Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
Spectral Mornings


Ocena:  
 Tytuły utworów 

Every Day
The Virgin And The Gypsy
The Red Flower
of Tachai Blooms Everywhere
Clocks - The Angel Of Mons
The Ballad
of the Decomposing Man
Lost Time In Cordoba
Tigermoth
Spectral Mornings

 Muzycy 

Steve Hackett:
Guitars, Roland Guitar Synth,
Koto (Cantonese), Harmonica,
Vocals, Extras

John Hackett:
Flutes, Concert &
Chinese Bamboo Models,
Bass Pedals

Nick Magnus:
Keyboards,
Vox String Thing,
Novotron, Harpsichord,
Clavinet, RMI Piano,
Fender Rhodes, Mini Moog,
Roland String Synth & SH 2000

Dik Cadbury:
Bass, Bass Pedals,
Violin, Vocals

John Shearer:
Drums and Percussion

Pete Hicks:
Lead Vocals, Harmonies
         
STEVE HACKETT
 
Spectral Mornings1979

           Po niezbyt dobrze przyjętym albumie "Please Don't Touch", Steve Hackett postanawia zebrać zespół i pełen obaw wyrusza w pierwszą trasę koncertowa, podczas której okazuje się, że nowe, jeszcze nie nagrane utwory robią na publiczności bardzo pozytywne wrażenie. Gitarzysta nabiera pewności siebie i zaraz po zakończeniu trasy, wraz z zespołem, który towarzyszył mu na koncertach, wchodzi do studia, gdzie spędzają miesiąc na nagraniach materiału na płytę "Spectral Mornings".

Część utworów powstała podczas prób do trasy koncertowej, być może to nadało płycie bardziej rockowy i spontaniczny charakter. Steve nie zaprosił tym razem do współpracy żadnego znamienitego wokalisty i zrezygnowano w większości utworów z solowych partii wokalnych na rzecz harmonicznych, złożonych z trzech lub 4 głosów. Rockowe utwory zostały przemieszane przez rożne kompozycje niezbyt pasujące do całości. Są to utwory o zupełnie odmiennych stylach i co tu dużo ukrywać są raczej słabsze. Jednak rockowa cześć płyty jest na tyle dobra, ze wielu fanów uważa "Spectral Mornings" za najlepszą płytę Steve'a Hacketta.

Album rozpoczyna dynamiczna kompozycja "Every Day" opowiadająca o uzależnieniu od narkotyków. Jego główny szkielet powstał jeszcze przed próbami do trasy koncertowej, jednak ostatecznego kształtu nabrał podczas prób i w zasadzie słychać od razu, że jest to numer koncertowy, który został zagrany bardzo spontanicznie i z dość sporym dynamizmem.

"The Virgin And The Gypsy" to kompozycja drugiej kategorii. Dick Cadbury prezentuje się tutaj w roli wokalisty, jest to w zasadzie utwór akustyczny, linia melodyczna gitary przypomina miejscami Genesis. Kompozycja byłaby taka sobie, gdyby nie południowo-amerykański flet Johna Hacketta, który w pewnych momentach wprowadza słuchacza w nastrój zadumy.

Trzecią kompozycję można by zaliczyć do miniatur akustycznych, jednak Hackett ubrał ją w daleko-wschodnie instrumentarium i powstał Chiński utwór pseudofolkowy, który mnie osobiście kojarzy się momentami z "Blood On The Rooftops"...

Czas na horror. Tajemnicze tykanie zegara z mrocznymi dźwiękami basowymi i piekielnym melotronem, wprowadza nas w utwór, który ku radości słuchacza rozwija się w dynamiczny rockowy numer, który najlepiej będzie brzmiał na żywo. Zespół na tyle rozpędził się w swojej spontaniczności, że możemy nawet usłyszeć solo perkusyjne Johna Shearera, przypominające trochę wstęp do koncertowej wersji "Los Endos".

Tym razem mistrz uracza nas żartem muzycznym zatytułowanym wiele mówiącym tytułem "The Ballad Of The Decomposing Man". Zabawna pioseneczka w stylu retro, mogłaby zostać w zasadzie pominięta, lecz cała płyta trwałaby wtedy 35 minut, co pokazuje, że Hackett nie miał za bardzo w czym wybierać...

Na każdym albumie Steve'a Hacketta musi znaleźć się miniatura akustyczna. W tym wypadku jest to, moim zdaniem niezbyt udana, kompozycja zatytułowana "Lost Time In Cordoba", w której akompaniuje mu jego brat.

Jeszcze jeden horror? Proszę bardzo. "Tigermoth" to bardzo ciekawa kompozycja. Rozpoczyna się dość dynamicznie, w towarzystwie mrocznych akordów i krzyczącej gitary, po czym utwór zmienia się w mroczną plamę dźwiękową, przy której wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach, by po chwili gitara mogła znów rozpocząć swój szaleńczy krzyk. Plama powraca i robi się coraz mroczniej i ciekawiej, do nastroju dołącza się flet Johna i wtedy ni stąd, ni zowąd wyłania się wokal i nad powracającymi co chwilę dziwnymi dźwiękami słyszymy normalna balladkę przypominającą nieco w stylu "The Ballad Of The Decomposing Man". Niezmiernie dziwne to połączenie, szczególnie kiedy pomyśleć jak mógłby rozwinąć się ten utwór gdyby mistrz podążył ścieżka mrocznego nastroju.

Mieliśmy już mroczne momenty, wiec teraz czas na szczęśliwe zakończenie. Utwór tytułowy, uważany za jeden z najlepszych w dorobku Hacketta, zabiera nas w przeszłość do czasów kiedy piękne akordy melotronowe powodowały wzruszenie, a gitara wyciskała łzy z oczu. Tylko jeden taki utwór Genesis miał w swoim dorobku, teraz mistrz pokazuje, ze on sam także potrafi skomponować takie małe dzieło, które nie pozostawia wątpliwości, że jest bardzo wrażliwym człowiekiem.

"Spectral Mornings" to bardzo dobry album. Myślę, że nie jest to tylko zasługa kompozycji, ale także tego, że powstawała w atmosferze spontaniczności z zespołem, który wprowadził do niej więcej życia.
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   BiografiaWychowany na bluesieTomasz BeksińskiTylko Rock09 / 1991
   BiografiaSteve Hackett - BiografiaPaweł RoczniakArtykuł własny
 Strony internetowe
   Witrynawww.stevehackett.comOficjalna strona internetowa Steve'a Hacketta
   WitrynaMomentumJedyna polska strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   WitrynaPlease Don't TouchDobra nieoficjalna strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   Witrynawww.magnus-music.comOficjalna strona internetowa Nicka Magnusa