Strona główna  
  Dyskografia  
  Indeks  
  Teksty  
  Biografie  
  Artykuły  
  Rozrywka  
  Ankiety  
  Fani  
  Linki  
  Strony oficjalne  
BIOGRAFIA
          Wszystko zaczęło się w Charterhouse, szkole publicznej, w której panowała ostra dyscyplina. W 1963 roku trafili do niej Peter Gabriel oraz Tony Banks, szybko znajdując wspólne zainteresowanie. Rok później w szeregi absolwentów Charterhouse wcieleni zostali Mike Rutherford oraz Anthony Phillips, którzy także zainteresowani byli muzykowaniem.
   Genesis 1969
Chłopcy początkowo występowali w szkolnych formacjach: Anon oraz Garden Wall. Po rozpadzie tych grup, pozostali po nich członkowie utworzyli zespół, w którym Peter Gabriel śpiewał, Tony Banks grał na pianinie a Mike Rutherford oraz Anthony Phillips grali na gitarach. Jako perkusista początkowo grał z nimi Chris Stewart.

W roku 1967 do Charterhouse zawitał jej dawny absolwent Jonathan King, który zdążył już odnieść sukces jako piosenkarz i producent. Widząc w tym swoją szansę, chłopcy przekazują mu taśmę demo z kilkoma utworami. Taka muzyka nie interesowała go zbytnio, był on bowiem zainteresowany prostymi piosenkami. Zespół stworzył więc kilka kiczowatych utworków, które przekonały Kinga. Utwory te wydano na singlach, jednakże nie zainteresowały one publiczności. Mimo to King postanowił dać im szansę i podpisano roczny kontrakt. W tym momencie Chris Stewart odchodzi od zespołu ponieważ jego rodzice nie zgadzają się aby opuścił szkołę. Zastępuje go John Silver, przyjaciel zespołu.

Tymczasem King nadaje nazwę grupie i nakazuje napisać muzykę na album koncepcyjny. "From Genesis To Revelation", pierwszy album grupy wydany został w marcu 1969 roku. Wypełniały go popowe utworki w stylu BeeGees, lecz mimo tej, wydawałoby się słodkiej muzyki, płyta rozeszła się w nakładzie nie przekraczającym 750 egz. King traci zainteresowanie i zostawia zespół.

Zespół zastanawia się czy działać dalej i tworzy muzykę, której fragmenty będą wykorzystywane aż do 1976r. W między czasie szeregi Genesis postanawia opuścić John Silver i wyjeżdża do Ameryki na studia. Członkowie Genesis postanawiają w końcu zająć się muzyką na poważnie, dają ogłoszenie w Melody Makerze, w którym poszukują nowego perkusisty, na które odpowiada John Mayhew i rozpoczynają poszukiwania nowego wydawcy.

Różni promotorzy organizują im występy na uniwersytetach i w klubach. Pierwsze koncerty są traktowane przez publiczność obojętnie, ale z czasem zespół dorobił się grupki fanów, która przychodziła na następne koncerty. Repertuar grupy powiększał się o utwory, w których spokojnie pobrzmiewały organy i gitary akustyczne, w tym gitary 12-strunowe. Z czasem zaczęto używać także mellotronu. Grupa próbowała również swych sił w ostrzejszych, bardziej rockowych utworach wśród, których jako jeden z pierwszych spodobał się publiczności "The Knife".

Po niedługim czasie w 1970 r. grupa podpisała kontrakt z wytwórnią Charisma, która dała zespołowi wolną rękę. Nagrano materiał na "Trespass" i mimo niezbyt doświadczonwgo producenta album miał odpowiedni klimat i słuchało się go w całości bez znudzenia. Utworom co prawda brakowało jeszcze trochę rozmachu znanego z dalszych płyt, ale np. w "Stagnation" słychać, że zespół zmierza w kierunku utworów raczej rozbudowanych, zmiennych w nastrojach, potrafiących przejść od bardzo spokojnych fragmentów akustycznych do dynamicznego rocka.

Przed wydaniem "Trespass" od zespołu postanawia odejść gitarzysta Anthony Phillips, który miał także spory udział w komponowaniu materiału. Zespół nie rozpada się jednak i postanawia znaleźć zastępstwo na miejsce gitarzysty a także perkusisty, bowiem John Mayhew nie spełniał oczekiwań grupy. Efektem poszukiwań staje się perkusista Phil Collins, który poza talentem muzycznym, miał także talent do rozluźniania atmosfery, co było błogosławieństwem dla grupy, w której już wtedy dochodziło do małych konfliktów. Kilka miesięcy później do grupy dołącza gitarzysta Steve Hackett.

W nowym składzie zespół nagrywa materiał na "Nursery Cryme". Tym razem produkcja była lepszej jakości, a dzięki pełniejszemu wykorzystaniu mellotronu muzyka w "Fountain Of Salmacis" nabrała potężniejszego brzmienia a np. w "Seven Stones" podkreśliła smutny nastrój kompozycji. Większość utworów na płycie była rozbudowana, słychać także, dobrze rozwinięty już styl grupy, który najlepiej słychać w utworach "Musical Box" i "Fountain Of Salmacis". Także teksty stały się bardziej zróżnicowane, Gabriel opowiadał historyjki horrorystyczne i humorystyczne, podczas gdy spółka Banks/Rutherford sięgała po tematy mitologiczne.

Genesis 1973    
W 1972 wydany zostaje "Foxtrot". Zespół postanowił nagrać dłuższy utwór, składający się z siedmiu oddzielnych kompozycji połączonych w jedną całość. "Supper's Ready" zajmował prawie całą drugą stronę płyty. Tekst mówi o walce dobra ze złem, a zainspirowany został pewnym przeżyciem mistycznym Gabriela. Na płycie znajduje się także "Watcher Of The Skies", utwór z potężnym wprowadzeniem mellotronowym, które czasami wprawiało w drżenie mury sal koncertowych. Hackett daje się także poznać jako kompozytor miniatur akustycznych w utworze "Horizons".

Peter Gabriel postanawia powiększyć zestaw środków wyrazu i zaczyna używać masek, malować się, gra na scenie swoiste przedstawienia. Początkowo inni członkowie grupy, kręcą nosem na te fanaberie, ale z czasem zaczynają dostrzegać tego dobre strony. Warto dodać, że także w tym okresie podbijają Amerykę, w której do tej pory nikt o Genesis nie wiedział.

W międzyczasie Charisma wydaje pierwszy album koncertowy, ale na jednej płycie! Podyktowane to było podobno tym, że album miał być dostępny za niewielką cenę, tak więc wydano album koncertowy bez najważniejszego utworu w karierze Genesis: "Supper's Ready".

Instrumentarium grupy powiększa się o syntezatory, nagrywają "Selling England By The Pound". Płyta dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach, w/g niektórych nawet za bardzo. Jest to płyta, w którą każdy członek zespołu włożył dużo pracy, jest to także jedyna płyta, w którą tak do końca zaangażował się Steve Hackett, co słychać między innymi w "Firth Of Fifth", gdzie zagrał jedną z najpiękniejszych solówek gitarowych rocka progresywnego. Gabriel także napisał wyrafinowane teksty, które nierzadko, trudno jest zrozumieć, przykładem jest np. "Dancing With The Moonlit Knight". Jednym z lepszych utworów na płycie jest także "Cinema Show", głównie ze względu na bardzo bogatą w popisy solowe, dosyć długą część instrumentalną.

W 1974r. Genesis wydają "The Lamb Lies Down On Broadway". Ten album koncepcyjny powstał w/g pomysłu Gabriela i prawie wszystkie teksty są jego autorstwa. Natomiast od strony wizualnej album jest ukoronowaniem jego scenicznych pomysłów i marzeniem każdego fana Genesis jest zobaczenie wersji live tego albumu, co dzisiaj jest rzeczą niemożliwą, chociaż krążą mity, że istnieje zapis wideo takiego koncertu. Biorąc pod uwagę samą muzykę, 2 krążki to jednak za wiele. Pierwszy LP zawierał materiał najwyższej jakości, lecz na drugim poziom powoli spada i zaczyna być nudno. Jest to jednak jeden a najlepszych albumów Genesis mimo, że postępu od "Selling England..." nie uczyniono. Podczas trasy koncertowej Baranka Gabriel postanawia odejść z zespołu.

Nie ujawniając oficjalnie faktu odejścia frontmana Genesis, zespół zabiera się za tworzenie nowego materiału i poszukiwania nowego wokalisty. Jednak po długotrwałych przesłuchaniach ok. 300 wokalistów okazuje się, że Phil Collins nadaje się do tej roli najlepiej. Trzeba powiedzieć, że spisał się na medal. O rockowym teatrze nie mogło być już co prawda mowy, a i muzyka podążyła w nieznacznie innym kierunku, ale publiczność powitała nowego wokalistę ciepło i bez żadnych zgrzytów. Collins od razu poczuł się dobrze na scenie i choć nie mógł sobie do końca wokalnie poradzić w takich utworach jak "The Knife" czy "Dancing With The Moonlit Knight" to jednak był godnym następcą Petera Gabriela.

Na "A Trick Of The Tail" znajdują się same piosenki. Zespół nie chcąc być wtórnym nie umieszcza na albumie żadnego dłuższego utworu. Piosenki są bogato zaaranżowane i zdarzają się w nich dość pokaźne partie instrumentalne, jednak nie są to już tak długie fragmenty jak np. w "Cinema Show". Za to płytę kończy prawie fusionowy "Los Endos", który świetnie zamyka ten całkiem udany album i jest jakby pożegnaniem dla Petera Gabriela.

Problem pojawił się jednak gdy Genesis miał udać się w trasę koncertową, nie mieli przecież perkusisty. Phil Collins nie chcąc oddać swojego zestawu perkusyjnego w niepowołane ręce, prosi o pomoc starego znajomego. Tym znajomym jest sam Bill Bruford, który grał w takich zespołach jak Yes, King Crimson czy UK. Bruford koncertuje z zespołem podczas jednej trasy i ogranicza się tylko do grania, nie miał zupełnie żadnego udziału w komponowaniu muzyki.

Następny album, "Wind And Wuthering" jest trochę jakby powrotem do starszych czasów, bowiem znajdują się tu dwie dłuższe kompozycje: "One For The Vine" oraz połączone w jedną całość utwory "Unquiet Slumbers For The Sleepers", "In That Quiet Earth" i "Afterglow". Myślę, że poprzednia płyta była mniej udana, mimo, że na tej zdarzają się już pierwsze oznaki dalszego rozwoju grupy.

Tym razem w trasę koncertową zabrali bardzo zdolnego perkusistę, choć nie tak znanego jak Bruford. Chester Thompson, bo o nim mowa, grał z Frankiem Zappą, oraz w grupach The Pointer Sisters i Weather Report. Thompson był pierwszym perkusistą Genesis potrafiącym czytać nuty i bardzo szybko przyswoił sobie materiał grupy.

Wreszcie po tylu latach działalności, zespół dorobił się pierwszego pełnego albumu Live. "Seconds Out" uważany jest za jeden z lepszych albumów live jakie nagrały grupy rockowe i progresywne w tamtych czasach. Niestety "Supper's Ready" w wykonaniu Collinsa nie każdemu przypada do gustu.

Steve Hackett odchodzi od zespołu, ponieważ inni członkowie Genesis niechętnie akceptują jego materiał twórczy. Po krótkich poszukiwaniach nowego gitarzysty, zespół postanawia działać dalej we trójkę. Na "...And Then There Were Three..." muzyka, okazuje się znów nieznacznie prostsza. Znowu są to piosenki, ale już nie tak bogato aranżowane. Znajduje się tutaj także pierwszy prawdziwy przebój grupy: "Follow You, Follow Me", który spowodował zainteresowanie płci pięknej muzyką Genesis. Rolę gitarzysty na tym albumie przejął, grający teraz na dwa fronty Rutherford. Pomysł ten nie sprawdza się jednak do końca. Co prawda Mike zagrał piękne solo w "Burning Rope", ale okazuje się być oszczędny w graniu, być może także nie może do końca podołać tej roli.

    Genesis 1978
Na trasę koncertową zespół wynajął gitarzystę Daryla Stuermera, który dawniej współpracował z takimi artystami jak George Duke czy Jean-Luc Ponty. Co ciekawe, na scenie nie był wcale gitarzystą dodatkowym, wręcz przeciwnie to on grał wszystkie Hackettowe solówki, od czasu do czasu sięgając po gitarę basową, podczas gdy Rutherford robił to co zwykł czynić na poprzednich trasach. Tak po prostu było wygodniej.

Nastały lata 80-te. Genesis postanawiają przedstawić bardziej przyjazne oblicze. "Duke" to płyta przekonująca nas o tym, że Genesis już nigdy nie nagra czegoś naprawdę ambitnego. Znajduje się tu jedynie kilka fragmentów sugerujących, że to zespół z bogatymi tradycjami progresywnymi. Reszta to bardzo udany kawałek pop-rocka, bardzo melodyjny i jeszcze w miarę oryginalny, ale spora grupa fanów mająca już tego dosyć, spisuje zespół na straty. Następne płyty są mniej lub bardziej udanymi dokonaniami grupy w dziedzinie muzyki pop. Zdarzają się na nich jeszcze od czasu do czasu utwory dosyć ciekawe, ale o prawdziwym art rocku nie ma już mowy.

Do dziś panuje przekonanie, że to Phil Collins ponosi całkowitą odpowiedzialność za zmianę kierunku jaki w latach 80-tych obrał zespół. Nie zapominajmy jednak, że po odejściu Gabriela to Banks stał się niekwestionowanym liderem grupy i to on od zawsze tworzył ogromną większość materiału. Dodatkowo Banks jest człowiekiem, któremu nie można niczego narzucać, co już wcześniej doprowadzało do wielu napięć w grupie. Z wywiadów jakie ukazały się w prasie wynika, że decyzję podjęto wspólnie. Pamiętajmy także, że początek lat 80-tych był trudny dla wielu grup z kręgów progresywnych i takie giganty jak Yes, E.L.P. czy Camel, musiały także uprościć muzykę aby się utrzymać.

W 1980 roku zespół zakupił farmę rolniczą w Surrey i zaczął przerabiać ją na studio nagraniowe. Po pięciu miesiącach studio było gotowe i muzycy zaczęli tworzyć i nagrywać materiał na nową płytę. Mając własne studio, zespół zaczął stosować inne metody tworzenia muzyki. Wcześniej każdy z muzyków tworzył samodzielnie i na koniec składano to wszystko do kupy. Teraz muzyka powstawała podczas jam'ów, panowie grali sobie razem różne rzeczy i co ciekawsze fragmenty poddawano dalszej obróbce. Pierwszym albumem nagranym w studiu "The Farm" był "Abacab". Przez wielu uważany, za najgorszy w karierze zespołu. Zamierzeniem członków zespołu było stworzenie muzyki, w której będzie dużo wolnej przestrzeni, i w której rytm odgrywać będzie dominującą rolę. W rezultacie muzyka stała się mało skomplikowana, ale niektóre utwory brzmią dzięki temu dość oryginalnie.

Kiedy zespół wyruszył w trasę promującą "Abacab" spotkała go niemiła niespodzianka. Otóż wielu fanów starego Genesis nie mogło wybaczyć ulubionemu zespołowi, że zamiast nagrywać 10-cio minutowe kompozycje pełne dźwięku, grupa zaprezentowała coś wręcz odwrotnego. Rezultatem tego było niejednokrotne wygwizdanie muzyków na koncertach podczas tej trasy.

W połowie 1982 roku wydany zostaje album "Three Sides Live". Trzeci album live Genesis został wydany w dwóch wersjach. Najpierw w Stanach Zjednoczonych wydano dwupłytowy zestaw, którego ostatnią stronę wypełniał materiał studyjny. Były to odrzuty z sesji do płyty "Abacab", a znalazły się na tym wydaniu dlatego, że część z nich była dostępna wyłącznie w Wielkiej Brytanii na maxisinglu "3 x 3". W Zjednoczonym Królestwie zestaw ukazał się z 4-tą stroną wypełnioną trochę starszymi utworami w wersji live. Materiał live zamieszczony na obu wersjach wydawnictwa zawierał dosyć nowe utwory, za wyjątkiem "In The Cage", który w wersji rozszerzonej o fragmenty innych starszych klasyków brzmiał świetnie i jako jeden z niewielu starszych utworów z Collinsem w roli wokalisty brzmiał nawet lepiej niż oryginał.

Pod koniec roku 1983 w sprzedaży ukazuje się album Genesis, na którym nigdzie nie ma tytułu płyty! Wśród fanów do dzisiaj panuje zamieszanie w tej materii, jedni nazywają ją po prostu "Genesis", inni z powodu okładki nazywają ją "shapes" (kształty). Zespół chciał w ten sposób zaznaczyć, że kompozycja materiału jest w równej mierze udziałem wszystkich członków grupy. Jest to pierwsza z płyt grupy, która przyciągnęła wielu młodszych fanów, i która zadomowiła się na dość długo na listach przebojów. Grupie udało się wreszcie nagrać prawdziwy przebój, dodatkowo przebój ten jest jednym z najoryginalniejszych utworów lat osiemdziesiątych. Fakt ten potwierdza Marek Niedźwiecki do dzisiaj prowadzący Listę Przebojów Programu 3, który na pytanie o najlepszy utwór jaki pojawił się kiedykolwiek na tej liście - odpowiada "Mama". Polska jest także jednym z krajów, w którym "nowy" Genesis został zauważony. "Mama" dochodzi tutaj do pierwszego miejsca listy przebojów, podczas gdy w Zjednoczonym Królestwie i w Niemczech, utwór ten doszedł jedynie do 4 miejsca. Innym utworem, który wielu fanów wprowadził w świat Genesis był "That's All", utwór który stylem nie odbiega od solowych przebojów Phila Collinsa. Fani art-rocka także otrzymali niezły kąsek, był nim dwuczęściowy "Home By The Sea", którego do dzisiaj słucha się z niekłamaną przyjemnością.

w roku 1986 zespół stanął u szczytu sławy, za sprawą hitu "Invisible Touch" wydanego na płycie o tym samym tytule. Po raz pierwszy w karierze Genesis ich utwór wspiął się na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów. Mimo wielu prostych utworów takich jak "Invisible Touch", "Land Of Confusion" (do tej kompozycji zrobiono bardzo śmieszny teledysk w technice spitting image) czy "Anything She Does", głównie za sprawą Tony Banksa, grupie udało się nagrać kilka dość oryginalnych utworów.
Genesis 1992    
Na uwagę zasługiwał z pewnością dwuczęściowy: "Domino", który szczególnie dobrze brzmiał na koncertach. Inne ciekawsze utwory to: o dość ciekawym brzmieniu "Tonight Tonight Tonight" oraz instrumentalny "The Brazilian", który nawiązywał do dawnych tradycji zespołu.

Po dłuższej przerwie, pomiędzy kolejnymi projektami solowymi członków zespołu, Genesis znowu staje się grupą i przystępuje do pracy nad kolejnym albumem. "We Can't Dance" ujrzał światło dzienne pod koniec 1991 roku. Zespół miał tutaj duże pole do popisu, ponieważ był to pierwszy album Genesis przeznaczony głównie do wydania na płycie CD. Zagospodarowano prawie cały srebrny krążek i należy zaznaczyć, że dodatkowego czasu nie wypełniały jakieś marne odrzuty. Według mnie jest to najlepszy komercyjny album grupy, również publiczności bardzo przypadł on do gustu, bowiem do dziś sprzedano prawie 20 milionów egzemplarzy!. Płytę wypełniały głównie utwory lekkie, łatwe i przyjemne i właściwie trudno powiedzieć, które są wyraźnie lepsze czy gorsze. Dla wytrwałych fanów starego Genesis, znalazło się tutaj także kilka utworów, są to: "Driving The Last Spike" - utwór z porządną perkusją, opowiadający o robotnikach pracujących w nieludzkich warunkach przy budowie kolei, "Dreaming While You Sleep" - dość niepokojący w nastroju, również z potężnymi bębnami, oraz "Fading Lights" - najbardziej przypominający dawniejsze dokonania zespołu.

Na przełomie 1992-93 roku wydano dwa jednopłytowe albumy koncertowe zatytułowane "The Way We Walk" - część pierwsza i druga. Ta dosyć oryginalna metoda sprzedaży albumu live podyktowana była tym, że zespół miał dwie grupy fanów. Dla młodszej grupy, lubiącej raczej krótsze utwory do zabawy w stylu "Invisible Touch" przygotowano krążek o podtytule "the shorts", który zawierał same, z reguły krótsze, przeboje grupy. Natomiast starzy wyjadacze, często krzywiący się na tę popową papkę, otrzymali zestaw "the longs" zawierający 19-minutowy, tradycyjny medley, czyli wiązankę klasyków Genesis, oraz ciekawsze utwory grupy z ostatnich lat. Album zamykał również tradycyjny już "Drum Duet" - czyli utwór pojedynkujących się perkusistów. Tradycja ta sięga czasów kiedy Collins stał się frontmanem, od tamtej pory na scenie zawsze stał dodatkowy zestaw perkusyjny dla Phila, który kiedy tylko mógł zasiadał za nim i "wspomagał" etatowych koncertowych perkusistów. Nie mógł także sobie podarować porządniejszego walenia w bębny i wyzywał na pojedynki najpierw Billa Bruforda a później Chestera Thompsona, który do 1992 roku występował z zespołem

Już podczas trasy koncertowej "The Way We Walk" Phil Collins dochodzi do wniosku, że jego dalszy pobyt w zespole nie ma już większego sensu. Collins jest człowiekiem bardzo zajętym, od dawien dawna jest muzykiem sesyjnym, występuje w filmach no i ma bardzo udaną karierę solową. Taki tryb życia niestety prowadzi do zaniedbywania rodziny. Collins ciężko doświadczony na tym polu (dwa rozwody) chce zwolnić tempo i poświęcić więcej czasu sprawom dla siebie bliższym.

Oficjalnie o odejściu Phila dowiedziano się dopiero po czterech latach, kiedy Banks i Rutherford zamierzali nadal działać pod szyldem Genesis, Collins musiał oficjalnie oświadczyć, że odchodzi z Genesis. Zespół znów traci frontmana i perkusistę w jednej osobie, kończy się okres wielkich przebojów, kończy się także popularność zespołu. Należy powiedzieć, że komercyjny Genesis sprawował się w swojej roli bardzo dobrze i z pewnością był dużym urozmaiceniem dla muzyki pop w tamtym okresie. Myślę także, że jako jedyny zespół o tradycjach progresywnych sprawdził się do końca jako grupa pop.

Poszukiwania nowego wokalisty trwają blisko rok a zostaje nim Szkot Ray Wilson występujący wcześniej z grunge'owym zespołem Stiltskin. Trzeba przyznać, że ten 28-letni wokalista radzi sobie w Genesis bardzo dobrze, ma nawet głos bardziej podobny do Petera Gabriela niż Phil Collins, co pozwoli na koncertach odgrzać kilka starszych numerów,
   Genesis 1997
z którymi Phil sobie nie radził. W nagraniach do "Calling All Stations" uczestniczy także dwóch nowych perkusistów. Zupełnie nieznany Nir Zidkyahu nagrywa partie perkusyjne do większości utworów i to on pojedzie z zespołem w trasę. Natomiast w kilku utworach udziela się Nick D'Virgilio znany ze współpracy z zespołem Tears For Fears, grający także w dobrze zapowiadającej się grupie progresywnej Spock's Beard. Mimo obiecujących możliwości odmłodzonego zespołu, muzyka na albumie jest trochę nijaka, nie jest to ani dobry pop, ani cokolwiek innego. Zdarzają się jaśniejsze momenty, gdzie Tony Banks pozwala sobie na niewielką swobodę a Mike Rutherford zagra od czasu do czasu jakieś któtkie solo. Brak Collinsa za zestawem perkusyjnym także słychać na płycie, ale na koncertach sytuacja ta się nieco poprawia. Na trasę koncertową zabrano także Anthony Drennana, znanego ze współpracy z grupą The Corrs, który godnie zastąpił Daryla Stuermera.

Zaraz po wydaniu płyty zespół przyzwyczajony do popularności przeżywa szok. Mimo, że w Europie sprzedaż jest powiedzmy dostateczna to w Stanach Zjednoczonych okazuje się na tyle katastrofalna, że grupa rezygnuje z trasy koncertowej w tym kraju! Od razu nasuwa się pytanie: czyżby popularność zespołu w latach 1980-1993 była wyłącznie zasługą pobytu Collinsa w Genesis?

W 1998 roku zespół przypomniał sobie o starych fanach, dokończono bowiem prace nad pierwszym boxem zespołu: "Archive 1967-75" Na tym cztero-płytowym wydawnictwie znalazł się pełny zapis koncertowy albumu "The Lamb Lies Down On Broadway" jak również inne koncertowe nagrania z Peterem Gabrielem, w tym "Supper's Ready", które oficjalnie dopiero teraz zostało wydane w wersji live z Peterem! Ostatni krążek okupowały nie wydane do tej pory nagrania studyjne, głównie z początków kariery zespołu.

Rok później wydany zostaje krążek "Turn It On Again - The Hits". Jest to kompilacja największych przebojów grupy z całej kariery. Jako dodatek do tej płyty dołączono nową wersję "Carpet Crawlers", klasyka grupy oryginalnie nagranego w 1974 roku. W produkcję nowego utworu zamieszany był Trevor Horn, który pod koniec lat 70-siątych związany był z grupą Yes. W nagraniu nowej wersji uczestniczyli wszyscy członkowie dawnego składu, ale każdy w innym studiu... W każdym razie nowe nagranie brzmi dobrze, nie zostało unowocześnione w sposób, z którego skorzystali Jimmy Page czy Sting.

W październiku 2000 roku wydano drugi box zespołu poświęcony tym razem okresowi, w którym Phil Collins był wokalistą grupy. Na trzy płytowym "Archive #2 1976-1992" zawarto głównie wiekszość utworów, które nie znalazły się na albumach studyjnych zespołu. Znajdziemy tutaj równierz sporo unikalnych nagrań koncertowych, które mogłyby zadowolić nawet starych wyjadaczy, natomiast fani takich utworów jak Invisible Touch czy Land Of Confusion znaleźli na tym wydawnictwie wydłużone wersje tych i innych podobnych kompozycji.

Genesis zdaje się być dzisiaj u kresu kariery. Banks i Rutherford definitywnie rozstali się z Rayem Wilsonem i jak wynika z wywiadów nie myślą o nagraniu następnej płyty. Ostatnio pojawiło się wiele plotek mówiących o powrocie Collinsa do Genesis, czy też o wspólnej trasie koncertowej. Management grupy jednak stanowczo zaprzecza tym pogłoskom twierdząc, że w roku 2001 nie planuje się żadnej aktywności zespołu.
 Odnośniki związane z tematem 
   BiografiaKsiążęta i żebracyWiesław WeissTylko Rock09 / 1991
   BiografiaRockowy teatr dla elityBartek BartosińskiRipples1998
   BiografiaGenesis - niby zwykła historia...Sebastian Górskikoneser.czardybon.net1997
   ArtykułRock w ramach fantazjiMichael WaleBrytania08 / 1974
   ArtykułPierwsze nagrania GenesisPaweł RoczniakArtykuł własny
   WywiadRewelacje z GenesisChris WelchGenesis Special Magazine1987
   WywiadGenesis w RMF FMPiotr MetzRMF FM1997
   RecenzjaGenesis - PłytyWiesław WeissTylko Rock09 / 1991