Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
RAY WILSON / STILTSKINMAURYCY
 
Artykuł nadesłany
Listopad 2006
Wrocław - 28 października 2006
 
    Fot. Yaro
          28 dzień października 2006 roku to kolejna ważna data w historii podboju Wrocławia przez szkockiego muzyka Raya Wilsona. Tym razem Wilson przywiózł polskim słuchaczom inną muzykę, inny szyld i inny skład instrumentalistów. Trzecia wizyta Raya we Wrocławiu zaowocowała więc trzecim zupełnie innym koncertem, a oprócz muzycznych doznań fani mieli okazję poznać kolejną garść ciekawych anegdot i opowieści z życia szkockiego wokalisty. Występ Wilsona i zespołu Stiltskin odbył się w sobotę wieczorem, ale początek mojej relacji powinien sięgać nocy z piątku na sobotę....

          Zespół stawił się we Wrocławiu już w piątek, dzień przed koncertem i jak twierdzą naoczni świadkowie, muzycy spędzając wolny wieczór w "Od zmierzchu do świtu" bawili się świetnie. Szkoci słyną z mocnych głów i choć basista Lawrie Mc Millan rano podobno wyglądał bardzo kiepsko, podczas wieczornego występu wszyscy byli już w optymalnej formie. No, może oprócz Alego Fergusona, debiutującego przed wrocławską publicznością gitarzysty, na którego twarzy widniały jeszcze ślady imprezowego pokaleczenia... Rockowi muzycy są niepoprawni ;)


          Nieczęsto się zdarza, żeby fani rocka niecierpliwili się przy dźwiękach "The Division Bell" zespołu Pink Floyd, ale jeśli czeka się na prezentację pierwszego od dziesięciu lat materiału Stiltskin to i świetna płyta "flojdów" nie pomoże. Na szczęście zespół Raya Wilsona spóźnił się tylko pół godzinki i punktualnie o dwudziestej cała piątka reaktywowanego Stiltskin pojawiła się na malutkiej scenie wrocławskiego klubu. Jedyną istotną różnicą między składem fullbandu Raya, a Stiltskin to brak stanowiska klawiszy
Fot. Yaro    
i co za tym idzie stałego współpracownika Wilsona, Irvina Duguida. W to miejsce pojawił się drugi gitarzysta, Niemiec Uwe Metzler. Na wrocławskiej scenie zabrakło też brata Raya, Steve'a Wilsona, którego miejsce w grupie zajął, ponoć już na stałe, Ali Ferguson.


          Zaczęli mocnym zestawem, krótkim przeglądem płyt, które później były najmocniej eksploatowane. Na otwarcie "Sunshine And Butterflies" z "Minds Eye" Stiltskin, później "Sarah" z "Millionairhead" Cut i potężny "Fly High" z "She". Zrobiło się naprawdę gorąco. Napięcie opadło właściwie dopiero po godzinie grania, kiedy zespół wykonał na wpół akustyczny set składający się z solowych piosenek Raya (m.in. "Change") i stiltskinowego staruszka "Rest In Peace". Końcówka podstawowego setu znów była jednak miażdżąca. Począwszy od niemalże monumentalnego, dyszącego ciężkim, gitarowym riffem "Taking Time" (diabelski podtekst) przez "She", "Some Of All My Fears", i kończąc na porywającym "Footsteps" i przebojowym "Inside" pod sceną panowała euforia. Zespół opuścił scenę i rozentuzjazmowaną publiczność. Oklaski dziękczynne po "Inside" po kilkudziesięciu sekundach przeobraziły się w rytmiczne wywoływanie muzyków na bis. Ci nie kazali na siebie długo czekać. Część bisowa pociągnęła klimat końcówki podstawowego setu, a podczas kompozycji "Fame" na scenie pojawił się "gość specjalny"- Maria, wysoka, szczupła, blondynka, o ładnym gumowym... biuście. To basista Lawrie Mc Millan ubrany w czerwoną suknię i blond perukę doskonale wcielił się w rolę zwyciężczyni przyszłorocznej edycji brytyjskiego "Idola". Jeszcze "Wake Up Your Mind" i "Ghost", i muzycy ponownie czmychnęli na zaplecze. Rozgrzana publiczność nie zamierzała się jednak poddać. Czterysta par obolałych, klaszczących dłoni i tyleż samo zdartych,
    Fot. Yaro
ale ciągle krzyczących gardeł ściągnęło na scenę Raya jeszcze raz, na drugi zestaw bisów. Reszta zespołu została już na zapleczu, a Wilson stanął sam przed publicznością. "Carpet Crawlers", "Lovers Leap", "Not About Us", "Shipwrecked"- ten intymny set akustyczno-genesisowy zabrzmiał jak koncert po koncercie. Hardrockowy pazur zniknął gdzieś niepostrzeżenie, ulotnił się także szyld Stiltskin, a w "Zmierzchu" zapanowała zupełnie inna magia. Jakoś inaczej zabrzmiały te kompozycje, tak umiejętnie przygarnięte przez Raya, na przysłowiową "chwilę" przed reaktywacją zespołu Genesis...

          Publiczność długo dziękowała Wilsonowi za wspaniały, rockowy wieczór, a i Szkot nie ukrywał satysfakcji z kolejnej udanej wizyty we Wrocławiu. Po koncercie, jak ma w zwyczaju, długo i cierpliwie podpisywał płyty, pozował do wspólnych zdjęć i odpowiadał na pytania. Reszta składu Stiltskin także znalazła czas dla fanów.

          "Teraz może przyjdzie pora na następne polskie miasta, bo dobrze by było, żeby stolica Dolnego Śląska przestała być częścią trasy... po Niemczech" - tak brzmiało ostatnie zdanie mojej relacji z koncertu Raya w październiku 2005 roku. Minęło dwanaście miesięcy i wygląda na to, że coś w kwestii dalszej "inwazji" na Polskę wreszcie się ruszyło. Na marzec 2007 roku Wilson zaplanował koncert w poznańskim "Zeppelin Hall",
Fot. Yaro    
klubie dwukrotnie większym od wrocławskiego "Zmierzchu". Wrocław jest już otwarty na muzykę Wilsona, jeśli Poznań przyjmie Szkota równie ciepło, to być może doczekamy całych tras byłego wokalisty Genesis po Polsce.


          Niejako w formie peesu muszę wspomnieć o anegdotach opowiadanych przez Raya między utworami. Wilson już dawno udowodnił, że ma dużą łatwość w nawiązywaniu kontaktu z publicznością. Trzeba przyznać, że ciągle rozwija tę umiejętność i często z niej korzysta, celem zjednania sobie słuchacza. Cechuje go w tym szczerość, czasem "aż do bólu". Swego czasu Szkot wyśmiewał wokalne (nie)umiejętności Mike'a Rutherforda, innym razem własne gapiostwo, przypominając historię zapomnianego mikrofonu podczas debiutu w Genesis. Tym razem wokalista wziął na tapetę byłych kolegów z pierwszego wcielenia Stiltskin. I tak dowiedzieliśmy się między innymi, że podczas występu na żywo w programie MTV Peter Lawlor, oryginalny gitarzysta Stiltskin, ni stąd ni zowąd kopnął Raya butem w twarz. Dziwaczne zachowanie byłego lidera grupy miało na celu prawdopodobnie zwrócenie uwagi, bo krótki jingel ze sceną ciosu długimi miesiącami nie znikał z anteny MTV. Druga historyjka dotyczyła byłego perkusisty Stiltskin, Rossa Mc Farlane'a i jego nieszczęsnych kalesonów, których pod wpływem upojenia alkoholowo-narkotykowego zapomniał zdjąć "załatwiając potrzebę"....

Maurycy

Fotografie wykonał: Norbert vel Yaro
 
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   RelacjaRay Wilson - Wrocław 19.III.2005Maurycy Artykuł nadesłany24 / 03 / 2005
   RelacjaRay Wilson - Wrocław 28.X.2005Maurycy Artykuł nadesłany1 / 11 / 2005
   RelacjaNajpiękniejszy koncert unpluggedAdam Dobrzyńskimuzyka.onet.pl21 / 05 / 2003
   RecenzjaUnpluggedArtur ChachlowskiMały leksykon wielkich zespołów
   WywiadRay Wilson w MinimaxiePiotr KaczkowskiTrójka18 / 05 / 2003
 Strony internetowe
   Witrynawww.raywilson.co.ukOficjalna strona internetowa Raya Wilsona