Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
GRUPA GENESISMICHAEL WALE (Tłum. M.Górka)
 
Britania
Nr 4, Rok 8, lipiec/sierpień 1974
Rock w ramach fantazji
           W pierwszej połowie tego roku zespoły Pink Floyd i Led Zeppelin pozwoliły sobie przedłużyć okres twórczej bezczynności - być może brzemiennej w skutki. Ale ich milczenie otworzyło drogę innemu, młodszemu zespołowi brytyjskiemu, który teraz sięga po pierwszeństwo w tej specyficznej dziedzinie muzyki pop. Zespół nazywa się Genesis. Sądząc po jego dotychczasowych osiągnięciach, można już chyba z góry przewidywać, że rok 1974 będzie przebiegać pod znakiem tego zespołu.

Występy Genesis to nie tylko zwykłe koncerty muzyki pop; mają one charakter widowiska teatralnego. Zespół posługuje się projekcją, grą świateł i różnymi innymi zaskakującymi efektami teatralnymi. Pierwszy solista Peter Gabriel, również doskonały mim, do występów zespołu wprowadził maski, zmiany kostiumów oraz komentarz słowny. Potrafi on również znikać ze sceny w obłoku dymu, a w chwilę później pojawić się zawieszony wysoko na linach. I o dziwo! Wszystko to gra. Zespół Genesis próbuje tworzyć surrealistyczny świat jako tło dla swoich - często znakomitych - tekstów i muzyki. Dramatyczne efekty wizualne dorównują przy tym poziomowi osiągnięć muzycznych.

Trzej najstarsi członkowie zespołu uczestniczący w nim od samego początku spotkali się przed pięciu laty, jeszcze na szkolnej ławie w Charterhouse - jednym z najsłynniejszych w Anglii internatów, a zarazem szkole znanej ze swego wysokiego poziomu nauczania. Taka intensywna edukacja byłaby niewątpliwą pomocą w przygotowaniu do studiów uniwersyteckich, nie mogła się natomiast na nic przydać w wybranej przez chłopców karierze muzyków pop. Grupa Genesis musiała przebyć taką samą trudną drogę, jak każdy inny nowy zespół a ponadto ominąć jeszcze pułapki zastawiane przez rodzicielską opozycję. Nie ustrzegła się również pomyłek wypływających z braku doświadczenia. Gabriel, który jest synem farmera (sic!!!), tak wspomina ten okres: "Kiedy oświadczyłem swoim rodzicom, że mam zamiar zostać członkiem grupy rock, nie potraktowali tego poważnie. Ale teraz już się pogodzili z tym faktem i mówią nawet, że podoba im się to, co robię".

Zespół Genesis powstał z inicjatywy Gabriela - czołowego piosenkarza i flecisty, Mike'a Rutherforda - gitarzysty basowego i Tony'ego Banksa, który gra na instrumentach klawiszowych. Po skończeniu szkoły dołączył do nich Phil Collins - perkusja oraz Steve Hackett - gitara.

Dotychczas nagrali cztery albumy. Ostatni nosi tytuł SELLING ENGLAND BY THE POUND. Jest to nagranie wywierające wrażenie, ujawniające różnorodność ich talentów muzycznych i dźwiękowe bogactwo brzmienia. Album zaopatrzono w bardzo interesującą obwolutę, której styl pozwala się domyśleć charakteru samego zespołu.
    Genesis 1973
 Od lewej: Collins, Gabriel, Rutherford, Hackett, Banks
Wykorzystano w niej reprodukcję obrazu Betty Swanwick, artystki tworzącej subtelne kompozycje malowane z wielkim wyczuciem detalu. W tym okresie starała się ona ukazać świat oglądany niewinnymi oczami dziecka.

Obraz przedstawia ogrodnika śpiącego na drewnianej ogrodowej ławce, a obok niego maszynę do przystrzygania trawników. W kierunku horyzontu biegną dwa rzędy równo ustawionych snopów ściętej trawy, tworzących drogę, wzdłuż której malarka ustawiła pogrążone w ożywionej rozmowie, dziwacznie poprzebierane postacie, jakby żywcem wyjęte z bajki dla dzieci.

"Uwielbiam fantastykę - mówi Gabriel - to zacieranie granicy między rzeczywistością, a tym co nierealne. Dlatego właśnie odpowiada mi mentalność dzieci oraz ich sposób porozumiewania się. Na konferencji prasowej podczas naszego pierwszego tournee po Stanach Zjednoczonych wciągnęliśmy na przykład reporterów do zupełnie dziecinnej zabawy. Z początku było trochę sztywno, jednak w końcu wszyscy się rozruszali. Okazało się, że nawet taka mała dawka teatru bardzo nas wzajemnie zbliżyła".

Podobnie, jak to się działo w przypadku grupy Slade, popularność Genesis wyrosła na gruncie przywiązania, jakie okazywali zespołowi sympatycy z angielskiej prowincji. Zespół wyrobił sobie najpierw markę wśród wrażliwej i niezblazowanej publiczności prowincjonalnych miast, a dopiero potem przypuścił szturm na Londyn. Wreszcie w styczniu Genesis dokonał w pewnym sensie wyczynu historycznego w muzyce rock, występując przez pięć kolejnych wieczorów na scenie Theatre Royal przy londyńskiej Drury Lane. Na repertuar tego teatru składają się najczęściej melodyjne musicale typu MY FAIR LADY. Z całą pewnością teatr ten niezbyt znany w Londynie jako miejsce imprez rock - takich jak Rainbow Theatre albo Roundhouse, czy wreszcie Albert Hall. Podejmując próbę podbicia Londynu w tej właśnie twierdzy przeciętnych mieszczańskich upodobań przy Drury Lane, zespół Genesis postawił sobie trudne zadanie.

Być może siła ich muzycznego oddziaływania płynie stąd, że musieli przebyć długą drogę, zanim zdobyli sobie powszechne uznanie. Po prostu mieli dość czasu na to, żeby dojrzeć. Nigdy nie pchali się brutalnie do przodu i nie wykorzystywali pierwszej lepszej okazji dla autoreklamy. Teraz każde spotkanie z nimi jest dla widza niezwykle podniecającym przeżyciem. Nastrój wyszukanego surrealizmu potęgują monologi wygłaszane przez Gabriela, niektóre nawiązujące do wydarzeń na scenie, inne zupełnie oderwane od treści występów, przynoszące natomiast filozoficzne rozważania na temat życia w ogóle. To słowo wiążące nigdy nie podlega większym zmianom, toteż wierna publiczność osiągnęła już ten stopień wtajemniczenia, że może wtórować albo powtarzać a nawet z góry uprzedzać słowa Gabriela. Koncerty muzyki rock nie są przecież po to, by nakłaniać publiczność do mówienia, ale zespół Genesis potrafi tej sztuki dokonać.

Według mojej oceny Genesis znajduje się zaraz na drugim miejscu po zespołach Pink Floyd oraz Yes, jako jedna z wiodących grup londyńskiego podziemia muzycznego. Określenie "underground" brzmi już dziś dość archaicznie. Znalazło ono zastosowanie w odniesieniu do tych grup muzycznych, które kiedyś tworzyły swój własny rodzaj muzyki, obierając odmienną drogę niż ta, którą płynęła główna fala stylu rock. Od tego czasu zarówno ta główna fala muzyki rock, jak i jej rozmaite odgałęzienia, scaliły się, zaś dawne grupy "underground" przyciągają teraz masową publiczność, a nie tylko wybrane kategorie zwolenników. Mimo wszystko jednak coś z atmosfery "underground" zachowało się jeszcze wśród zwolenników Genesis, darzących zespół uczuciem fanatycznego uwielbienia, jakie kiedyś wzbudzały grupy King Crimson czy całkiem już zapomniana Family.

Zespół Genesis tworzy wspólnie muzykę lub przynajmniej większością głosów podejmuje wszystkie decyzje repertuarowe. Peter Gabriel wyjaśnia: "Może nie jest to najlepsza forma, ponieważ przez to przedłuża się cały proces. Ale właśnie dzięki temu czujemy się wszyscy głęboko wciągnięci do pracy twórczej. Po powrocie z tournee każdy z nas pracuje nad pomysłami indywidualnie, potem przychodzi z nimi na próbę i razem wybieramy to, nad czym chcemy pracować".

Ale nie zawsze tak bywało - przyznaje Peter. "Kiedy skończyliśmy szkołę, każdy z nas chciał tworzyć single - przeboje. Spośród producentów muzyki rock znaliśmy tylko jednego człowieka. Był nim Jonathan King, który między innymi skomponował cieszącą się wielkim powodzeniem piosenkę EVERYONE'S GONE TO THE MOON. Jonathan chodził do tej samej szkoły, co my i przez rok kierował naszą grupą - to znaczy załatwiał takie sprawy, jak organizowanie naszych występów, rezerwacje, nagrania itp. Dokonaliśmy paru nagrań i skomponowaliśmy trochę muzyki, nic z tego jednak nie przyniosło większego sukcesu i dlatego postanowiliśmy raz jeszcze zacząć wszystko od nowa. Rozstaliśmy się z Jonathanem, spróbowaliśmy działać na własną rękę. Od tej chwili wszystko się odmieniło. Niczego nie robiliśmy "na siłę", pozwoliliśmy pomysłom rozwijać się stopniowo. Nawet to, że sięgnęliśmy po efekty teatralne, nie przyszło nagle. Nie nadużywamy zresztą efektów scenicznych. Chcemy tylko, by wzmacniały one siłę oddziaływania i podnosiły walory interpretacji naszych piosenek. W zespole tylko ja jeden używam charakteryzacji i innych podobnych atrybutów. Robię to tylko w trosce o widowiskowość występów i zmieniam środki wyrazu w zależności od tego, jaką postać chcę pokazać."

Gabriel nosił już rozmaite kostiumy. Zależnie od okoliczności była to długa czerwona szata, lisia głowa, albo tradycyjna charakteryzacja klowna lub mima. Spośród licznych masek, specjalnie dla niego robionych, najosobliwsza chyba była wykonana w kształcie olbrzymiego kwiatu, z którego wyłaniała się okolona płatkami twarz piosenkarza. W jego występach odnaleźć można silne reminiscencje pantomimy. W finale widowiska w londyńskim Theatre Royal Gabriel cały spowity w czerń, niby postać z filmowych dreszczowców, wyfruwał w powietrze, podczas gdy z głośników sączyła się złowrogo brzmiąca muzyka. Potem nagle eksplozja, scenę zasnuwała chmura dymu, z której wyłaniał się Gabriel, tym razem w srebrzystym kostiumie i śpiewając piosenkę unosił się w górę. Oczywiście wszystko to bez sensu, ale wrażenie wywierało duże. Kurtyna spadała przy niemilknącej, piętnastominutowej owacji.

Byłoby szkoda, gdyby te sceniczne efekty, czy raczej błazenady, przeszkodziły w ujawnieniu się całej pełni prawdziwym talentom Gabriela, który szczerze pasjonuje się możliwościami łączenia muzyki rock z teatrem. Dziś nie jest to już zresztą koncepcja szczególnie nowatorska. Takie widowiska jak chociażby GODSPELL czy JESUS CHRIST SUPERSTAR wykazały, jak dalece można przeobrazić tradycyjne formy dramatów muzycznych przez zastosowanie muzyki w stylu rock.

Również inni wykonawcy (zarówno indywidualnie jak w zespołach, warto tutaj wymienić zwłaszcza znakomity Red Buddha Theatre), podejmowali próby łączenia efektów teatralnych z występami koncertowymi. Genesis kontynuuje i rozwija ten kierunek.

Sam Gabriel mówi z ujmującą skromnością o swoim aktorstwie. Po przedstawieniu w Drury Lane londyńscy krytycy bardzo wysoko ocenili jego talent mimiczny. Jeden z nich napisał, że podczas całego dwugodzinnego występu Gabriela trudno wprost było oderwać od niego oczu. Gabriel jednak patrzy na to inaczej: "Nie uważam się ani za dobrego mima, ani dobrego aktora. Chętnie bym natomiast widział, żeby muzycy rock zbliżyli się do zawodowych aktorów, artystów mimicznych i producentów filmowych, którzy lepiej niż my radzą sobie z problemami teatralnymi. Chciałbym zrobić tournee z takim widowiskiem, w którym uczestniczyliby na równych prawach przedstawiciele tych wszystkich dyscyplin artystycznych. Moglibyśmy wyrobić sobie nasz własny, odrębny styl pracując wspólnie nad tym, by zawsze tworzyć taki nastrój, jakiego wymaga sytuacja. Naszą publiczność zaraz po wejściu otaczałby całkiem inny świat, nie mający nic wspólnego z konwencjonalnym teatrem, którego atmosferę trzeba najpierw przełamać po to, by wprowadzić swój własny styl.

Myślę - mówi Gabriel, - że nie powinno być nadal tak, jak jest teraz. Na czołowe miejsce wysunęli się muzycy. A przecież tylu jest jeszcze artystów innych dyscyplin, którzy również mogliby mieć swój udział w tych sukcesach".

Michael Wale (Tłum. M.Górka)
 Odnośniki związane z tematem 
   BiografiaBiografia GenesisPaweł RoczniakArtykuł własny
   BiografiaRockowy teatr dla elityBartek BartosińskiRipples1998
   BiografiaKsiążęta i żebracyWiesław WeissTylko Rock09 / 1991
   BiografiaGenesis - niby zwykła historia...Sebastian Górskikoneser.czardybon.net1997
   RecenzjaGenesis - PłytyWiesław WeissTylko Rock09 / 1991
   WywiadRewelacje z GenesisChris WelchGenesis Special Magazine1987