Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
STEVE HACKETTTOMASZ BEKSIŃSKI
 
Tylko Rock
Nr 1, Wrzesień 1991
Wychowany na bluesie
 
     STEVE HACKETT - SAMOTNIK
Gdy na początku 1971 roku zaczynał współpracę z Genesis, był muzykiem skromnym, nieśmiałym, pełnym zahamowań. W kilku wywiadach, których udzielił sześć lat później, w chwili rozstania z zespołem, zaprezentował się jako artysta silny duchem, niezależny, dumny, a nawet chełpliwy.

Przyszedł na świat 12 lutego 1950 roku w Londynie. Jest synem malarza. W okresie nauki gry na gitarze był pod wrażeniem angielskiej odmiany bluesa i poddał się wpływom Jeffa Becka oraz, w mniejszym stopniu, Erica Claptona i Petera Greena. Przy każdej sposobności starał się wówczas uczestniczyć w koncertach gitarzystów bluesowych. Im więcej jednak sam umiał, tym rzadziej słuchał starszych kolegów z podziwem. Zaczął go nużyć blues. Wiosną 1973 roku, już jako gitarzysta Genesis, zwierzył się dziennikarzowi tygodnika "Melody Maker", że najwięcej radości daje mu obcowanie z muzyką poważną. Wymienił Bacha, Albinoniego i Scarlattiego. Przyznał się też do fascynacji dorobkiem Erica Satie. Wskazał też w końcu, po dłuższych nagabywaniach, jedynego przedstawiciela świata rocka, którego podziwia: Roberta Frippa.

W pierwszych latach kariery estradowej wiodło mu się nie najlepiej. Był przez jakiś czas Członkiem grupy Quiet World, znanej z nagrań dla firmy Dawn, ale owa współpraca nie bardzo go chyba satysfakcjonowała, skoro w późniejszych wywiadach zazwyczaj ją przemilczał. Wielokrotnie podejmował próby utworzenia własnej grupy. Dobierał muzyków i na wiele tygodni zamykał się z nimi w salach prób, ale nic z tego nie wychodziło. Brakowało pomysłów, nie mówiąc o funduszach i zniechęceni instrumentaliści już po kilku spotkaniach zrywali współpracę.

Zrozpaczony, bez środków do życia, wielokrotnie składał w redakcji pisma "Melody Maker" anons treści: "Gitarzysta bluesowy szuka zajęcia". Bez powodzenia. I dopiero, gdy w 1970 roku zmienił zgodnie z duchem czasu tekst ogłoszenia, otrzymał atrakcyjną ofertę pracy. Napisał: "Gitarzysta i kompozytor nawiąże współpracę z wrażliwymi artystami zdecydowanymi szukać dróg rozwoju poza sztywnymi ramami tradycyjnych form muzycznych". Zwrócił uwagę Petera Gabriela i wkrótce potem został członkiem Genesis.

Był co prawda gitarzystą o technice nie wykraczającej poza przeciętność, ale wyróżniał się spośród innych kandydatów do Genesis inwencją dźwiękową. Bardzo dobrze znał zarówno swoje ograniczenia, jak i atuty. Z dziennikarzami dzielił się przekonaniem, że wirtuozowskie opanowanie instrumentu niewiele daje oraz zapewniał, że zamiast improwizowanych popisów pełnych dłużyzn woli partie krótkie, zwarte i w każdym szczególe przemyślane, a przez to pełne wyrazu.

To on przydał muzyce Genesis rockowej werwy. Był w grupie jednak muzykiem najbardziej statycznym. Grał często na siedząco, co tłumaczył użyciem wielu przetworników dźwięku gitary. Wybierał miejsce w kącie estrady, jakby chciał ukryć się przed wzrokiem słuchaczy. Jednakże stopniowo nabierał pewności siebie. Stał się współtwórcą repertuaru Genesis, zaczął też nagrywać jako solista. I w końcu, w 1977 roku, postanowił skoncentrować się na karierze indywidualnej.

Wiesław Weiss
           Ktoś zauważył kiedyś, że prawdziwy koniec dawnego Genesis nastąpił nie po odejściu charyzmatycznego lidera i wokalisty Petera Gabriela, ale później, gdy w zespole zabrakło trzymającego się zawsze na uboczu, nieśmiałego i zamkniętego w sobie gitarzysty Steve'a Hacketta. Mówi się, że nawet najlepszego instrumentalistę można zastąpić. Nie jest to prawda. Wystarczy porównać albumy Wind And Wuthering i ...And Then There Were Three... . Wprawdzie Mike Rutherford robi, co może, aby zbliżyć się do Hacketta, ale jego gitara jedynie bezpłciowo kopiuje brzmienie wykreowane przez poprzednika. Phil Collins potrafił być Gabrielem tak długo, jak chciał. Ruthertord zaś nigdy nie będzie Hackettem. Czując to już na płycie Duke prawie całkiem zrezygnował z ekspresyjnych solówek.

Steve Hackett miał kontakt z muzyką od dziecka i sam próbował ją tworzyć, a swoje naiwne kompozycje prezentował rodzinie. Zafascynowany bluesem chciał grać, ale poza jednym małym epizodem - współpracą z zespołem Quiet World w 1970 roku - nie zetknął się z profesjonalnymi muzykami. Mimo to niezmordowanie dawał ogłoszenia do prasy muzycznej, szukając zajęcia. Pewnego dnia na jego ofertę odpowiedział Peter Gabriel.

Co było dalej - wiadomo. Kilka wspaniałych lat w Genesis płyty, koncerty, sukces... Mimo to Steve czuł się sfrustrowany i niedoceniony. Gdy w 1975 roku Peter Gabriel opuścił zespół, Hackett wykorzystał przerwę w działalności Genesis, by szybko zarejestrować kilka swoich kompozycji. Zaprosił do studia kilku przyjaciół, m.in. Mike'a Rurherforda i Phila Collinsa z Genesis, brata Johna i wokalistkę Sally Oldfield. Tak powstał longplay VOYAGE OF THE ACOLYTE.

Płyta wypełniła lukę między ostatnią propozycją Genesis z Gabrielem, The Lamb Lies Down On Broadway, a nowym produktem z Collinsem jako wokalistą, A Trick Of The Tail. Fani grupy, znający już co prawda głos Phila z nagrań For Absent Friends i More Fool Me, mogli poznać pełnię jego możliwości wokalnych właśnie z płyty Hacketta (utwór Star Of Sirius).

Hackett po raz pierwszy udowodnił, że jest zdolnym kompozytorem oraz potwierdził duże umiejętności jako gitarzysta. Po uważnym zapoznaniu się z płytą można było przewidzieć, że w przyszłości artysta zapragnie swobody i pójdzie własną drogą.
Voyage Of The Acolyte   VOYAGE OF THE ACOLYTE (1975)
 
Ace Of Wands
Hands Of The Priestess Part I
A Tower Struck Down
Hands Of The Priestess Part II
The Hermit
Star Of Sirius
    The Lovers
Shadow Of The Hierophant
 Zanim to jednak nastąpiło, Hackett przez następne dwa lata współtworzył repertuar Genesis. Voyage Of The Acolyte wyróżniono srebrną płytą, co dodało mu pewności siebie. I mimo podziwu dla głównego kompozytora grupy, Tony'ego Banksa, pragnął przekonać kolegów do swoich pomysłów. Był współtwórcą repertuaru płyty Wind And Wuthering. Czuł jednak, że zespół go ogranicza. Pragnął swobody artystycznej i w końcu wybrał wolność - w 1977 roku, podczas miksowania koncertowego albumu Genesis, Seconds Out.

Wiosną 1978 roku zaprezentował światu longplay, nagrany przy pomocy wielu przyjaciół, PLEASE DON'T TOUCH.
Please Don't Touch   PLEASE DON'T TOUCH (1978)
 
Narnia
Carry On Up The Vicarage
Racing In A
Kim
How Can I?
Hoping Love Will Last
Land Of A Thousand Autumns
    Please Don't Touch
The Voice Of Necam
Icarus Ascending
 Wśród nich pierwsze skrzypce grali wokalista fajkowy Ritchie Havens oraz dwaj członkowie amerykańskiej grupy Kansas, Phil Ehart i Steve Walsh, sesję uświetniła zaś swoją obecnością znana śpiewaczka soulowa Randy Crawford (utwór Hoping Love Will Last). Dla fanów Genesis był to smakowity, aczkolwiek trochę nokautujący kąsek: Hackett zrobił dużo, aby zerwać ze stylem macierzystej formacji. Jedynie brzmienie gitary pozostało to samo (Please Don't Touch). Obok fragmentów przepięknych (Hoping Love Will Last, akustyczna instrumentalna ballada dedykowana żonie Kim i patetyczny Icarus Ascending), trochę psuły płytę rockowe rąbanki w amerykańskim stylu typu Racing In A czy Narnia. Lecz cóż... Można powiedzieć, że radość ze swobody trochę zawróciła Hackettowi w głowie, przez co płyta była, niestety, nierówna.
Spectral Mornings   SPECTRAL MORNINGS (1979)
 
Every Day
The Virgin And The Gypsy
The Red Flower Of Tachai Blooms Everywhere
Clocks - The Angel Of Mons
The Ballad Of The Decomposing Man
Lost Time In Cordoba
    Tigermoth
Spectral Mornings
 W końcu 1978 roku gitarzysta postanowił zaprezentować swoją muzykę publicznie. Skompletował więc zespół, z którym wyruszył w trasę. Okazało się, że The Steve Hackett Band został przyjęty nad wyraz ciepło, a muzycy współtworzący grupę tak doskonale rozumieli szefa, że zostali zaproszeni do udziału w pracy nad dwiema kolejnymi płytami. Pierwsza, SPECTRAL MORNINGS ukazała się wiosną 1979 roku i powaliła na kolana wszystkich zwolenników Hacketta, nawet sceptyków, zniechęconych muzyką na Please Don't Touch. Można śmiało powiedzieć, że do chwili obecnej jest to najlepszy, najbardziej barwny album Hacketta. Otwiera go zapierający dech w piersiach Every Day, w którym finałowe solo na gitarze dodaje słuchaczowi skrzydeł, a zamyka równie porywający i przejmujący, instrumentalny Spectral Mornings. W środku - sporo pełnej fantazji i rozmachu muzyki instrumentalnej, a także kilka ponurych piosenek (Every Day, Tigermoth).
Defector   DEFECTOR (1980)
 
The Steppes
Time To Get Out
Slogans
Leaving
Two Vamps As Guests
Jacuzzi
    Hammer In The Sand
The Toast
The Show
Sentimental Institution
 The Steve Hackett Band wystąpił tu w składzie: maestro na gitarze, Nick Magnus na instrumentach klawiszowych, Dik Cadbury na gitarze basowej i skrzypcach, John Hackett na flecie, John Shearer na perkusji, zaś wokalistą był Pete Hicks. Ta sama ekipa niespełna rok później oddała w nasze ręce album DEFECTOR niestety, już nie tak udany. Hackett za bardzo przejął się sukcesem Spectral Mornings i nie zadał sobie trudu spróbowania czegoś nowego. Defector, poza kilkoma wyjątkami (The Steppes, Jacuzzi, Leaving) brzmi raczej nijako. Wyjątkowo niefortunnym pomysłem okazało się umieszczenie na końcu płyty ballady retro Sentimental Institution, wyraźnie inspirowanej podobnymi utworami Queen (My Melancholy Blues). O ile Freddie Mercury dobrze czuł taką muzykę o tyle Pete Hicks zupełnie się tutaj nie sprawdził.
Cured   CURED (1981)
 
Hope I Don't Wake
Picture Postcard
Can't Let Go
The Air-Conditioned Nightmare
Funny Feeling
A Cradle Of Swans
    Overnight Sleeper
Turn Back Time
 Hackett rozwiązał zespół, zostawiając przy sobie tylko pianistę Magnusa. Wspólnie stworzyli płytę, która fanów artysty przyprawiła o palpitację serca: CURED.

Był to krótki zbiór... banalnych piosenek pop! Poza jedynym popisem gry na gitarze akustycznej (A Cradle Of Swans) i przypominającym kompozycje z poprzednich płyt utworem The Air-Conditioned Nightmare całość prezentowała się równie żałośnie, jak sfotografowany na okładce Hackett...

Płyta ukazała się w sierpniu 1981 roku. Gitarzysta wyraźnie przechodził wtedy kryzys twórczy. Kazał nam więc poczekać półtora roku na swój szósty album - HlGHLY STRUNG.
Highly Strung   HIGHLY STRUNG (1983)
 
Camino Royale
Cell 151
Always Somewhere Else
Walking Through Walls
Give It Away Weightless
Group Therapy
    India Rubber Man
Hackett To Pieces
 Nie był to produkt imponujący, ale na pewno znacznie ciekawszy niż Cured. W studiu znowu pojawił się zespół, w którym m.in. udzielał się perkusista Ian Mosley, niespełna rok później zaangażowany do Marillion. Z dawnych współpracowników pozostał wciąż wierny Nick Magnus, tym razem wykazujący się znacznie większą inwencją. Steve znowu dowiódł swego kunsztu, a niektóre utwory (Camino Royale, Cell 151 czy Hackett To Pieces) dorównywały doskonałością dawnym arcydziełom. Wyglądało na to, że mistrz znów wyruszy z zespołem w podróż koncertową tymczasem... jesienią 1983 roku zgotował on swoim fanom niespodziankę. Oddał w ich ręce płytę wypełnioną instrumentalnymi kompozycjami na gitarę akustyczną (w studiu okazyjnie wspomagali go brat John i, oczywiście, Magnus).
Bay Of Kings   BAY OF KINGS (1983)
 
Bay Of Kings
The Journey
Kim
Marigold
St Elmo's Fire
Petropolis
    Second Chance
Cast Adrift
Horizons
Black Light
The Barren Land
Calmaria
    Time Lapse At Milton Keynes
Tales Of The Riverbank
Skye Boat Song
 BAY OF KINGS jest jedną z pereł w dyskografii Hacketta i można ją śmiało polecić na każdą okazję, zwłaszcza jako tło do marzeń na długie letnie i zimowe wieczory. Oprócz nowych utworów znalazły się na niej dwa dobrze już znane: Kim (z Please Don't Touch) i Horizons (z Foxtrot Genesis).

Podczas podróży z żoną do jej ojczyzny, Brazylii, Hackett poddał się urokom tego kraju, jego przyrody, klimatu i - rzecz jasna - muzyki. Tak więc następną płytę zrealizował w Rio de Janeiro, przede wszystkim z udziałem muzyków brazylijskich, a także Iana Mosleya i Nicka Magnusa.
Till We Have Faces   TILL WE HAVE FACES (1984)
 
What's My Name
The Rio Connection
Matilda Smith-Williams Home For The Aged
Let Me Count The Ways
A Doll That's Made In Japan
Duel
Myopia
    Taking The Easy Way Out
The Gulf
Stadiums Of The Damned
When You Wish Upon A Star
 Płyta zawierająca muzykę podlaną brazylijskim sosem, mogła rozczarować wielbicieli dawnego Hacketta. A jednak artyście udało się znaleźć złoty środek. Przy okazji cofnął się do swych dawnych fascynacji i umieścił w repertuarze znakomity blues Let Me Count The Ways. Jeden z utworów - Duel - zainspirowny został bodajże najlepszym filmem Stevena Spielberga, znanym z naszych ekranów pod tytułem Pojedynek na szosie.

Album Till We Have Faces ukazał się jesienią 1984 roku. Artysta, który w odległej egzotycznej Brazylii przeżył rodzaj katharsis, poczuł przypływ inwencji oraz chęć powrotu do przeszłości. Nosił się z zamiarem nagrania płyty bluesowej, gdy nagle prasa muzyczna doniosła o niezwykłym wydarzeniu: Steve Hackett i Steve Howe tworzą zespół! Dwóch gitarzystów tej klasy w jednej formacji - wiadomość była podniecająca. Poczęły też rodzić się pewne obawy: Howe, po wielu udanych latach w Yes był od 1981 roku członkiem niezbyt wysoko notowanej, skomercjalizowanej supergrupy Asia. Gdy gruchnęła wiadomość, że producentem płyty nowego zespołu jest Geoff Downes (pianista zespołu Asia, a wcześniej połowa duetu The Buggles), można się było spodziewać najgorszego. Wiosną 1986 roku płyta nowej supergrupy GTR (skrót od słowa "guitar") była gotowa.
GTR   GTR (1986)
 
When The Heart Rules The Mind
The Hunter
Here I Wait
Sketches In The Sun
Jeckyll And Hyde
You Can Still Get Through
    Reach Out
Toe The Line
Hackett To Bits
Imagining
 Oprócz Hacketta i Howe'a zespół tworzyli: wokalista Max Bacon, basista Phil Spalding (z Mike Oldfield Group) i perkusista Jonathan Mover (bardzo krótko w Marillion, jeszcze przed Mosleyem). Cała piątka zrealizowała album dość niezwykły. Przy pierwszym słuchaniu rozczarowywał on całkowicie i pozostawiał niesmak, jak nagrania grupy Asia. Stopniowo jednak odkrywało się, że wiele kompozycji zawiera fascynujące pomysły, technika gry obydwu mistrzów jest więcej niż fenomenalna, a muzyka niejednokrotnie nie tylko wpada w ucho ale pozostaje w nim na dłużej. Oprócz kilku przebojowych nagrań (When The Heart Rules The Mind, The Hunter) na płycie znalazły się pełna epickiego rozmachu kompozycja Imagining, nastrojowa gitarowa etiuda Howe'a Sketches In The Sun oraz typowy dla Hacketta i odpowiednio zatytułowany (świadoma aluzja do Hackett To Pieces z Highly Strung) utwór Hackett To Bits.

Okazało się jednak, że w jednym zespole nie może być dwóch gitarzystów, a już na pewno gitarzystów tej klasy. GTR okazał się więc jednorazowym wybrykiem, wartym jednak zapamiętania.
Momentum   MOMENTUM (1988)
 
Cavalcanti
The Sleeping Sea
Portrait Of A Briazilian Lady
When The Bell Breaks
A Bed, A Chair And A Guitar
Concert For Munich
Last Rites Of Innocence
    Troubled Spirit
Variation On A Theme By Chopin
Pierrot
Momentum
Bourée
An Open Window
The Vigil
 Tymczasem Steve, jakby znowu zmęczony występami w zespole, przystąpił do pracy nad następnym albumem solowym. W 1988 roku okazało się, że jest to drugi zbiór utworów na gitarę akustyczną: MOMENTUM.

Niestety, wbrew oczekiwaniom fanów zakochanych w Bay Of Kings, Momentum rozczarowało. Najkrócej można to ująć tak: za dużo popisów, za mało muzyki. Niewątpliwie Hackett nauczył się wiele na przestrzeni lat; opanował grę na gitarze do perfekcji i może się tym szczycić. Szkoda tylko, że komponując utwory na album taki, jak Momentum, nie przyłożył się do ich warstwy melodycznej. Bay Of Kings była płytą dla wszystkich. Momentum może zadowolić jedynie bardzo wyrafinowaną publiczność.

Warto też wspomnieć o dwóch płytach, firmowanych przez londyńską Orkiestrę Symfoniczną pod batutą Davida Palmera (znanego z Jethro Tull): We Know What We Like (1987) i Symphonic Pink Floyd (1989). Zawierały one orkiestrowe wersje słynnych utworów Genesis i Pink Floyd, zaś wśród wykonawców znalazł się Steve Hackett.

Tomasz Beksiński
 Odnośniki związane z tematem 
 Inne artykuły
   BiografiaSteve Hackett - BiografiaPaweł RoczniakArtykuł własny
   RecenzjaVoyage Of The AcolyteŁukasz Mińczykowskiwww.stevehackett.prv.pl2003
   RecenzjaPlease Don't TouchŁukasz Mińczykowskiwww.stevehackett.prv.pl2003
   RecenzjaSpectral MorningsArtur www.stevehackett.prv.pl2003
   RecenzjaSpectral MorningsPaweł RoczniakArtykuł własny04 / 2003
   RecenzjaDefectorŁukasz Mińczykowskiwww.stevehackett.prv.pl2003
   RecenzjaMomentumPaweł Bilińskiwww.stevehackett.prv.pl2003
 Strony internetowe
   Witrynawww.stevehackett.comOficjalna strona internetowa Steve'a Hacketta
   WitrynaMomentumJedyna polska strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   WitrynaPlease Don't TouchDobra nieoficjalna strona internetowa poświęcona Hackett'owi
   Witrynastevehowe.comOficjalna strona internetowa Steve'a Howe