Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
The Next Best Thing


Ocena:  
 Tytuły utworów 

These Are The Changes
Inside
How High
The Fool In Me
Adolescent Breakdown
Sometimes
Alone
Magic Train
The Actor
Ever The Reason
Pumpkinhead
The Next Best Thing

 Muzycy 

Ray Wilson
vocals, acoustic guitar

Steve Wilson
guitars

Amanda Lyon
backing vocals
         
RAY WILSON
 
The Next Best Thing2004

          Ray Wilson, były członek takich zespołów jak Stiltskin i Genesis nagrywa obecnie płyty solowe. "Change", jego pierwsze solowe dzieło (nie licząc koncertu akustycznego) było - poza paroma wyjątkami - dosyć przeciętne, i przyznam się szczerze, że nie rokowałem wielkich nadziei z samodzielną karierą Raya, przez co dosyć sceptycznie podszedłem do nowej propozycji muzyka. Jednak każde kolejne przesłuchanie (poczynając od pierwszego) "The Next Best Thing" zmieniło moją opinię całkowicie.

Gdybym miał porównać obecne brzmienie Edynburczyka do jakichkolwiek twórców (wiem, że w przyszłości będę za to szykanowany) byliby to The Beatles i David Bowie. Beatlesów słychać w "Adolescent Breakdown", "Sometimes" i "Alone" (czy to przypadkiem nie brzmi jak "And I Love Her"?). Bowiego natomiast w "The Fool In Me", "How High", częściowo w "Pumpkinhead", również w "Sometimes" i "Adolescent Breakdown". Nagranie tytułowe to z kolei propozycja dla fanów Davida z okresu "Black Tie White Noise". Także fani Genesis znajdą coś dla siebie w kompozycjach "The Actor" i "Ever The Reason".

O ile "Change" było płytą w przeważającej części balladowym klimacie to "The Next Best Thing" jest znacznie żywsze i ostrzejsze, co słychać zwłaszcza w "Pumpkinhead" ale też w "How High", "Magic Train" i "The Fool In Me". Parę spokojniejszych fragmentów także ma swoje miejsce ("These Are The Changes", "Alone", "Sometimes"). Czasem Wilson miesza kilka stylów w obrębie jednego utworu, jak np. w "Adolescent Breakdown" gdzie mamy i fortepianową balladę i mocniejsze uderzenie i pompatyczność zarazem. Najwięcej tego ostatniego jest w "Ever The Reason", przy czym nagranie, dzięki niezwykłemu, pozaziemskiemu klimatowi mocno chwyta za serce i nie puszcza.

Takich podniosłych momentów jest na płycie znacznie więcej, mimo iż żaden kawałek nie przekracza pięciu minut. Dobrym przykładem jest "Adolescent Breakdown" gdzie chciałoby się przedłużenia tego wspaniałego motywu, jednak nic się nie dzieje z powodu tego że nagranie jest krótsze. Chyba, że ktoś czeka na drugie "Mad Man Moon"...

W prostocie też tkwi siła, a emocje można przekazać nie tylko poprzez tworzenie długich kolosów, czasem wystarczą prostsze formy muzyczne. "The Next Best Thing" to w zasadzie piosenki. Piosenki ale niebanalne. Czasem tak bywa, że gdy słucha się czegoś co jest proste wydaje się, iż to "takie sobie granie" bez żadnej filozofii. Coś takiego można wysnuć po wysłuchaniu tego albumu. To są jednak tylko pozory, a pozory często mylą. Rzadko zdarza się by płyta za każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywała przed nami coś nowego. A tak jest właśnie przy słuchaniu tej płyty. Płyty soczystej, wysublimowanej, a zarazem naszpikowanej nieopisanymi emocjami.

Pozostała jeszcze sprawa wokalu. Mimo zmian jakie zaszły w muzyce Raya od poprzedniego roku, nadal mamy do czynienia z tym samym, lekko ochrypłym, przepięknym głosem, który jest łatwo rozpoznawalny i w pewien sposób spaja dotychczasowe przedsięwzięcia, w których muzyk brał udział.

Niestety album zawiera mały zgrzyt w postaci "Inside", nowej wersji przeboju Stiltskin, znacznie pozbawionej cech swego wielkiego poprzednika. Odgrzewane dania zawsze smakują gorzej, a wspomniany wcześniej Bowie, z wydanymi na singlach utworami pochodzącymi z sesji do nie ukończonego albumu "Toy", który miał zawierać głównie ponownie nagrane piosenki muzyka z początków jego kariery, jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jeśli ktoś pokocha nagranie takim jakie ono jest w oryginale przyzwyczaja się do jego pierwotnego kształtu. W tym miejscu nasuwa się pytanie, co kierowało Wilsonem przy nagrywaniu "Inside" A.D. 2004? Być może chodziło o chęć zerwania z przeszłością. Moim zdaniem lepszym rozerwaniem więzów byłoby ponowne nagranie "Congo" lub chociażby "Carpet Crawlers", Ray jednak miał swoje powody nie chcąc tego robić i osobiście potrafię go zrozumieć.

Reasumując, "The Next Best Thing" wskazuje na rozwój artysty oraz chęć eksperymentowania i nikt nie wie dokąd jego magia może nas zaprowadzić następnym razem. Czekamy z niecierpliwością.

Łukasz Mińczykowski
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   WywiadRay Wilson w MinimaxiePiotr KaczkowskiTrójka18 / 05 / 2003
   WywiadMoja dusza potrzebuje muzykiLesław Dutkowskimuzyka.interia.pl06 / 2003
   RecenzjaThe Next Best ThingArtur ChachlowskiMLWZ12 / 07 / 2004
   RelacjaNajpiękniejszy koncert unpluggedAdam Dobrzyńskimuzyka.onet.pl21 / 05 / 2003
 Strony internetowe
   Witrynawww.raywilson.co.ukOficjalna strona internetowa Raya Wilsona