RSS

Genesis planuje powrót??

Podobno próby już trwają. Kto w nich bierze udział? W drugiej połowie 2015 roku Phil Collins ogłosił, że wraca z emerytury. Stwierdził wtedy, że odchował już dzieci i jest gotowy do stworzenia następcy solowego albumu z 2002 roku – „Testify”. Potem wystąpił podczas tenisowego turnieju US Open oraz w programie telewizyjnym „The Tonight Show Starring Jimmy Fallon”. Wszystko wskazuje na to, że solowe występy to nie będzie koniec. Jak donoszą, amerykańskiego media muzyk spotkał się niedawno z byłymi kolegami z Genesis. Panowie planują podobno całą trasę. Jednak kogoś podczas niej zabraknie. Phil Collins już rok temu wskazywał na gitarzystę Mike’a Rutherforda i klawiszowca Tony’ego Banksa. Nie za bardzo widział u swojego boku wokalistę Petera Gabriela. „Chciałbym, żeby tak było, ale to wiąże się z pewnym zamieszaniem, skoro nie mogę grać na perkusji” – mówił wtedy. Teraz „porzucony” informuje: Tony, Mike i Phil ćwiczą obecnie. W tej rundzie, w tym roku mnie nie będzie. Nie wykluczam możliwości zrobienia czegoś w przyszłości, ale teraz skupiam się na własnej pracy. Genesis na scenie znów zobaczymy w 2017 roku? Na razie nie wiemy, czy potem planują nagrać następcę albumu „Calling All Stations” sprzed prawie 20 lat. Wtedy w zespole śpiewał jeszcze Ray Wilson. PS.Oby potwierdziło się..... dodał:mac600

Komentarze (3) 25.02.2017 - 15:09

Phil Collins - Jeszcze nie umarłem! Lider Genesis rusza w trasę

Pod hasłem "Jeszcze nie umarłem" (Not Dead Yet) odbędzie się trasa koncertowa Phila Collinsa. Muzyk zapowiedział serię pięciu występów w Londynie. Wystąpi również w Niemczech i Francji. Koncerty odbędą się 4, 5, 7, 8 i 9 czerwca w Royal Albert Hall, 11 i 12 czerwca w Kolonii oraz 18 i 19 czerwca w Paryżu. Sprzedaż biletów rozpocznie się 21 października. Phil Collins zaprzestał występów na żywo w 2002 roku. Powodem był uraz kręgosłupa, którego nabawił się przez lata gry na perkusji. W 2007 roku wybrał się na minitrasę z Genesis, dał też kilka pojedynczych występów, m.in. na inaugurację tegorocznego turnieju tenisowego US Open. Anglik wylansował przeboje "In the Air Tonight", "Against All Odds", "Sussudio" czy "Another Day in Paradise". Jest jednym z trzech wykonawców, obok Paula McCartneya i Michaela Jacksona, który sprzedał ponad 100 milionów płyt solo i z zespołem. 26 lutego 2016 roku ukazały się dwie nowe pozycje w ramach serii wznowień płyt Philla Collinsa. Do rąk fanów trafiły reedycje "Hello, I Must Be Going!" oraz "Dance Into The Light". 14 października ukazała się nowa kompilacja artysty "The Singles". Jego regularną dyskografię zamyka zestaw coverów "Going Back" (2010). dodał:mac600 EDIT:daty koncertów Phila Terminy, miejsca: 02.06.17 Echo Arena Liverpool 04.06.2017 - Londyn 05.06.2017 - Londyn 07.06.2017 - Londyn 08.06.2017 - Londyn 09.06.2017 - Londyn 11.06.2017 - Kolonia 12.06.2017 - Kolonia 14.06.2017 - Kolonia 15.06.2017 - Kolonia 16.06.2017 - Kolonia 18.06.2017 - Paryż

Komentarze (3) 25.02.2017 - 14:55

Phil Collins przechodzi na emeryturę??!

Phil Collins potwierdził, że zamierza wycofać się z muzycznego biznesu. Robi to jednak z innych powodów, niż sugerowała w ostatnich dniach prasa. - Nie wycofuję się z powodu słabych recenzji oraz złego traktowania w prasie - tłumaczy. W specjalnym liście, artysta postanowił wyjawić prawdziwe przyczyny, dla których chce przejść na emeryturę. - Nie wycofuję się z powodu słabych recenzji oraz złego traktowania w prasie - tłumaczy wokalista i perkusista. - Nie robię tego dlatego, że nie czuję się kochany. Wiem, że nadal mam bardzo dużą grupę fanów i doceniam to. Nie wycofuję się dlatego, że nie pasuję do obecnych czasów, wystarczy przytoczyć przykład mojej ostatniej płyty "Going Back", która dotarła do 1. miejsca w Wielkiej Brytanii i radziła sobie zadziwiająco dobrze na świecie. Chcę zakończyć karierę, bo dzięki temu będę mógł na pełen etat być ojcem dla moich dwóch młodych synów. Dyskografię artysty zamyka wypełniony coverami nagrań z Motown album "Going Back" z września 2010 roku. Ostatni autorski longplay Collinsa to "Testify" z listopada 2002 roku. dodał:mac600

Komentarze (5) 10.03.2011 - 07:10

Niespotykanie miły człowiek

Phil Collins – który 30 stycznia kończy 60 lat - to jedna z najbardziej nieprawdopodobnych gwiazd w całej historii muzyki pop-rockowej. Nieefektowny, raczej niski, łysiejący facet o wyglądzie właściciela straganu z warzywami na Portobello Road, który po pracy wtapia się bez reszty w pubie w tłumek podobnych mu przeciętnych londyńczyków z klasy robotniczej, zapełniał stadiony podczas swych niekończących się tras koncertowych i sprzedał ponad 150 milionów płyt jako solista i drugą setkę - jako frontman Genesis. Nie sposób wyobrazić sobie lat 80. bez piosenek Collinsa. Po włączeniu radia, czy to w Wielkiej Brytanii czy w Ameryce, o każdej porze dnia i nocy można było usłyszeć "One More Night", "Sussudio", "Easy Lover", cover The Supremes "You Can't Hurry Love" czy – przede wszystkim – mroczny "In The Air Tonight", który stał się niemal znakiem firmowym wokalisty. Obok nich, nuta w nutę, z nie mniejszą regularnością pojawiały się na antenie nagrania Genesis – niegdyś artrockowej grupy, którą po odejściu Petera Gabriela, od czasu nagrania "Follow Me, Follow You", Collins przemienił w fabrykę przebojów. Jak ktoś dowcipnie zauważył, dociekanie czy jakiś kawałek sygnował Collins czy Genesis miało mniej więcej tyle sensu, co wnikanie w subtelności odróżniające Ostrogotów od Wizygotów. Witryny sklepów z płytami były wytapetowane okładkami albumów, z których na przechodniów spoglądała twarz piosenkarza niczym dobroduszna wersja Wielkiego Brata. Dla wielu była to jednak twarz Antychrysta, zaprzedanego tandecie i komercji. Chłopiec do bicia Sukces Collinsa – który w samych tylko latach 80. wydał cztery multiplatynowe albumy i 13 przebojowych singli – był tak wielki, że aż nieprzyzwoity. Tak kłócił się z forsowanym przez dziennikarskich hunwejbinów z pism muzycznych obrazem Brytanii jako raju postpunkowego, nowofalowego i niezależnego rocka, że Bogu ducha winny piosenkarz stał się obiektem brutalnych, a nawet wręcz podłych ataków. "Melody Maker" dwa razy pod rząd przyznał mu mało pochlebny tytuł "Przygłupa tygodnia". Niektóre opiniotwórcze kręgi uznały słuchanie nagrań Collinsa za totalny obciach, a każdy kto by się przyznał, że podobają mu się takie płyty, jak "Face Value", "Hello, I Must Be Going" czy "No Jacket Required" narażał się się na srogą karę wykluczenia z "towarzystwa". Tak więc za fakt, że Collins okazał się drugim – po Michaelu Jacksonie – wykonawcą, który w latach 80. mógł się poszczycić tak wysokimi nakładami płyt odpowiedzialni byli chyba kosmici. Jest jeszcze inne, bardziej ziemskie wytłumaczenie fenomenu popularności Collinsa. Oto w dojrzałość wkraczało pokolenie urodzone w latach 60., dla którego muzyka rockowa nie miała już takiego znaczenia, jak dla generacji epoki Beatlemanii czy Woodstock. Dla tego pokolenia punk rock był po prostu za prymitywny i wulgarny, a nowa fala – zbyt bezbarwna, emocjonalnie upośledzona i przeintelektualizowana. Ten nowy kontyngent amatorów muzyki nie przejmował się połajankami samozwańczych autorytetów i arbitrów elegancji i bez uprzedzeń sięgał tak po Collinsa, jak i zapewniał sukces takim młodszym od niego wykonawcom, jak Eurythmics, ABC czy Haircut 100. Nagonka i odsiecz Moda na dokopywanie Collinsowi nie przeminęła wraz z dekadą lat 80. Gdy w 1994 roku rozeszła się pogłoska (niesprawdzona), że piosenkarz zażądał rozwodu ze swoją drugą żoną, Jill Tavelman, przez fax, odtrąbiono początek nowego sezonu łowieckiego. Tym razem na czele obławy stanął Noel Gallagher z Oasis, a powtarzane przez niego docinki i uwagi osiągnęły nowe wyżyny niecenzuralności. W rozwijającym się internecie powstały strony nienawiści do Collinsa – dość wpisać w Google'u "I hate Phil Collins", żeby się o tym przekonać – gdzie bezlitosnej krytyce poddane zostało wszystko, co możliwe: od muzyki, po wygląd zewnętrzny i sposób ubierania się. W USA jego muzykę wyszydził Bret Easton Ellis w swej głośnej książce "American Psycho". Dla krytyków Collinsa nienawistne jest nawet to, że obiekt ich ataków jest rzadko sięga po alkohol, unika narkotyków i nie wszczyna rytualnych burd w hotelach. To zyskało mu nasycony pogardą przydomek "Mr. Nice Guy". Na wieść, że Collins w 1999 roku żeni się po raz trzeci z pochodzącą z Szwajcarii Orianne Cevey i przenosi do domu z widokiem na Jezioro Genewskie, „NME” obwołał go hipokrytą, który pod pretekstem małżeństwa ucieka z kraju przed płaceniem podatków nałożonych przez labourzystowski rząd. Notabene, „NME” jakoś nie przeszkadzało, że dokładnie to samo trzy lata wcześniej uczyniła grupa U2 przeprowadzając się z ojczystej Irlandii do Holandii. W powodzi kpin, szyderstw, zniewag i obelg zdawał się kompletnie znikać fakt, że Collins był jednym z najbardziej pracowitych, wszechstronnych i utalentowanych perkusistów. Oprócz etatowej pracy w Genesis od 1970 roku współpracował on m.in. z jazz-rockową formacją Brand X, nagrywał z elitą avant-rocka - Brianem Eno, Johnem Cale’m czy Robertem Frippem oraz gwiazdami kalibru Erica Claptona czy Roberta Planta. Ponadto, produkował płyty m.in. Adama & The Ants, Claptona, Johna Martyna i Fridy z Abby. Odsiecz przyszła z najmniej chyba oczekiwanego kierunku, bo ze strony dominujących dziś na scenie wykonawców rhythm and bluesowych i hiphopowych, jak Akon, Ice-T, Bone Thug-n-Harmony czy Lil' Kim. 2Pac i Eminem wykorzystali w swych nagraniach sample "In The Air Tonight", a po sample z innych utworów Collinsa sięgnął Nas na swej płycie "Stillmatic". Na albumie "Urban Renewal" (2001) cała plejada hiphopowych artystów złożyła hołd Collinsowi, nagrywając covery jego piosenek, a Kanye West w opisie swego albumu "808s & Heartbreak" z 2008 roku wymienia wokalistę jako źródło inspiracji. "Noel Gallagher powinien zamknąć swój pier…ny ryj i trochę, k..a, przybastować" – mówi Ice-T. Smuga cienia Collins do dzisiaj nie może zrozumieć, skąd wzięło się tyle negatywnych emocji wokół jego osoby. "Stałem się celem ataków bez żadnej racjonalnej przyczyny –powiedział kiedyś z rezygnacją. - Nagrywam płyty i to nie moja wina, że później radio gra je na okrągło. Niby z tego powodu jestem jakimś Antychrystem? Ale jest już chyba za późno, by to zmienić. Już zostałem osądzony i pewnie nie ma od tego odwołania". Pewien rodzaj rezygnacji rozciąga się także na prywatną sferę życia Collinsa. Jest on jedną z tych wybitnych i zarabiających miliony postaci estrady, która bez cienia kokieterii może powiedzieć, że pieniądze szczęścia nie dają. Jego trzy małżeństwa zakończyły się porażkami, które wokalista bardzo głęboko przeżył. To wyraźnie słychać na płytach, jakich nagrywanie zbiegło się w czasie z jego rozwodami: "Face Value" (1981), "Both Sides" (1993) i "Testify" (2002). Także ze zdrowiem nie jest u niego ostatnimi czasy najlepiej. Podczas pracy nad ostatnim swoim autorskim albumem, wspomnianym "Testify", bardzo silnie dało mu się we znaki postępujące zwyrodnienie kręgów szyjnych, które dziś nie tylko uniemożliwia mu granie na jakimkolwiek instrumencie, ale też znacząco utrudnia mu codzienne życie. Do tego stopnia, że ma on kłopoty z utrzymaniem w ręku pióra czy otwarciem drzwi samochodu. Nawet jeśli planowana kolejna operacja przyniesie poprawę, z pewnością nigdy już nie zasiądzie za perkusją. Collins ma także problemy ze słuchem w jednym uchu, co uznać można za chorobę zawodową większości rockmenów o długim stażu. To wszystko, łącznie ze znużeniem ciągłymi od połowy lat 70. atakami na jego osobę nie poprawia mu samopoczucia. W ubiegłorocznym wywiadzie dla "Life'a" wyznał, że myślał o samobójstwie: "Rzeczywiście nachodziły mnie myśli o samobójstwie. W żadnym wypadku nie myślałem o odstrzeleniu sobie głowy, ale o przedawkowaniu lub czymś równie bezbolesnym. Ale tak naprawdę nigdy bym tego nie zrobił – ze względu na swoje dzieci. Pewien komik [Tony Hancock – przyp. jr], który popełnił samobójstwo w latach 60., pozostawił po sobie notkę: »Zbyt wiele działo się złego, za często«. Ciągle o tym myślę". Mówcie mi: Philip Wszystko wskazuje więc, że podobnie efektownej notki samobójczej ze strony Collinsa nie będzie. Jest za to coś, co można chyba uznać za pożegnanie z publicznością, a mianowicie – wydany w 2010 roku album "Going Back" z coverami klasycznych nagrań firmy Motown. Po ośmiu latach od ukazania się ostatniej płyty autorskiej "Testify" jest to powrót do muzyki, która inspirowała Collinsa od czasów dzieciństwa. Kropkę nad "i" stawia zamieszczenie na okładce swojego zdjęcia jako młodego chłopca zapamiętale okładającego perkusję. Collins swoje życie po sześćdziesiątce widzi już nie jako kontynuację kariery muzycznej, lecz powrót do normalnego, spokojnego życia nad Jeziorem Genewskim. Zamierza się poświęcić wychowaniu dwójki dzieci z ostatniego małżeństwa, odnowić kontakty z zaniedbywanymi przez całe życie pociechami z wcześniejszych związków oraz oddać się swej największej pasji: kolekcjonowaniu pamiątek po legendarnej bitwie o Alamo w 1836 roku. W kręgach miłośników historii jest on uznawany za jednego z największych ekspertów w tym temacie, bierze udział w dorocznych konwencjach Synów Republiki Teksas w San Antonio, bywa regularnie zapraszany do wygłaszania wykładów o bitwie na teksańskich uczelniach. O ewentualnym powrocie do muzyki mówi wprost: "Kiedy powtarzam, że zamierzam wypisać się z tej bajki, myślę o tym poważnie. To znaczy, będę pisać piosenki czy nagrywać demo dla swojej przyjemności, ale to nie znaczy, że nagram następną płytę. Moja umowa z Atlantikiem wygasła po wydaniu tego albumu z kawałkami z Motown, a to daje mi poczucie otrzeźwienia i wyzwolenia. Tak czy inaczej, mam już dość bycia dawnym sobą". Swojej nowej partnerce, reporterce telewizyjnej z Nowego Jorku Danie Tyler, Collins powiedział na początku znajomości: "Jestem zmęczony byciem Philem Collinsem. Od dziś mów do mnie Philip". dodał:mac600

Komentarze (9) 30.01.2011 - 08:59

Phil Collins: Przypomnieć emocje

Phil Collins ostatnie większe sukcesy odniósł aż 20 lat temu. Potem przypominał o sobie przeprowadzką do Szwajcarii w celu uniknięcia płacenia wysokich podatków, następnie kolejnym rozwodem, postępującą utratą słuchu i innymi kłopotami ze zdrowiem. Teraz wokalista powraca z soulową płytą "Going Back". "Nawet Phil Collins musi wiedzieć, że wszyscy jesteśmy już zmęczeni Philem Collinsem" - pisał tygodnik "Entertainment Weekly" w 1996 roku, tuż po wydaniu płyty "Dance Into The Light". Czy ośmioletnia przerwa, jaka minęła od czasu wydania poprzedniego albumu "Testify" (2002), to wystarczający czas, byśmy znów zatęsknili za byłym frontmanem grupy Genesis? A było tak pięknie... Po zastąpieniu w 1975 r. Petera Gabriela za mikrofonem w prog-rockowej grupie Genesis, dotychczas występujący na jej tyłach perkusista Collins, wyczuł nadchodzący wiatr zmian i w latach 80. skierował zespół w bardziej komercyjne rejony. Najlepszym przykładem była płyta "Invisible Touch" (1986), z takimi przebojami, jak "Land Of Confusion" (pamiętny teledysk z lalkami przypominającymi prezydenta Reagana i premier Thatcher) i tytułowym "Invisible Touch". Równolegle Collins odnosił sukcesy jako solista, a ukoronowaniem jego kariery był utrzymany w poważniejszym klimacie album "... But Seriously" (1989), z takimi nagraniami, jak "I Wish It Would Rain Down" i "Another Day In Paradise". Efekt - Numer 1 w kilku krajach, w tym w USA (4-krotna Platyna) i Anglii (8 razy Platyna, aż 15 tygodni na szczycie tamtejszej listy). Kolejne lata to jednak coraz gorsze oceny krytyków i słabsze wyniki sprzedaży. Wydana w 2002 roku płyta "Testify", w USA sprzedała się w zaledwie 140 tysiącach egzemplarzy. Dorobek obfitujący w przeboje pozwolił jednak Collinsowi odkuć się na trasie koncertowej. Razem z dorobkiem Genesis ma na koncie ponad 150 milionów sprzedanych płyt, co plasuje go w ścisłej czołówce najpopularniejszych artystów na świecie. Niedźwiedzia przysługa Do licznych nagród Collins dołożył wyróżnienia przyznawane przez przemysł filmowy. Początek to nominacja do Oscara i Złotego Globu za "Against All Odds (Take A Look At Me Now)" (1984). Collins pojawił się także na ekranie, w takich filmach, jak "Buster" (muzyk zebrał przychylne opinie, ale soundtrack okazał się popularniejszy od obrazu), "Phil Oszust Collins" czy "Hook" Stevena Spielberga. Dużym sukcesem okazała się także współpraca z wytwórnią Walta Disneya, a Collinsowi udało się trafić do młodszej publiczności. Za kompozycję "You'll Be In My Heart", pochodzącą z animowanego "Tarzana" (1999), otrzymał Oscara. Ciągnęło Collinsa do dżungli - kolejne odsłony współpracy z Disneyem to: "Mój brat niedźwiedź", "Tarzan 2: Początek legendy" i "Księga dżungli 2" (w tym filmie podkładał głos jednego z bohaterów). To właśnie "Tarzan" jest ostatnim wpisem na liście sukcesów muzyka - przyniósł mu m.in. nagrodę Grammy, Oscara, Złoty Glob oraz wyróżnienie American Music Awards... Granie w prezerwatywie Lata intensywnego koncertowania i pracy w studiu odbiły się jednak na zdrowiu Collinsa. Muzyk poinformował o tym, że traci słuch w jednym uchu. Ze względu na poważną kontuzję kręgosłupa, musiał też zrezygnować z gry na perkusji, gdyż nie był w stanie utrzymać pałeczek w dłoniach. Operacja nieco polepszyła jego stan. "Gdy za pierwszym razem po wyjściu ze szpitala chwyciłem za pałki, to po prostu wyleciały mi z rąk. Kiedy chcę zagrać, muszę je przykleić taśmą do dłoni. Czuję się tak, jakbym grał w prezerwatywie. To bardzo ogranicza swobodę mojej gry" - przyznał w rozmowie z magazynem "Rolling Stone". W połowie tej dekady rozpoczęły się rozmowy o reaktywacji najsłynniejszego składu Genesis, z Peterem Gabrielem za mikrofonem (Collins chciał wrócić do perkusji) i Stevem Hackettem na gitarze. Ostatecznie obaj muzycy nie zdecydowali się na powrót do Genesis i słynna rockowa grupa wyruszyła na trasę "Turn It On Again" (2007) w trzyosobowym składzie. W czerwcu tego samego roku zespół dał też pamiętny koncert na Stadionie Śląskim w Chorzowie, któremu towarzyszyły dodatkowe atrakcje w postaci wyładowań atmosferycznych i ulewnego deszczu. Choć Genesis nie został nigdy oficjalnie rozwiązany, to prawdopodobnie już nie powróci na scenę. Okropne uczucie Ostatnie lata Collins spędzał z trzecią żoną Orianne Cevey w Begnins, nad Jeziorem Genewskim, w Szwajcarii, dokąd przeniósł się z rodzinnej Wielkiej Brytanii, by uniknąć wysokich podatków. Cevey urodziła mu dwójkę synów, Nicholasa i Matthew. Jednak ich związek się rozpadł, a Collins po rozwodzie w 2007 roku zapłacił byłej żonie ponad 40 milionów dolarów! Muzyk przeniósł się do pobliskiej mieściny Fechy, bo - jak tłumaczył - chciał być blisko swoich dzieci. "Mam dwóch małych synów, których także dzisiaj rano odprowadziłem do szkoły. Pierwszej trójki nigdy nie odprowadzałem" - wyjaśnił. "Teraz mając Matthew i Nicholasa chcę być tatą i koniec" - stwierdził Phil Collins. "Skończyłem szkołę i w wieku 19 lat przystąpiłem do Genesis. Od tamtego czasu nie robiłem nic innego. Żona telefonowała do mnie, mówiąc: 'Ale pięknie, ty dzisiaj idziesz na przyjęcie w Chicago, a ja siedzę w domu z dziećmi'. Okropne uczucie" - wspomina. Obecnie spotyka się z amerykańską prezenterką Daną Tyler, jednak nie zdecydował się z nią zamieszkać. Poprzednie rozwody (w 1980 i 1996 roku) odcisnęły się na twórczości Phila Collinsa, szczególnie było to widoczne po pierwszym, kiedy powstała jego debiutancka solowa płyta "Face Value", z wielkim przebojem "In The Air Tonight", którego tekst dotyczył małżeństwa z Andreą Bertorelli. Również po rozstaniu z Orianne Cevey rzucił się w wir pracy. Tym razem niespełna 60-letni muzyk zdecydował się sięgnąć do swoich soulowych inspiracji, którym już wcześniej dawał upust. W 1982 roku do szczytu brytyjskiej listy dotarła przeróbka "You Can't Hurry Love" z dorobku The Supremes. Z kolei koncertowa wersja "My Girl" The Temptations trafiła na składankową płytę Collinsa "Love Songs: A Compilation... Old And New" (2004). Dawne emocje W lipcu tego roku Phil Collins wystąpił jako gość specjalny na prestiżowym jazzowym festiwalu Montreux w Szwajcarii. "Nie chciałem nic zmieniać, tylko przypomnieć dawne emocje" - mówił, zapowiadając materiał z przygotowywanej płyty "Going Back". Nagrany po ośmiu latach przerwy album, zawiera utwory wykonawców nagrywających dla słynnych soulowych wytwórni Motown i Stax, jak m.in. The Temptations, Stevie Wonder, The Supremes, Dusty Springfield czy The Four Tops. Collins przy tej płycie nawiązał współpracę z trzema żyjącymi muzykami Funk Brothers, sesyjnej grupy nagrywającej z czołówką Motown. Pierwsze recenzje nowego albumu są przychylne, co wskazuje na to, że stęskniliśmy się za sRozmiar tekstu: A A A Phil Collins: Przypomnieć emocje Autor informacji: Michał Boroń Środa, 15 września (05:50) Phil Collins ostatnie większe sukcesy odniósł aż 20 lat temu. Potem przypominał o sobie przeprowadzką do Szwajcarii w celu uniknięcia płacenia wysokich podatków, następnie kolejnym rozwodem, postępującą utratą słuchu i innymi kłopotami ze zdrowiem. Teraz wokalista powraca z soulową płytą "Going Back". Stęskniliście się za Philem Collinsem? - fot. Michael Loccisano /Getty Images "Nawet Phil Collins musi wiedzieć, że wszyscy jesteśmy już zmęczeni Philem Collinsem" - pisał tygodnik "Entertainment Weekly" w 1996 roku, tuż po wydaniu płyty "Dance Into The Light". Czy ośmioletnia przerwa, jaka minęła od czasu wydania poprzedniego albumu "Testify" (2002), to wystarczający czas, byśmy znów zatęsknili za byłym frontmanem grupy Genesis? A było tak pięknie... Po zastąpieniu w 1975 r. Petera Gabriela za mikrofonem w prog-rockowej grupie Genesis, dotychczas występujący na jej tyłach perkusista Collins, wyczuł nadchodzący wiatr zmian i w latach 80. skierował zespół w bardziej komercyjne rejony. Najlepszym przykładem była płyta "Invisible Touch" (1986), z takimi przebojami, jak "Land Of Confusion" (pamiętny teledysk z lalkami przypominającymi prezydenta Reagana i premier Thatcher) i tytułowym "Invisible Touch". Zobacz klip do "Land Of Confusion" Genesis: czytaj dalej Równolegle Collins odnosił sukcesy jako solista, a ukoronowaniem jego kariery był utrzymany w poważniejszym klimacie album "... But Seriously" (1989), z takimi nagraniami, jak "I Wish It Would Rain Down" i "Another Day In Paradise". Efekt - Numer 1 w kilku krajach, w tym w USA (4-krotna Platyna) i Anglii (8 razy Platyna, aż 15 tygodni na szczycie tamtejszej listy). Kolejne lata to jednak coraz gorsze oceny krytyków i słabsze wyniki sprzedaży. Wydana w 2002 roku płyta "Testify", w USA sprzedała się w zaledwie 140 tysiącach egzemplarzy. Dorobek obfitujący w przeboje pozwolił jednak Collinsowi odkuć się na trasie koncertowej. Razem z dorobkiem Genesis ma na koncie ponad 150 milionów sprzedanych płyt, co plasuje go w ścisłej czołówce najpopularniejszych artystów na świecie. Niedźwiedzia przysługa Do licznych nagród Collins dołożył wyróżnienia przyznawane przez przemysł filmowy. Początek to nominacja do Oscara i Złotego Globu za "Against All Odds (Take A Look At Me Now)" (1984). Collins pojawił się także na ekranie, w takich filmach, jak "Buster" (muzyk zebrał przychylne opinie, ale soundtrack okazał się popularniejszy od obrazu), "Phil Oszust Collins" czy "Hook" Stevena Spielberga. Dużym sukcesem okazała się także współpraca z wytwórnią Walta Disneya, a Collinsowi udało się trafić do młodszej publiczności. Za kompozycję "You'll Be In My Heart", pochodzącą z animowanego "Tarzana" (1999), otrzymał Oscara. Ciągnęło Collinsa do dżungli - kolejne odsłony współpracy z Disneyem to: "Mój brat niedźwiedź", "Tarzan 2: Początek legendy" i "Księga dżungli 2" (w tym filmie podkładał głos jednego z bohaterów). To właśnie "Tarzan" jest ostatnim wpisem na liście sukcesów muzyka - przyniósł mu m.in. nagrodę Grammy, Oscara, Złoty Glob oraz wyróżnienie American Music Awards... Zobacz teledysk do "You'll Be In My Heart" z "Tarzana": Granie w prezerwatywie Lata intensywnego koncertowania i pracy w studiu odbiły się jednak na zdrowiu Collinsa. Muzyk poinformował o tym, że traci słuch w jednym uchu. Ze względu na poważną kontuzję kręgosłupa, musiał też zrezygnować z gry na perkusji, gdyż nie był w stanie utrzymać pałeczek w dłoniach. Operacja nieco polepszyła jego stan. "Gdy za pierwszym razem po wyjściu ze szpitala chwyciłem za pałki, to po prostu wyleciały mi z rąk. Kiedy chcę zagrać, muszę je przykleić taśmą do dłoni. Czuję się tak, jakbym grał w prezerwatywie. To bardzo ogranicza swobodę mojej gry" - przyznał w rozmowie z magazynem "Rolling Stone". W połowie tej dekady rozpoczęły się rozmowy o reaktywacji najsłynniejszego składu Genesis, z Peterem Gabrielem za mikrofonem (Collins chciał wrócić do perkusji) i Stevem Hackettem na gitarze. Ostatecznie obaj muzycy nie zdecydowali się na powrót do Genesis i słynna rockowa grupa wyruszyła na trasę "Turn It On Again" (2007) w trzyosobowym składzie. W czerwcu tego samego roku zespół dał też pamiętny koncert na Stadionie Śląskim w Chorzowie, któremu towarzyszyły dodatkowe atrakcje w postaci wyładowań atmosferycznych i ulewnego deszczu. Choć Genesis nie został nigdy oficjalnie rozwiązany, to prawdopodobnie już nie powróci na scenę. Okropne uczucie Ostatnie lata Collins spędzał z trzecią żoną Orianne Cevey w Begnins, nad Jeziorem Genewskim, w Szwajcarii, dokąd przeniósł się z rodzinnej Wielkiej Brytanii, by uniknąć wysokich podatków. Cevey urodziła mu dwójkę synów, Nicholasa i Matthew. Jednak ich związek się rozpadł, a Collins po rozwodzie w 2007 roku zapłacił byłej żonie ponad 40 milionów dolarów! Muzyk przeniósł się do pobliskiej mieściny Fechy, bo - jak tłumaczył - chciał być blisko swoich dzieci. "Mam dwóch małych synów, których także dzisiaj rano odprowadziłem do szkoły. Pierwszej trójki nigdy nie odprowadzałem" - wyjaśnił. "Teraz mając Matthew i Nicholasa chcę być tatą i koniec" - stwierdził Phil Collins. "Skończyłem szkołę i w wieku 19 lat przystąpiłem do Genesis. Od tamtego czasu nie robiłem nic innego. Żona telefonowała do mnie, mówiąc: 'Ale pięknie, ty dzisiaj idziesz na przyjęcie w Chicago, a ja siedzę w domu z dziećmi'. Okropne uczucie" - wspomina. Obecnie spotyka się z amerykańską prezenterką Daną Tyler, jednak nie zdecydował się z nią zamieszkać. Poprzednie rozwody (w 1980 i 1996 roku) odcisnęły się na twórczości Phila Collinsa, szczególnie było to widoczne po pierwszym, kiedy powstała jego debiutancka solowa płyta "Face Value", z wielkim przebojem "In The Air Tonight", którego tekst dotyczył małżeństwa z Andreą Bertorelli. Zobacz koncertowe wykonanie "In The Air Tonight": Również po rozstaniu z Orianne Cevey rzucił się w wir pracy. Tym razem niespełna 60-letni muzyk zdecydował się sięgnąć do swoich soulowych inspiracji, którym już wcześniej dawał upust. W 1982 roku do szczytu brytyjskiej listy dotarła przeróbka "You Can't Hurry Love" z dorobku The Supremes. Z kolei koncertowa wersja "My Girl" The Temptations trafiła na składankową płytę Collinsa "Love Songs: A Compilation... Old And New" (2004). Dawne emocje W lipcu tego roku Phil Collins wystąpił jako gość specjalny na prestiżowym jazzowym festiwalu Montreux w Szwajcarii. "Nie chciałem nic zmieniać, tylko przypomnieć dawne emocje" - mówił, zapowiadając materiał z przygotowywanej płyty "Going Back". Nagrany po ośmiu latach przerwy album, zawiera utwory wykonawców nagrywających dla słynnych soulowych wytwórni Motown i Stax, jak m.in. The Temptations, Stevie Wonder, The Supremes, Dusty Springfield czy The Four Tops. To już ostatnia płyta Phila Collinsa? Collins przy tej płycie nawiązał współpracę z trzema żyjącymi muzykami Funk Brothers, sesyjnej grupy nagrywającej z czołówką Motown. Pierwsze recenzje nowego albumu są przychylne, co wskazuje na to, że stęskniliśmy się za sympatycznym Philem. Niewykluczone jednak, że "Going Back" będzie pożegnalną płytą Collinsa "Uważam, że zrobiłem już wszystko, co musiałem, jako muzyk" - powiedział w niedawnym wywiadzie. Poproszony o dokonanie bilansu swej kariery, odparł: "Najpiękniejszym momentem była gra na perkusji podczas występów z Erikiem Claptonem w 1986 roku. A potem Live Aid". Niewykluczone jednak, że "Going Back" będzie pożegnalną płytą Collinsa. dodał:mac600 żródło:interia.pl

Komentarze (4) 16.09.2010 - 09:26

"Going Back" -Phil Collins nagra soulowy hołd dla swoich idoli

Phil Collins zamierza złożyć hołd swoim idolom muzycznym nagrywając nową płytę w stylu soul. Były wokalista grupy Genesis chce nagrać krążek z największymi przebojami wytwórni Motown i Stax Records. "Chyba nikogo nie zdziwi decyzja o nagraniu płyty z moimi ulubionymi piosenkami Motown. Właśnie te utwory obok przebojów Dusty Springfield i Phila Spectora z Ronettes tworzyły tło mojej młodości. Pamiętam, jak chodziłem do klubu Marquee w Soho i słuchałem, jak The Who, The Action i wielu innych artystów wykonuje te utwory. Następnego dnia kupowałem w sklepie muzycznym ich oryginalne wersje" - mówi rockman. Na krążku Going Back znajdą się również nowe wersje piosenek Temptations, Stevie’go Wondera I Four Tops dodał:mac600

Komentarze (4) 16.04.2010 - 21:22

Peter Gabriel nie będzie świętował z Genesis

Grupa Genesis dostąpi w tym roku zaszczytu wprowadzenia do Rock And Roll Hall of Fame. Oryginalny wokalista formacji, Peter Gabriel, nie zamierza brać aktywnego udziału w uroczystości. Artysta zapewnia, iż nie wystąpi podczas ceremonii. - Na pewno nie zaśpiewam - przekonuje Gabriel. - Po doświadczeniu z naszej ostatniej reaktywacji wiem, że nie można po prostu wyjść na scenę. Konieczne są próby. Muzyk ma jednak w planach promocję najnowszego dzieło "Scratch My Back", które ukaże się 25 stycznia. Nie wyklucza jednak, że pojawi się na gali. - Spróbuję coś wymyślić, jeśli się uda, przyjadę - dodał. Peter Gabriel był członkiem Genesis od 1969 do 1975 roku. Ostatnim albumem, jaki nagrał z zespołem, był klasyczny już "The Lamb Lies Down on Broadway" (1974). Uroczystość wprowadzenia do Rock And Roll Hall of Fame odbędzie się 15 marca w Waldorf Astoria w Nowym Jorku. dodał:mac600 żródło:onet.pl

Komentarze (7) 02.03.2010 - 11:48

The Stooges, Genesis i ABBA w Rock And Roll Hall of Fame

Zespołu The Stooges, Genesis i ABBA dostąpią zaszczytu wprowadzenia do Rock And Roll Hall of Fame. - Odrzucano nas już siedem razy, gdyby stało się to raz jeszcze, chyba ustanowilibyśmy jakiś rekord - wyjawił Iggy Pop, frontman The Stooges. - Kiedy się dowiedziałem, przez 2 godziny nie mogłem dojść do siebie. Nie wiem tylko, czy to znaczy, że nadal jestem cool czy, że mój czas dobiega końca. Klawiszowiec Genesis wątpi natomiast, by grupa przygotowała na ceremonię coś specjalnego z udziałem Petera Gabriela. - Nie mam wielkiej potrzeby, by coś zagrać - wyjawił Tony Banks. - Będę szczęśliwy, jak się napiję z tej okazji. Wiadomo na pewno, że problemy zdrowotne uniemożliwią Philowi Collinsowi grę na perkusji. Występu nie planuje również ABBA. Uroczystość wprowadzenia do Rock And Roll Hall of Fame odbędzie się 15 marca w Waldorf Astoria w Nowym Jorku. Zaszczytu dostąpią także Hollies i Jimmy Cliff. dodał:mac600 żródło:Megafon.pl/Rolling Stone, KL

Komentarze (1) 21.12.2009 - 11:13

Genesis na żywo

Formacja Genesis zamierza wydać ekskluzywny zestaw nagrań zarejestrowanych na żywo. Wydawnictwo będzie zawierało także kawałki, które nie ujrzały jeszcze światła dziennego. Box zawierający kilka albumów z materiałem live ukaże się jeszcze tej jesieni. Zestaw będzie nosił tytuł "Genesis Live 1973-2007" i w USA pokaże się dokładnie 29 września. Na całość złożą się cztery albumy zarejestrowane miedzy 1973 a 1992 rokiem, a także kilka kawałków, które nie zmieściły się na żadnym albumie. Utwory są zremiksowane i przystosowane do 5.1 Dolby Digital Surround Sound. Oto spis tego wydawnictwa: "Live" (1973) "Seconds Out" (1977) "Three Sides Live" (1982) "The Way We Walk" (1992) "Live At The Rainbow" (1973)

Komentarze (0) 26.08.2009 - 15:16

Pawła już nie ma wśród nas.....

Paweł Roczniak nie żyje.Zmarł 25 kwietnia 2009 r. około godziny 16:00 po długiej chorobie.Dark Rael(taki nosił pseudonim na forum) był głównym założycielem serwisu "W klatce" poświęconemu grupie Genesis.To on stworzył stronkę którą pokochało tak wiele fanów.Pamiętajmy o nim.... dodał: mac600

Komentarze (1) 02.05.2009 - 19:48

<< Pierwsza < Poprzednia [1 / 7] Następna > Ostatnia >>