Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
PETER GABRIELDaeclan
 

Artykuł nadesłany - 29 Kwietnia 2003
Growing up
            Dark Rael kiedy się dowiedział że jadę na Petera do Berlina, w tonie nie znającym sprzeciwu oświadczył krótko - "bez recenzji nie masz co się pokazywać". No więc cóż, na układy nie ma rady, więc opiszę to i ovo.

Pomysł z wyjazdem narodził się jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem trasy europejskiej, a kiedy podano termin i miasta, w którym ma wystąpić stało się oczywiste iż na celowniku znalazł się Berlin. W zdobycie biletu zaprzągłem cały sztab ludzi, którym w tym miejscu chciałbym podziękować, przede wszystkim Bartkowi Roszakowi i Monice, która na stałe przebywa w Berlinie i to ona kupiła nam bilety. Na koncert udało mi się namówić przyjaciela - Jacka który również nie poskąpił tych 54 euro i razem ze mną wyruszył na koncert życia. Bilety mieliśmy już w marcu, więc wygodnie przyszło nam czekać na 27 kwietnia...

Przyszedł dzień koncertu, wyjazd zaplanowaliśmy na 12.00, a więc dosyć wcześnie co okazało się akurat w sama porę, bo kolejka na granicy była baaaardzo duża. Spędziliśmy na niej ok. 2 godzin, a kiedy wreszcie przekroczyliśmy granicę przywitały nas dwie deszczowe burze.

Jednak w samym Berlinie nie padało, ba było słonecznie. Klucząc po mieście (Jacek z mapą w ręku - super pilot) dojechałem pod Velodrom, wcześniej o mało co, nie będąc staranowanym przez tramwaj na rondzie.

Dobra, jesteśmy na parkingu, chociaż właściwie miejsc wolnych nie było ale gdzieś się wcisnąłem. Teraz dwa słowa o hali (dla tych którzy nigdy tam nie byli) otóż Velodrom jest w dużej części wkopany w ziemię i w zasadzie wystaje tylko górna część hali. Z góry wygląda to jak wielka moneta leżąca na trawniku i żeby wejść do hali trzeba zejść III piętra w dół. Mając 2 godziny do koncertu poszliśmy do pobliskiego parku.

O 19.00 byliśmy już przy wejściu i teraz wybiła minuta prawdy, miałem aparat, a szukali nieźle. Wcześniej przygotowałem się na to i miałem rozprutą cześć podszewki (poświęcenie, a co :) i tam ukryłem aparat. Co chwilę ochrona wydobywała od ludzi wszelkie aparaty, a nawet telefony komórkowe. Przyszła kolej na mnie, gość do mnie - czym mam coś: telefon, aparat - tak jakby myślał że się przyznam. Ja na to - ależ skąd, proszę szukać. On szuka, nic i teraz nastąpiła tragedia za moimi plecami stał drugi ochroniarz, który przy naporze ludzi oparł się o ...mój aparat. Od razu zgadł, co tam jest, ja, że nic, ale ten się uparł i wyczaił niestety moją niespodziankę. Udałem Greka, a raczej zdziwionego Polaka i tłumaczę, że to chyba fabrycznie wszyte, on się uśmiechnął, ja też, ale o wejściu z urządzeniem nie było mowy - depozyt. Ten zgrzyt wyraźnie popsuł mi humor, ponieważ kilka razy flesze aparatów podczas koncertu rozświetlały halę, a więc jednak można było... Było minęło.

To co mnie trochę zdziwiło, to wokół hali ani na samym Velodromie nie było żadnych billboardów, plakatów, gadżetów. Owszem były te ulubione gadżety dla Niemców, a więc coca-cola, piwo i parówki na hali i właśnie na te "gadżety" rzucili się niemieccy fani. Jeśli mowa o fanach to przeważali oczywiście ci w średnim wieku, 30 - 40 a nawet starsi.

Na swoich miejscach zasiedliśmy na 10 minut przed rozpoczęciem koncertu hala powoli się zapełniała chociaż o 19.30 było jeszcze trochę wolnych miejsc jednak ci co się nie śpieszyli wiedzieli co jest grane. Otóż o 19:30 wyszedł przy wielkim aplauzie Peter na scenę i ...właśnie Sawara Nazarkhan z zespołem. Wiadomo Peter lubi promować muzykę etniczną i właśnie w trasie uczestniczy artystka z Uzbekistanu. Sawara dała 30 minutowy koncert i było to dosyć ciekawe doświadczenie. O 20-tej wszyscy już czekali tylko na Petera (sala była już wypełniona po brzegi), a tego wciąż nie było. Za atrakcję w tym czasie służyli operatorzy którzy wspinali się po drabinkach na platformę nad sceną a następnie przechodzili do reflektorów rozpiętych na platformie. I tak wisieli sobie ponad 2 godziny oświetlając Petera - fajna fucha. Czekając na Petera analizowaliśmy ciężar całej platformy wiszącej nad sceną i doszliśmy do wniosku, że rzeczywiście dobrze się stało, że komuś nie wpadł do głowy pomysł wieszania tego całego monstrum w Spodku czy Arenie. Tragedia murowana.

20.36 na scenę wchodzi wreszcie Peter wywoływany coraz głośniej brawami, gwizdami i czym tam jeszcze. Jest sam, wita się z publicznością, publika szaleje, zapowiada pierwszy utwór "Here comes the flood" i tak jak przypuszczałem śpiewa go po ...niemiecku. Po tym wchodzi reszta zespołu na scenę i leci "Darkness", teraz dopiero można docenić siłę nagłośnienia, fantastycznie porusza się Melanie w rytm tego darknessowego rytmu. Kolejny numer to "Red rain", teraz dopiero z namiotu, który znajduje się na środku sceny wydobywany jest Ged Lynch, który wali w bębny aż miło (supergość, ale o tym później), scena oczywiście oświetlona na czerwono. Kolejny utwór to "Secret world " który świetnie wypada na koncertach. W czasie partii instrumentalnej Peter wychodzi na środek sceny i wszyscy kręcą się w kółko, publika szaleje!!! To dopiero czwarty kawałek, a ludzie już robią taakie oczy.

Teraz przychodzi "Sky blue " przepiękny utwór, można się rozpłakać ze szczęścia sam nawet śpiewałem sobie w chórkach, a co :). Jeśli do tej pory był jeszcze ktoś kto podszedł z rezerwą do całej oprawy, kolejny utwór zburzył mu tą powściągliwość. "Downside up" świetny utwór i jeszcze lepsza oprawa, otóż wówczas, Peter i Melanie zostają podczepieni do platformy i zaczyna się wędrówka wokół sceny do góry nogami. Chodzą powoli niemal jak w stanie nieważkości, wspaniałe przeżycie dla oglądającego. Nie mając aparatu postanowiłem zmierzyć czas tej wędrówki, chodzili tak 3.5 minuty, do tego jeszcze śpiewając. Wędrówka ta robi kolosalne wrażenie! Pod koniec Peter i Melanie puszczają się i wiszą poziomo - koniec utworu. Pierwsze poty z wrażenia spływają mi po czole.

Teraz platforma zjeżdża na dół, Peter z kamerą jeździ wokół i filmuje publiczność - to oczywiście scena do "Barry Williams Show", a następnie leci "More than this". Na scenie cały czas ruch, a to Peter gania swoich gitarzystów po scenie (najszybciej biega Tony Levin), a to Rachel, nazwana przeze mnie "kiteczkową", ze względu na oryginalne kitki w których wystąpiła, szaleje na keyboardzie. Peter każdy utwór zapowiada po niemiecku, teraz będzie "Mercy street" - pada. Artysta najpierw zaprasza swoich muzyków w jedno miejsce gdzie pierwsza zwrotkę wykonują wspólnie a'capella, następnie płynie już muzyka, muzycy siadają na obrzeżach sceny, Melanie wsiada do łódki i scena zaczyna powoli się kręcić (zewnętrzny pierścień sceny jest ruchomy). Scena jest oświetlona na niebiesko i zielono wydaje się że to tafla jeziora, a nie scena.

"Mercy street" wprowadziła do koncertu niezwykły duchowy element, można się rozpłakać ze szczęścia, a nawet umrzeć z zachwytu. Po chwili dla duszy nastąpiło coś dla ciała "Digging in the dirt", publika szalej, Lynch wali w bębny, Peter o mało co nie skacze w tłum. Po tym kawałku nastąpiło ponowne osłupienie hali. Oczywiście wszyscy czekali na kulę, ale chyba każdy był ciekaw jak to wygląda w praktyce. Kula zjeżdża na Petera z góry, po wybraniu odpowiedniej pozycji Peter przechodzi na zewnątrz sceny, jednak rytmiczne dźwięki "Growin up" powodują, iż Tony zaczyna skakać, a wraz z nim ...kula. Te podskoki kuli z Petrem w środku wprawiają publiczność w zachwyt i istne szaleństwo. Przez cały numer Peter kula się po scenie aż do momentu kiedy na drodze staje mu Richard Evans, który zaczyna podskakiwać, kula po chwili namysłu też zaczyna podskakiwać, publiczność oszalała (z autorem recenzji na czele !!!). Ciekawie wypadł pod koniec Levin który w zakończeniu przybrał pozycję jakby strzelał z gitary do Rhodesa.

Po tych emocjach przyszedł czas na "Animals nation" utwór który upodobała sobie publiczność, ponieważ po jej skończeniu, ludzie dalej śpiewali w rytm melodii oooooo, oooooo. Ten fragment koncertu napisało życie, ponieważ po utworze Peter zaczął przedstawiać muzyków. Publiczność po każdym przedstawieniu muzyka dalej śpiewała oooooo, ooooo, tak, że sam Peter był zdziwiony tym faktem zaczął odpowiadać ooooo, publika - oooooo, było bardzo śmiesznie i ciekawie. Przy Levinie wyszedł niemal utwór, Peter - Toooony ooooo, publika - oooooo, Peter - Toooooony oooooo Leeeevin ooooo, publika - ooooooo. No ale ile można.

Kiedy padły pierwsze dźwięki "Solsbury hill", publiczność już dała sobie spokój, a Peter wsiadł na rower i zaczął swoje tourne po scenie. Żeby nie było łatwo, zmierzyłem mu średni czas wokół sceny - wyszło 14 sekund.

Później był "Sledhammer" w czasie którego kilka panienek zaczęła obok nas tańczyć, zabawa na całego. Czuć było, iż powoli zbliżamy się do finału - "Signal to noise" wypadł naprawdę dramatycznie, pod koniec wszyscy muzycy zeszli pod scenę, a następnie wszyscy razem ponownie wjechali z środka sceny. Była już z nimi Sawara i "In your eyes". Tak jak na "Secret world live", tak i tutaj utwór ten zakończył koncert. Oczywiście wszyscy tańczyli w rytm piosenki. Kto widział "Secret world live" ten wie jak to wygląda. Owacjom nie było końca, a Peter zaśpiewał na bis jeszcze "Father, son" ale tylko z Levinem.

Koncert zakończył się o 23.05, trwał więc ponad 2.5 godziny. Wypada na koniec napisać coś o muzykach. Wszyscy są doskonali, Levin - wiadomo, Rhodes też, Lynch na perkusji naprawdę świetny, walił w bębny ile wlezie, oczywiście nie tak bez sensu, przyglądałem mu się czy to czasem nie przebrany Collins :). "Kiteczkowa" świetna, szalała przy keyboardzie aż miło, widać iż energia czy też atmosfera koncertu ją pobudza. Melanie tez ekstra, znała swoje miejsce w szyku i nie wychylała się, umie chodzić do góry nogami :). Evans miał fajne te akustyczne wstawki.

Po koncercie poszedłem jeszcze odebrać nieszczęsny aparat i rozbawił mnie jeden gość, który odbierał ...kamerę, bynajmniej nie miniaturową :), oprócz tego ok. 30 - 40 aparatów.

Podsumowując nie widziałem do tej pory tak niezwykłego koncertu i nie wiem czy do końca życia zobaczę coś podobnego. Jeśli do tej pory miałem coś do Petera (chociaż nie miałem) to zostało to wrzucone do worka, zawiązane, nocą wyniesione na pole i głęboko zakopane, a na koniec udeptane. Myślę iż słowami nie można wyrazić tego specyficznego spektaklu, mam jedynie nadzieję, iż ocalone to będzie dla potomnych na DVD lub innym nośniku.

Do domu wróciłem o 3:00, gdzie czekała na mnie rodzinka, która na moje zdziwienie dlaczego nie śpią - odpowiedziała chórem "dobra, opowiadaj jak było".

Czy to da się opowiedzieć?

Berlin Arena (Velodrom),
27 kwietnia 2003

Daeclan
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   RecenzjaUpArtur ChachlowskiMały leksykon wielkich zespołów
   RecenzjaUp muzyka.onet.pl3 / 10 / 2002
   RecenzjaUpAt muzyka.onet.pl13 / 11 / 2002
   RecenzjaUpGustav muzyka.gildia.com18 / 02 / 2003
   RelacjaPeter Gabriel na Stadionie LechaŁukasz MińczykowskiArtykuł nadesłany10 / 06 / 2003
   RelacjaPeter Gabriel - Poznań 30 Maja 2003Maurycy Artykuł nadesłany20 / 01 / 2004
 Strony internetowe
   Witrynawww.petergabriel.comOficjalna strona internetowa Petera Gabriela
   Witrynawww.realworld.on.netOficjalna strona internetowa wytwórni płytowej Real World
   Witrynawww.tonylevin.comOficjalna strona internetowa Tony'ego Levina
   WitrynaAnd Through The Wire - Peter GabrielNieoficjalna strona internetowa poświęcona Peterowi Gabrielowi
   Witrynawww.solsburyhill.orgNieoficjalna strona internetowa poświęcona Peterowi Gabrielowi
   Witrynawww.pgstrona.prv.plNieoficjalna polska strona poświęcona Peterowi Gabrielowi