beznadziejnie: byli niepełnoletni, a w dodatku jako uczniowie czasem wolnym dysponowali tylko podczas wakacji. Peter, który robił wrażenie bardzo inteligentnego, naciskał jednak, byśmy spróbowali."

Wkrótce potem King zorganizował grupie pierwsze profesjonalne nagrania. Był zadowolony z wyników i bez zastanowienia zaproponował podopiecznym pięcioletni kontrakt z firmą Decca. Natrafił jednak na opór ze strony rodziców chłopców i ostatecznie zespół związał się z Deccą tyIko na rok.

Banks po latach: "Byliśmy tak bardzo podekscytowani zainteresowaniem, jakie okazano naszym piosenkom, że gotowi byliśmy podpisać cyrografy na życie."

Wiele czasu minęło, zanim doszło do nagrania pierwszej płyty. Współpraca z opiekunem, który z początku odniósł się do grupy tak życzliwie, układała się źle.

King zwierza się dziś: "Byli typowymi wychowankami elitarnej szkoły Zadzierali nosa. Ja oczywiście także ukończyłem Charterhouse. Od kilku lat należałem już jednak do świata muzyki pop, w którym nie ma podziałów klasowych, i zdążyłem pozbyć się snobizmów."

To, co dla Kinga było zadzieraniem nosa, można też nazwać inaczej: wygórowanymi ambicjami. Nie ulega wątpliwości, że podpisanie kontraktu na nagrania było dla piątki amatorów z Charterhouse artystyczną nobilitacją. Wcześniej traktowali tworzenie piosenek jak ekscytującą zabawę, która pozwalała oderwać się od szkolnych obowiązków. Z chwilą przekroczenia progu profesjonalnego studia nagrań muzyczna przygoda stała się dla nich rodzajem posłannictwa. Wystarczy wsłuchać się w teksty piosenek z pierwszych lat wspólnej działalności: kierowane do słuchacza oczytanego i ujawniające ambicje moralizatorskie.

Między Kingiem i muzykami wywiązał się konflikt, który mógł przerodzić się w wojnę. Zakończył się jednak kompromisem. A wkrótce potem - zerwaniem współpracy na zawsze.

King chciał uczynić z grupy gwiazdę i domagał się by tworzyła muzykę atrakcyjną dla wszystkich, chwytliwą, przebojową. Tymczasem podopieczni bronili się przed sukcesem rękami i nogami. Robili wszystko, by pozbawić swoje kompozycje chwytliwości i przebojowości. King był pełen dobrej woli, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, że czasy błahych przebojów odchodzą w przeszłość, a nadchodzi epoka wyrafinowanej muzyki King Crimson, Yes i Emerson Lake And Palmer. Członkowie grupy co najwyżej przeczuwali zmianę upodobań publiczności, byli zresztą zbyt młodzi i naiwni, by z wyrachowaniem zabiegać o uznanie publiczności. Nauczyli się tego dużo później. Wtedy w 1967 roku, nikt więc nie miał podstaw, by oczekiwać rychłego sukcesu grupy. Może dlatego pierwsze płyty - kilka singli i jeden album - były wynikiem kompromisu.

Muzycy stworzyli na debiutancki singel piosenkę w założeniu imitującą mdłe przeboje The Bee Gees, natomiast King niespodziewanie sam podsunął pomysł połączenia utworów pisanych z myślą o albumie w rodzaj suity z ambitnym literackim tekstem.

Pierwszy singel, The Silent Sun, nagrano w grudniu 1967 roku, jeszcze w składzie z Chrisem Stewartem, którego niebawem zastąpił przy perkusji John Silver. Płyta miała świetne recenzje, ale nie została nawet dostrzeżona przez publiczność. Jeśli wierzyć Banksowi, muzycy nie przejęli się tym faktem: Dobrze się stało że ten pierwszy singel nie był przebojem. Do sukcesu trzeba dojrzeć. Gdybyśmy w krótkim czasie zdobyli popularność, zespół nie przetrwałby kilkunastu miesięcy.

Do końca 1967 roku grupa nie miała nazwy. Muzycy nie mogli się na nic zdecydować więc King zaproponował najpierw Gabriel's AngeIs (Anioły Gabriela), a w końcu Genesis (Początek). I tak zostało.
Gwałt
Gdy w marcu 1969 roku trafiła na rynek płyta From Genesis To Revelation, grupy właściwie nie było. Gabriel i PhiIlips nadal uczyli się w Charterhouse, Banks studiował w Sussex University, a Rutherford kształcił się w Farnborough Technical College. O wspólnej pracy nie było mowy, zresztą King w związku z marną sprzedażą albumu dał podopiecznym do zrozumienia, że firma Decca nie odnowi z nimi umowy. Z całej piątki jedynie Phillips i Rutherford myśleli o kontynuowaniu działalności artystycznej. Próbowali przekonać pozostałą trójkę, że warto spróbować raz jeszcze, ale argumentów ubywało im raczej niż przybywało.

20 sierpnia Gabriel, Banks Phillips Rutherford oraz Silver lub jego następca Jon Mayhew - źródła podają różne wersje - spotkali się w londyńskim studiu Regent B i na własny koszt zarejestrowali cztery piosenki (m.in. wczesne wersje Dusk i White Mountain). Postanowili, że jeśli uda im się zainteresować owymi nagraniami jakąś agencję koncertową lub firmę płytową, przerwą naukę i spróbują trudów kariery estradowej.
WOJTEK SZADKOWSKI - [ COLLAGE ]    
Genesis to trzeci zespół - po Beatlesach i King Crimson - który niemal powalił mnie na kolana. Podobało mi się u nich to idealne połączenie komercji z niekomercją. Takie sprzeczności, które tam są - przepiękne melodie z dosyć trudnymi rytmami, bardzo chropowaty śpiew zestawiony ze ślicznymi, wypieszczonymi brzmieniami klawiszy. Mówię o Gabrielu.

Drugi, Collinsowski Genesis moim zdaniem tak naprawdę niczym się nie różni od poprzedniego. Tylko rock rozwinął się w taki a nie inny sposób. Ściślej biorąc są pewne różnice w tekstach, ale też Gabriel odpowiedzialny był za nie w całości tylko przy "Baranku" ("The Lamb Lies Down On Broadway" - przyp. red.)... Collins wybrał jedyną możliwą drogę: przyjął diametralnie różną postawę sceniczną. I tyle. Jak powiedział kiedyś Chester Thompson: Nie wiem, dlaczego macie pretensje do Collinsa, że Genesis uprościło swoje utwory? Im po prostu teraz trzeba mniej czasu, aby wyrazić to samo... Ja się z tym zgadzam.

Genesis posługuje się brzmieniami, które nigdy się nie starzeją. Tam nie ma czegoś takiego jak u Emersona, że jest ten moog, który cofa brzmienie o 20 lat. Natomiast u Genesis - począwszy od "Selling England By The Pound": - znajdują złoty środek, nie ma się wrażenia, że to jest stare, ani po melodyce, ani po tekstach, ani po sposobie nagrania. To jest kwestia talentu. I to jest coś, za co ich lubię. I ta różnorodność: od bardzo dynamicznych do bardzo spokojnych utworów... Ta wszechstronność. Ten rozmach. I to, że przy całym tym ciężarze gatunkowym, przy tej "symfonice" - muzyka jest niesamowicie delikatna. Można słuchać tego przy każdej okazji. W Genesis spotkali się nieprawdopodobnie wrażliwi muzycy.
Jeśli nie - każdy pójdzie swoją drogą. Banks: "Całymi dniami krążyliśmy z tą taśmą po Londynie ale wszyscy mówili nam, że jest okropna." Gabriel: "Pewien agent, John Martin, przyjął mnie i Tony'ego, posadził na krzesłach, a następnie doradził byśmy wracali do układania cegieł, czy każdego innego zajęcia, które gwarantuje nam choćby skromne utrzymanie. Przemysł muzyczny był jego zdaniem nie dla nas i powinniśmy jak najszybciej wyzbyć się marzeń." Właśnie tego wieczoru Peter, który jesienią zamierzał rozpocząć studia w szkole filmowej, postanowił rzucić wszystko. I poświęcić się muzyce.

Gdyby mieli choć trochę rozsądku kariera Genesis zakończyłaby się latem 1969 roku. Gdyby potrafili słuchać rad ludzi bardziej doświadczonych, płyty takie jak Trespass, Nursery Cryme, Foxtrot, Selling England By The Pound i The Lamb Lies Down On Broadway nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Gdyby nie byli przekorni, zdobyliby pewnie zawody i pozycje w społeczeństwie, o których marzyli dla nich rodzice. Gdyby... Właśnie młodzieńcza przekora pozwoliła im wszakże stworzyć muzykę tak bardzo odbiegającą od wszystkiego, co oferował w tym czasie świat rocka. Może daleką od doskonałości, ale bez wątpienia inną, intrygującą, oryginalną. Może zbyt ambitną jak na skromne możliwości, ale na pewno przykuwającą uwagę, frapującą, inspirującą.

Było w nich tyle desperacji, że na kilka długich zimowych miesięcy zaszyli się razem w wiejskim domu i tam, niedaleko Dorking w hrabstwie Surrey, z dala od uciech wielkiego świata, zmagali się ze swoją niemocą. Wtedy wypracowali owocną metodę pracy nad repertuarem: komponowanie kolektywne, drogą prób i błędów, z wielu mniej i bardziej przypadkowych fragmentów, podsuwanych przez poszczególnych instrumentalistów. Wynikiem była muzyka zdaniem jednych chaotyczna, w opinii innych fascynująca mozaikowym bogactwem. Muzyka Genesis.

I nagle szczęście zaczęło się do nich uśmiechać. Zainteresowały się nimi małe agencje w rodzaju College Entertainments, organizującej koncerty rockowe w ośrodkach uniwersyteckich. Nieoczekiwanie nadeszła propozycja stworzenia ilustracji dźwiękowej do widowiska telewizji BBC. Bardzo ciepło zaczęli się wypowiadać o grupie muzycy, którzy mieli sposobność ją słyszeć, m.in. członkowie zespołów Van Der Graaf Generator i Rare Bird. To oni polecili Genesis Johnowi Anthony'emu, producentowi nagrań związanemu z firmą Charisma. W lutym 1970 roku wysłali go na koncert grupy w londyńskim klubie Ronniego Scotta. Anthony: "Gdy patrzyło się na muzyków Genesis z osobna, trudno było oprzeć się wrażeniu, że zmagają się z jakimś niewidzialnym wrogiem. Ale jako całość znaczyli więcej niż suma poszczególnych części." Kilka dni później Anthony zadzwonił do szefa Charismy, Tony'ego Strattona-Smitha. "Powiedziałem mu tylko: Musimy ich mieć." Tego dnia wszystkie kłopoty pięciu młodych muzyków skończyły się. Nie musieli już żebrać o uznanie. Jeśli wierzyć Strattonowi-Smithowi, "w ich zachowaniu pojawiła się nawet wyniosłość. Książęca wyniosłość. Uwierzyli w siebie. Mówili wprost, że to, co robią, jest dobre. I ta zuchwałość bardzo mi się w nich spodobała."

W kwietniu podpisano kontrakt, w czerwcu grupa weszła do studia, a w lipcu ukończyła pracę nad drugim albumem. Zanim jednak trafił on na rynek, w Genesis doszło do rozłamu. Odszedł Phillips. Ten, który w pierwszych latach wkładał we wspólną działalność najwięcej serca. Chorobliwie ambitny, stawiał sobie i kolegom wymagania, którym nikt z całej piątki nie był w stanie sprostać. Zwłaszcza Mayhew, który okazał się marnym perkusistą. Ale też Rutherford, który zaczynał jako gitarzysta i nie bardzo sprawdzał się w roli basisty. "Miałem wrażenie" - opowiadał Anthony, który podjął się produkcji płyty - "że powstaje dzieło niezwykłej urody, ale bez niezbędnych fundamentów." Nie radził sobie także sam Phillips. "Byłem rozczarowany, sfrustrowany... Nazwijcie to, jak chcecie" - zwierzał się kilka lat później. Kolegów z zespołu jego decyzja zaszokowała. Anthony przyjął ją jednak z ulgą. "Od początku wiedziałem, że będą sobie musieli znaleźć lepszego gitarzystę." Właśnie producent miał też pewnie wpływ na decyzję grupy o usunięciu Mayhewa. Znalezienie następców Phillipsa i Mayhewa nie było łatwe, ale w ciągu kilku miesięcy grupa znowu rozrosła się do rozmiarów kwintetu. Gitarzystą został Steve Hackett, a perkusistą Phil Collins. Skład z Gabrielem, Banksem Rutherfordem, Hackettem i Collinsem przetrwał do 1975 roku. Gdy się formował, grupa zbierała dopiero pierwsze dowody uznania. Gdy kilka lat później Gabriel odszedł, nazwę Genesis znał już każdy, kto interesował się muzyką rockową. Tymczasem, w październiku, ukazała się nagrana latem płyta. Koperta z sielankową ilustracją rozcięta brutalnie nożem, dobrze ilustrowała jej tytuł. Trespass. Naruszenie. Gwałt.
Swary i dramatyczne rozstania
Do pierwszych konfliktów doszło już w okresie pobytu w domu na przedmieściu Godalming. Dziś członkowie Genesis - obecni i dawni - bagatelizują je. Twierdzą, że jedynym powodem napięć była w tym okresie niepewność jutra. Przyznają, że stali się drażliwi, niechętnie mówią natomiast o sporach. Zwłaszcza o sporach dotyczących kierunku rozwoju artystycznego grupy. Pragną, byśmy widzieli w Genesis tamtych lat zgodny kolektyw. Jednakże grupa nigdy, no może z wyjątkiem okresu powstania From Genesis To Revelation, nie była zgodnym kolektywem. Dzieje Genesis można by przedstawić jako historię dramatycznych rozłamów w zespole. A następnie scharakteryzować wspólny dorobek przez pryzmat sporów, konfliktów między muzykami oraz bolesnych rozstań.

Dlaczego w 1974 roku Peter Gabriel oświadczył kolegom, że zamierza odejść z Genesis? Porzucić zespół ogromnie już wówczas Popularny. Odciąć się od własnych osiągnięć artystycznych. On sam chętnie wypowiada się na ten temat. Mówi o kłopotach osobistych, o kryzysie małżeńskim, o zagrożeniu życia córki. Mówi też o karierze, która staje się nagle ciężarem, i o sukcesach które zaczynają zniewalać. Czyż prawdziwym powodem rozstania nie był jednak konflikt na tle ambicjonalnym? Uważna lektura wywiadów udzielonych przez członków Genesis w połowie lat siedemdziesiątych nie pozostawia niestety, nawet cienia wątpliwości, że tak właśnie było.

Ustalmy jednak fakty. W listopadzie 1971 roku gdy na rynek trafił następny po Trespass album Nursery Cryme, kariera grupy zaczęła nabierać rozmachu. Pierwszych zagorzałych wielbicieli piątka muzyków znalazła we Włoszech. Już wiosną 1972 roku koncertowała w tym kraju w wypełnionych po brzegi halach sportowych. Wtedy Gabriel zaczął wygalać czubek głowy, charakteryzować się, grać tworzyć zręby teatru Genesis. W październiku 1972 roku, wraz z wydaniem płyty Foxtrot, z której pochodzi Supper's Ready zespół znalazł się nagle w gronie największych gwiazd brytyjskiego rocka. W styczniu 1973 roku odbył triumfalne tournee po kraju ojczystym. Fascynował i szokował niezwykłym spektaklem.

Latem 1973 roku udokumentował intrygujące występy albumem Genesis Live. A jesienią tego roku ugruntował sukces płytą Selling England By The Pound, zawierającą pierwszy wielki przebój: l Know What l Like.
     MAŁGORZATA OSTROWSKA - [ LOMBARD ]
Kocham Genesis. Za co? Za ciekawe, rozbudowane kompozycje. Za bardzo emocjonalne podejście do muzyki. Za histerię w głosie Gabriela. Wolę starsze nagrania niż te z ostatnich lat. Z początków, z Gabrielem, ale też trochę późniejsze, gdy głównym wokalistą był już Collins. Kiedy Collins zaczął działać również jako solista, zespół skomercjalizował się. Ale starsze utwory Genesis ciągle robią na mnie wrażenie.
I wreszcie grudzień 1974 roku. Wydanie The Lamb Lies Down On Broadway. Sukces na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych. I wielkie światowe tournee z widowiskiem opartym na muzyce z albumu.

Upragniony sukces nie był jednak powodem do radości. Stał się źródłem konfliktów. I trudno się dziwić. Im wyższa stawka, tym więcej powodów do zawiści.

Większa część repertuaru Genesis była zawsze wspólnym dziełem. Jako kompozytor na plan pierwszy zaczął się jednak z czasem wysuwać Banks. Głównym dostarczycielem tekstów był natomiast Gabriel. Jego pomysłem było też stopniowe przekształcanie koncertów grupy w parateatralne widowiska. Zaczął wcielać się w bohaterów, których powoływał do życia. Do wykonania poszczególnych piosenek wkładał niezwykłe kostiumy i maski. W jednej chwili przeobrażał się w demonicznego starca o bladym, pomarszczonym obliczu. A po kilku minutach był dumnym wyniosłym rycerzem stojącym na straży wartości Imperium Brytyjskiego. Albo lisem w czerwonej sukience, znanym z surrealistycznej ilustracji na kopercie płyty Foxtrot. Czy też tajemniczą zjawą z innego świata. Z początku traktował tę maskaradę z pewnym dystansem. Z czasem zaczął w nią jednak wkładać coraz więcej serca. A entuzjazm publiczności upewniał go w przekonaniu, że obrał właściwą drogę. W pierwszych miesiącach dopasowywał pomysły inscenizacyjne do treści piosenek. W pewnej jednak chwili zaczął pisać teksty z myślą o wymaganiach sceny. Tak było z The Lamb Lies Down On Broadway. Jesienią 1974 roku, w pierwszym wywiadzie dla amerykańskiego magazynu "Rolling Stone", mówił: "Chcielibyśmy przenieść słuchacza z sali koncertowej w świat fantazji." I zapewniał: "Spektakl rockowy stał się wartością, która nie ma już nic wspólnego z estradowymi wygłupami." Nawet, gdy od dawna nie był już wokalistą Genesis, bronił swoich koncepcji. W kwietniu 1977 roku wyjaśniał dziennikarzowi pisma "Melody Maker": "Efekty wizualne stały się nieodłączną częścią koncertów rockowych, ale zazwyczaj pełnią jedynie funkcję poboczną i mogą co najwyżej wywołać chwilowe podniecenie na sali. Powiązanie ich z treścią piosenek to warunek, by poruszyły publiczność. Nikt tego nie robi i w tej dziedzinie można by wiele osiągnąć."

Teatr Genesis uwielbiali wszyscy. Zarówno publiczność, jak i krytycy. Jednakże znalazło się kilku niezadowolonych z biegu wypadków. Z wypowiedzi pozostałych czterech muzyków Genesis - sięgam do roczników tygodnika "Melody Maker" - coraz częściej przebijała irytacja. We wrześniu 1974 roku Banks ironizował: "Peter jest ostatnio tak bardzo zajęty na scenie że czasami zapomina o mikrofonie." Dziwił się: "Najwięcej wysiłku wkładamy w komponowanie, nieco mniej w pracę nad tekstami, a najmniej w przygotowanie widowiska. Tymczasem publiczność najbardziej ceni nas za to, co dzieje się na scenie." Wyjaśniał też: "Spektakle Genesis wymagają takich nakładów środków, że koncertowanie przestało być dla nas opłacalne." I zapowiadał: "Chętnie powróciłbym do występów nie mających nic wspólnego z teatrem." A w końcu powiedział: "Każda sesja nagraniowa jest dla nas sprawdzianem, czy możemy jeszcze pracować ze sobą."

Rok później, gdy Gabriela nie było już w składzie Genesis, posunął się dalej. Przyznał: "Oburzało mnie, że Peterowi przypisywano wszystkie zasługi, tymczasem zarówno repertuar, jak i spektakle przygotowywaliśmy razem." Podzielił się też z dziennikarzem dziwnym spostrzeżeniem: "Wiele z naszych utworów zawiera dłuższe partie instrumentalne. I to powód poszukiwań teatralnych Gabriela. Zamiast stać w kącie i potrząsać bezmyślnie tamburynem, próbował popisów mimicznych, a później sięgnął też po maski i kostiumy." A wreszcie rozwiał wszelkie nadzieje, że Genesis wróci jeszcze na ścieżkę eksperymentów teatralnych. Na pytanie, czy on sam nie ma ambicji aktorskich, odpowiedział: "Podczas koncertów jestem zbyt zajęty klawiaturami, bym mógł myśleć o czymś takim." Poparł go Collins W sierpniu 1975 roku, wkrótce po ogłoszeniu decyzji Gabriela do wiadomości publicznej, mówił: "Wspaniale, jeśli zespół przykuwa uwagę widza efektami wizualnymi. Gorzej, gdy publiczność, wpatrzona w wykonawcę, przestaje słuchać muzyki. Nie, to nie jest zawiść. Chciałbym jedynie, by doceniono wreszcie wkład Mike'a i Tony'ego w sukces zespołu. W końcu to oni utworzyli Genesis. Przypuszczam, że nie czuli się najlepiej, gdy na ich wysiłki nie zwracano uwagi."

OLEK KLEPACZ - [ FORMACJA NIEŻYWYCH SCHABUFF ]    
Kapitalna orkiestra. Phil jest rewelacyjny... Jako muzyk. I - wydaje mi się - że także jako człowiek, bo na tych wszystkich video-clipach odbieram go jako strasznie wesołego, serdecznego człowieka. Każdy ma swoje odjazdy, ale wydaje mi się, że on jest bardzo w porządku.
A sam Gabriel? Najpierw długo milczał. A później, gdy już zdecydował się mówić ważył każde słowo. Bał się, że urazi przyjaciół, którzy wszystko na to wskazuje - pozbyli się go jak intruza. W grudniu 1975 roku mówił: "Każdy zespół musi liczyć się z kompromisami. My próbowaliśmy rozwiązać wszystkie kwestie sporne drogą dyskusji. Przynajmniej z początku. W ostatnim okresie wspólnej pracy było z tym, niestety, coraz gorzej. Dodał też: "Wiem, że jestem człowiekiem egocentrycznym i nadmiernie ambitnym. Staram się jednak być wrażliwy na odczucia innych. Czy mi się to udaje? Nie wiem." Podjął temat dopiero w lutym 1977 roku. Opowiadał: "Wymagano, bym dzielił się swoimi pomysłami z zespołem, pozwalał je przerabiać i zadowolił się nadzieją, że będę miał prawo powrócić do nich na którymś z następnych etapów pracy. Nadszedł czas gier. Głupich, niepotrzebnych gier. A ponieważ prasa najwięcej uwagi poświęcała mojej osobie, pojawiły się urazy i zawiść, co nie ułatwiało wspólnej pracy." I kontynuował: "W zasadzie są to inteligentni ludzie. Ale kiedy prasa przypisywała mi którąś z ich zasług, byli urażeni. Podobnie ja obrażałem się, gdy ich chwalono za to, co było moim dziełem. Zwykłe ludzkie reakcje. Miały wszakże ogromny wpływ na sytuację w grupie. Powodowały tarcia... Zwłaszcza pod koniec. Gdy odchodziłem, z naszej przyjaźni nic już nie zostało."

Po Gabrielu przyszła kolej na Hacketta. Nietrudno domyślić się, że on także padł ofiarą chorobliwej ambicji. Pytanie tylko - czyjej. Swojej? Collinsa, który przejął obowiązki głównego wokalisty? Banksa, który wysunął się w grupie na pozycję lidera? A może Rutherforda, który był co prawda basistą, ale często przecież sięgał gitarę i mógł chcieć pozbyć się konkurenta?

Hackett odszedł w lipcu 1977 roku. Zdążył jeszcze uczestniczyć w przygotowaniu trzech albumów nagranych w składzie bez Gabriela, studyjnych A Trick Of The Tail z lutego 1976 roku i Wind And Wuthering z grudnia tego samego roku oraz koncertowego Seconds Out z października 1977 roku. Zwierzał się dziennikarzowi tygodnika "Melody Maker": "Decyzję o odejściu z Genesis podjąłem nie dlatego, że przestała mi odpowiadać muzyka grupy, a dlatego, że postępowanie kolegów stało się nie do zniesienia." Wyjaśniał też: "Artysta, który jest członkiem grupy, musi liczyć się z tym, że jego pomysły dotrą do odbiorcy rozcieńczone. Mam tego dosyć."

Kilka lat później Gabriel i Hackett pogodzili się z Collinsem, Banksem i Rutherfordem, dali nawet wspólny koncert. Ale teatr Genesis, zburzony tak pochopnie, nie został już nigdy odbudowany.
Długa droga
Gdy zostało ich już tylko trzech, wszystko się zmieniło. Wygasły konflikty, ba, cała trójka zaczęła prześcigać się we wzajemnych komplementach. Collins i Rutherford wielokrotnie powtarzali, że twórcą najbardziej wartościowej części repertuaru jest Banks. A Banks twierdzi że Genesis stał się w końcu zgranym kolektywem, w którym każdy z muzyków inspiruje pozostałych. Collins w latach osiemdziesiątych złamał niepisaną zasadę obowiązującą w Genesis i w pewnym momencie zaczął koncentrować się bardziej na własnej karierze niż na zespołowej.
     CZESŁAW NIEMEN
To był zespół, który - oczywiście - zrobił jeden z milowych kroków w muzyce rockowej. Natomiast mnie bardziej zainteresowali soliści, którzy wyszli z tej grupy: Gabriel i Collins. Szczególnie Gabriel. Na pewno u jednego i drugiego są echa Genesis, ale nigdy nie słuchałem na tyle Genesis, aby wdawać się w takie analizy. Po prostu w pewnym okresie stwierdziłem, że nie mogę się bawić w takiego słuchacza, a jednocześnie krytyka, który docieka aspektów artystycznych, warsztatowych i innych. Przyjąłem zasadę, żeby jak najmniej słuchać, aby mimowolnie nie ulegać wpływom.

Nie mam w domu ani jednej płyty Genesis. Tyle znam ten zespół, co z radia, z audycji Piotra Kaczkowskiego. Słuchałem jego audycji bardzo często, bo je lubiłem, a Kaczkowski bardzo gustował w Genesis. Ale powiadam: nie wnikam w szczegóły. Może też dlatego, że w tamtym okresie bardziej interesowałem się jazz rockiem: Joe Zawinul i Mahavishnu. A jednocześnie miałem w sobie te naleciałości Charlesowskie i Reddingowskie... Mam trzy pierwsze płyty Yes, ale w pewnym momencie i ten zespół przestał mnie interesować.

Phil Collins stał się - jak na mój gust - zbyt komercyjny. Nie mam żadnej jego płyty. Natomiast Gabriela trochę zbieram, mam nawet najnowszą jego płytę... Lubię go za bardzo inteligentne aranżacje. Chciałbym umieć tak aranżować. Oczywiście, nie jest to tak bardzo komercyjna muzyka, lecz może być popularna. Zresztą nie brak dowodów, że jest, i to bardzo.

Gabriel podoba mi się jako wokalista. Niby nie ma warunków, a umie śpiewać. Głos ma trochę podobny do Steve'a Winwooda, trochę gwałtowne brzmienie, przytępione, lecz bardzo ciekawe. Głos Gabriela podoba mi się bardziej, niż głos Stinga. Z tego, co do tej pory nagrał, najbardziej lubię "So". Dobrze się tego słucha i są to piękne utwory.
Jego śladem podążył Rutherford który stanął na czele grupy Mike And The Mechanics. A Banks, którego zawsze irytowały indywidualne próby artystyczne kolegów przełknął to bez słowa. I sam robi wszystko, by powtórzyć ich sukcesy, ale - jak dotąd - z marnym rezultatem.

W Genesis zapanowała demokracja. I demokratycznie zdecydowano, że muzyka grupy, coraz bardziej z biegiem lat pretensjonalna i wydumana, musi się zmienić. Głównym sprawcą metamorfozy był jednak Collins. To on nalegał, by w repertuarze grupy znalazły się znowu, jak w okresie debiutu, chwytliwe, przebojowe piosenki. On też pchnął grupę w stronę muzyki soul.

W wydanym wiosną tego roku na wideokasetach filmie Genesis - The Story So Far pojawia się Jonathan King, dziś bardziej znany jako satyryk i polityk niż piosenkarz. Mówi o sukcesach grupy z dumą. Jakby był jej dobrym duchem. I z tego punktu widzenia muzycy pewnie wreszcie, po latach błądzenia i doskonalenia umiejętności, sprostali wymaganiom, jakie im stawiał. Nauczyli się tworzyć przebojowe piosenki dla milionów, takie choćby jak Follow You Follow Me, Turn It On Again, Misunderstanding, Abacab, Mama, That's All, Invisible Touch, ln Too Deep czy Throwing It All Away, pochodzące z płyt ...And Then There Were Three... z marca 1978, Duke z marca 1980, Abacab z września 1981, Three Sides Live z czerwca 1982, Genesis z października 1983 oraz Invisible Touch z czerwca 1986.

Wideokaseta Genesis - The Story So Far to niezwykły dokument. Przypomina długą drogę wychowanków elitarnej szkoły na przedmieściu Godalming w hrabstwie Surrey na estrady świata. Ilustruje najważniejsze zdarzenia, dorzuca kilka nowych faktów. Pozwala lepiej zrozumieć barwne dzieje grupy i uświadamia zmiany jej stylu.

W jednej z pierwszych scen filmu Rutherford potwierdza, że w okresie nauki muzykowanie było dla niego i kolegów formą buntu. A jego wywód ilustrują sceny z Charterhouse. Nieskazitelne białe stroje, krykiet, próba szkolnej orkiestry kameralnej...

Dziwne wrażenie robi teatr Genesis. W pierwszej chwili ekscytuje. Ale już po kilkunastu minutach gotowi jesteśmy zgodzić się z poglądem, że Gabriel posunął się za daleko. Pozbawił występy grupy podniecającej atmosfery widowiska rockowego. Nadał zaś tworzonej wspólnie muzyce funkcję tła dla dziwnych scenek rodem z angielskiego wodewilu. Z dużo większym zainteresowaniem oglądamy skromny występ telewizyjny Genesis sprzed wielu lat. Gabriel - długowłosy, ubrany na czarno - wykrzykuje z pasją poruszające słowa, a wtóruje mu dynamiczna muzyka Banksa, Hacketta, Rutherforda i Collinsa. Gabriel jest sobą. Nikogo nie gra, nikogo nie udaje. I naprawdę fascynuje. Nie miał więc racji gdy upierał się przy środkach teatralnych? W filmie widzimy, co stało się z maskami, których fotografie zdobią każdą publikację na temat Genesis. Wokalista oddał je dzieciom do zabawy. I może taki los był im przeznaczony?

Muzycy, którzy odeszli z Genesis mówią w filmie o powodach swoich decyzji. Gabriel trochę łagodzi wymowę wcześniejszych oświadczeń Prasowych. W wypowiedziach Hacketta i Phillipsa czuje się jednak, że nadal mają do kolegów żal. Ale też ich kariery nie potoczyły się tak gładko, jak wokalisty. Hackett twierdzi - i ma rację - że dzięki niemu grupa w bardziej zdecydowany sposób zwróciła się ku tradycyjnie pojmowanej estetyce rocka. Mówi: "W moim graniu było sporo agresji." Może więc musiał odejść? W nagraniach Genesis zrealizowanych od końca lat siedemedziesiątych nie ma rockowej agresji. A zdobyły przecież ogromne powodzenie.

Ostatni okres w działalności grupy, gdy w składzie pozostali Collins Banks i Rutherford (a jedynie na koncerty dołączają gitarzysta Daryl Stuermer i perkusista Chester Thompson), omówiono w filmie równie szczegółowo jak poprzednie. Widzimy zespół w wielkich salach koncertowych i na ogromnych, wypełnionych po brzegi stadionach. Przysłuchujemy się inteligentnym rozmowom trójki przyjaciół o muzyce. Podglądamy ich w chwilach wytchnienia. A jednak ta część filmu, mimo wielu atrakcji i wspaniałych piosenek nuży. Na plan pierwszy zaczynają wysuwać się kariery solowe Collinsa i Rutherforda, jakby dzieje Genesis znudziły też samych realizatorów.

Cóż, grupa nauczyła się dostarczać rozrywki milionom. Na jej albumy - najnowszy jest zapowiadany od wiosny - nie czeka się już jednak tak niecierpliwie, jak przed laty. Gdy muzyka Genesis intrygowała, zastanawiała, skłaniała do myślenia.

Wiesław Weiss
 Odnośniki związane z tematem 
   BiografiaBiografia GenesisPaweł RoczniakArtykuł własny
   BiografiaRockowy teatr dla elityBartek BartosińskiRipples1998
   BiografiaGenesis - niby zwykła historia...Sebastian Górskikoneser.czardybon.net1997
   ArtykułRock w ramach fantazjiMichael WaleBrytania08 / 1974
   ArtykułPierwsze nagrania GenesisPaweł RoczniakArtykuł własny
   ArtykułUczulenieKrzysztof CelińskiTylko Rock09 / 1991
   RecenzjaGenesis - PłytyWiesław WeissTylko Rock09 / 1991
   WywiadRewelacje z GenesisChris WelchGenesis Special Magazine1987