Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
STEVE HACKETTMaurycy
 

Artykuł nadesłany - 20 Stycznia 2004
To Watch The Storms Tour
            Po tym jak w Maju do Polski przyjechali Ray Wilson i Peter Gabriel, a potem jeszcze w Czerwcu Steve Hackett , wiadomość o ponownym przyjeździe tego ostatniego w ogóle mnie nie zdziwiła. Przyzwyczaiłem się do częstych wizyt zagranicznych artystów z najwyższej światowej półki. Cieszyła wiadomość, że listopadowy koncert Hacketta będzie w pełni rockowy. Lokalizacja również mnie ucieszyła. Co prawda Hala Wisły nie jest najwyższych lotów, ale samo miasto Kraków jak najbardziej pasowało mi pod względem atmosfery do artysty Hacketta.

W Krakowie 14 Listopada zameldowałem się około 15:30. Miałem więc sporo czasu na zlokalizowanie Hali przy ulicy Reymonta, a potem zwiedzanie Krakowa. Ostatecznie i tak nie wiele zwiedzałem, bo myślami dawno już byłem na koncercie, a że chciałem mieć dobre miejsca, stawiłem się przed halą kilkanaście minut przed 18 (otwarcie bram). Wejście odbyło się bardzo spokojnie i kulturalnie, prawie jak na spektakl teatralny, może dlatego że ochroniarze byli wyjątkowo dobrze nastawieni (za to kiepsko zorientowani, jeden zaczepił mnie pytaniem "kto tu dzisiaj wystąpi i z jakiego jest zespołu??"). Ogólnie panował spokój, ale czuć było w powietrzu podniecenie. Potem punktualnie o 18 otworzyły się drzwi na widownię, tradycyjny wyścig o jak najlepsze miejsca i pozostało już tylko czekać na pojawienie się artysty. Jako że miejsce zająłem sobie dosyć dobre, na koncert oczekiwałem ze spokojem. Obawiałem się jednak, że Steve Hackett pojawi się dopiero o 20 co mąciło trochę mój dobry humor. Perspektywa czekania dwie godziny nie napawała optymizmem.
Moje obawy rozwiały się parę minut po 19, kiedy to Steve i jego zespół wyszli na scenę i zaczęli bardzo mocnym uderzeniem. "Mechanical Bride" jest świetnym początkiem rockowego koncertu i jednym z najlepszych utworów na ostatniej płycie. Już w pierwszych minutach widać było jak muzycy są dobrze nastawieni. Ich zachowanie (szczególnie Hacketta i basisty Terry'ego Gregory'ego) świadczyło, że czują się znakomicie i, że granie sprawia im radość.

Po tym porażającym początku Steve powiedział "dziękuje bardzo" i zaraz dodał, już po angielsku, że to jedyne słowa po polsku jakie tego wieczoru usłyszymy. Drugi w kolejności był "Serpentine Song", w którym zespół pokazał jakie tkwią w nim możliwości wokalne. Sam Hackett śpiewać niezbyt potrafi, ale kiedy śpiewali wszyscy (mikrofon miał nawet perkusista Garry O'Toole) brzmiało to naprawdę dobrze.
Po tej krótkiej prezentacji najnowszego materiału, przyszedł czas na starsze utwory artysty, nawet z czasów Genesis. Trzeci kawałek przeniósł nas aż do roku 1972 i do płyty "Foxtrot".
"Watcher Of The Skies" bo o nim mowa, zabrzmiał dokładnie tak jak sobie wyobrażałem - ostro, wyraźnie i przejmująco. Zaczął Roger King długim wstępem klawiszowym, potem ta "ponaglająca" gitara i przyspieszająca perkusja i wreszcie ściana dźwięku i euforia wśród starych fanów Genesis, których tamtego wieczoru w Krakowie nie zabrakło.
To właśnie po "Obserwatorze Niebios" zdałem sobie tak naprawdę sprawę jak wspaniałego i niepowtarzalnego wydarzenia jestem świadkiem.
Duchy Gabriela, Banksa, Rutherforda i Collinsa nie opuściły nas tak szybko. Hackett zapowiedział "Hairless Heart" łapiąc się za włosy i klepiąc się "po sercu". W następnej kolejności były "Darktown" i "Camino Royale", który szczególnie zapadł mi w pamięci i całą drogę powrotną do Wrocławia nuciłem "...only the fool, learns to get through...".

Nie było momentu na złapanie oddechu, co chwile z głośników płynął jakiś dźwięk, który naprzemian porażał, wzruszał, przerażał, przypominał, rozśmieszał - wielki, wspaniały koktajl emocji!! Troszkę spokojniej, kameralnie zrobiło się, kiedy na scenie pozostał sam Hackett aby zaprezentować kilka utworów w wersji akustycznej. Chyba na zawsze zapamiętam widok siedzącego Steva, skulonego nad swoją gitarą i przebierającego palcami, wydobywając z niewyobrażalną precyzją piękne dźwięki.
Dla mnie osobiście kulminacyjnym momentem koncertu było wykonanie "Every Day". Wykonanie absolutnie piękne, pełne życia i energii, pełne pasji!! Po zakończeniu tego utworu już chyba nie było osoby, która by nie wstała i nie klaskała z całych sił. Co wtedy czułem?? Radość? wzruszenie? dumę, że jestem tego świadkiem?? Chyba wszystko po trochu.
Owacje i oklaski długo nie ustawały. Nie ustawały bo ustać nie powinny. Za takie granie należało się nawet dłużej i głośniej.

Koncert rozkręcił się na dobre, potem już wszystko działo się szybko. "Please Don't Touch", jak zwykle piękne "Firth Of Fifth", które gdzieś tam się wyłoniło z improwizacji (jak to zwykle u Hacketta), "Vampire With A Healthy Appetite" z którego emanujący mrok zalał całą widownię. Znalazło się jeszcze miejsce dla ostatniego utworu z "To Watch The Storms", dla "Brand New" w którym popis dał flecista i saksofonista Pete Townsend.
Podstawowy set zamknęły dwa klasyczne utwory instrumentalne. Pierwszy to solowy klasyk Hacketta - "Spectral Mornings" a drugi to kolejny ukłon w stronę macierzystego zespołu - "Los Endos" (w wersji z "Genesis Revisited").

Zespół opuścił na moment scenę ale nikt chyba nie miał wątpliwości, że wrócą. Wrócili i od razu piękna niespodzianka, specjalnie dla polskiej publiczności zabrzmiał "In Memoriam" - zwycięzca topu słuchaczy minimaxa. To było coś, żałowałem że go nie usłyszę. Znałem poprzednie sety koncertowe i nigdy go nie było... fajnie dostać coś tak wyjątkowego. Tak, 14 Listopada 2003 roku "In Memoriam" zabrzmiał jeszcze bardziej wyjątkowo.
Drugim bisem był "Clocks" ze wspaniałym, potężnym zakończeniem na bębnach. Zawsze byłem ciekawy jak to wygląda na żywo. Myślałem, że końcówka tego utworu na koncertach jest jakoś sprytnie omijana... nic z tych rzeczy, Gary O'Toole walił w bębny kilkadziesiąt sekund bez przerwy w tym charakterystycznym rytmie.

Halą Wisły znów wstrząsnęły owacje, brawa i skandowania, a zespół opuścił scenę. Wiedziałem, że powinni jeszcze zagrać "In That Quiet Earth", ale obawiałem się, że nastąpiła zamiana ze wspomnianym wyżej "In Memoriam". Tymczasem owacje i wywoływania nie ustępowały. Wyszli jeszcze raz, wyraźnie szczęśliwi, wzruszeni i chyba trochę zdziwieni tak wspaniałym przyjęciem przez polską publiczność. Dostaliśmy więc jeszcze "In That Quiet Earth". Niestety na więcej już nie było szans. Potem jeszcze muzycy długo żegnali się z publicznością w klasycznym "genesisowskim" ukłonie, a owacjom, oklaskom i fleszom fotograficznym zdawało się nie być końca. Pierwsza myśl jaka wtedy przychodziła do głowy, to niedowierzanie własnym oczom, że się tam jest, że się to wszystko widzi i słyszy, że ten wielki Steve Hackett i jego znakomici muzycy są na wyciągnięcie ręki. To nie jest kolejne oglądanie na video zapisu jakiegoś koncertu z Tokyo czy Buenos Aires - to jest Kraków i oni tam naprawdę są, naprawdę grają. Trzeba było nasycić się tym widokiem, bo nie wiadomo kiedy taka sytuacja się powtórzy. Bo w to, że się powtórzy nie wątpię. Polska publiczność, choć skromna (około 1200 osób) reagowała fantastycznie i zasłużyła sobie na kolejną wizytę... tak samo jak Steve, który zasłużył sobie, żeby przy następnej okazji zagrać w lepszej, większej hali, przynajmniej dla 5 tysięcy ludzi.
Trzeba przyznać, że Steve Hackett po raz kolejny zmontował sobie bardzo dobrą ekipę, złożoną z rewelacyjnych instrumentalistów. Naprawdę tak dobrych, anonimowych z nazwiska muzyków dawno nie widziałem (słyszałem). Przypuszczam, że przed każdym z nich (Roger King, Gary O'Toole, Terry Gregory, Pete Townsend) jeszcze dużo sukcesów. Dużo sukcesów (głównie artystycznych) wróżę także samemu Steve'owi Hackettowi. Mimo zbliżających się 54 urodzin, jest "świeży" jak 25 latek... czym nas jeszcze zaskoczy, czym wzruszy, czym wetknie do serca trochę nadziei?? pewnie znów muzyką płynącą z głębi serca.

Maurycy
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   ArtykułWzywam wszystkie stacjeMaurycy Artykuł nadesłany17 / 09 / 2005
   WywiadRadio nie chce grać ładnych numerówAdam Dobrzyńskimuzyka.onet.pl2 / 07 / 2003
   WywiadMały wewnętrzny głosLesław Dutkowskimuzyka.interia.pl2003
   RelacjaHala Wisły, Kraków, 14.11.2003Artur ChachlowskiMały leksykon wielkich zespołów2003
 Strony internetowe
   Witrynawww.stevehackett.comOficjalna strona internetowa Steve'a Hacketta
   WitrynaMomentumJedyna polska strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   WitrynaPlease Don't TouchDobra nieoficjalna strona internetowa poświęcona Hackett'owi