RSS

I już po koncercie Genesis! "Zaklinacze deszczu"

Padało, grzmiało, błyskało... Jakby wszystkim siłom przyrody powrót Genesis był nie w smak. O mały włos koncert rzeczywiście nie doszedłby do skutku. Tak naprawdę jeszcze o 20.30, czyli pół godziny po planowanym starcie, czterdzestotysięczna publiczność nie była pewna, czy nie będzie się musiała ze Stadionu Śląskiego szybko ewakuować. Jeden problem gonił drugi – a to zalało płytę, a to woda dostała się na scenę... Na szczęście punktualnie o 20.45 zabrzmiały pierwsze dźwięki "Behind The Lines", poprzedzone tematem Thomasa Newmana z filmu "American Beauty". Co ciekawe, burzowa aura trwała przez dwie i pół godziny – dokładnie tyle, ile sam koncert, co przydało ósmemu przystankowi trasy "Tour It On Again 2007 Reunion Tour" niepowtarzalnego klimatu. Nawet jeśli pogoda przeszkadzała i studziła atmosferę, podczas każdej ulewy przychodzi taki moment, że człowiek już bardziej zmoknąć nie może, więc jedyne, co mu zostaje, to przestać się przejmować. Tym bardziej że pojawiające się co chwilę nad stadionem błyskawice idealnie korespondowały ze świetlną oprawą, sprawiając niekiedy wrażenie zabiegów wyreżyserowanych. Czyżby ktoś tu korzystał z pomocy Putina? Wiadomo - Genesis AD 2007 to Phil Collins (śpiew i okazjonalnie perkusja), Tony Banks (klawisze) i Mike Rutherford (gitara) plus dwóch muzyków towarzyszących, na czele ze świetnym bębniarzem Chesterem Thompsonem. Tak jak przed rozpadem w 1992 roku, w składzie nie ma Petera Gabriela. Mimo to koncert pokazał, że nowe wcielenie grupy nieco się od tamtego sprzed piętnastu lat różni. Przede wszystkim – zespół chętniej sięga do swoich starych artrockowych kompozycji. W Chorzowie usłyszeliśmy ich kilka, jak choćby pełne instrumentalnych galopad "In The Cage" czy magiczne "Afterglow". Nawet płyty z lat 80. XX wieku, relatywnie bardziej popowe, jak "Duke" czy "Genesis", doczekały się kilku ambitniejszych reprezentantów ("Second Home By The Sea", "Duke's Travels"). Zespół pokazał w nich pełne spektrum swoich technicznych możliwości, głównie ku uciesze starszych albo bardziej wymagających fanów. Ci nastawieni na hity, nawet jeśli czasem przysypiali, też nie mogli wyjść rozczarowani. Genesis zagrał sporo swoich największych przebojów, jak "No Son Of Mine", "Mama", "Hold on My Heart" i obowiązkowy "We Can't Dance" (pierwszy z dwóch bisów). Imponujące wrażenie robiła techniczna strona wydarzenia – futurystycznie wyglądająca scena, dwa telebimy, światła, wizualizacje i czyste jak łza brzmienie. Było głośno, ale nie hałaśliwe. I bardzo, mimo drobnych problemów w pierwszych dwóch utworach, czytelnie. Laur bohatera wieczoru należy się bezsprzecznie Philowi Collinsowi. Wokalista, mimo niesprzyjającej przecież warunków atmosferycznych, sprawiał wrażenie wyluzowanego i od razu złapał z widownią świetny kontakt. Pozwalał sobie na żarty i zabawy (fantastyczny efekt "głosowego domina" przed wykonaniem utworu... "Domino"). A nawet próbował, z niezłym skutkiem, zagadywać po polsku (owacyjnie przyjęte "fucking deszcz"). Co więcej, kilka razy sam zasiadał za bębnami - w takim "Follow You Follow Me" jednocześnie śpiewając. Mimo upływu lat, nadal jest wybornym instrumentalistą, co udowodnił zwłaszcza przed "Los Endos", we wspólnym z Thompsonem perkusyjnym popisie. To był najwyższej klasy spektakl w wydaniu jednego z najważniejszych zespołów w historii rocka. Spektakl, który ubrał jego dwa odmienne oblicza w perfekcyjnie działającą całość. Gdyby tylko rzęsisty deszcz trochę opuścił... Z drugiej strony, także dzięki niemu będziemy o tym wieczorze pamiętać jeszcze długie lata. napisał:Paweł Piotrowicz żródło:onet.pl dodał:mac600

22.06.2007 - 19:14

tajmon on 22.06.2007 - 20:35

TAk wlasnie bylo niesamowicie i wspaniale mimo ulewy klimat byl garacy!!!

Bartosz on 22.06.2007 - 22:47

Mam 9 lat.Byłem na koncercie Genesis w
Chorzowie .Genesis jest
cool!!!
Szukam sponsora na wyjazd do Włoch!

Lidka on 23.06.2007 - 00:48

Było cudownie i szkoda, że już po wszystkim.

serdżi on 23.06.2007 - 10:43

było bosko, czekałem na przyjazd Genesis wiele lat to było moje marzenie które się spełniło, 21 czerwca w dzień występu minęło 4 lata jak jestem razem ze swoją dziewczyną, grupa Genesis zrobiła nam super prezent swoim koncertem z tej oto okazji.

Adis on 23.06.2007 - 11:33

TAK koncert był niepowtarzalny(deszcz też). Tylko wielkie kapele potrafią tak wzbogacić graficznie swój występ. W przypadku Genesis wszystko współgrało idealnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Mimo upływu 15 lat udowodnili
w wielkim stylu że nadal umieją świetnie grać i potwierdzili że miano prekursorów art-rocka posiadają nie bez powodu.(żal że tylko jeden koncert w Polsce).
SZUKAM OSóB WYBIERAJąCYCH SIE NA KONCERT DO RZYMU
gg - 969017.

Monika on 23.06.2007 - 15:26

To był najpiękniejszy koncert w moim życiu!

Monika on 23.06.2007 - 15:30

To był najpiękniejszy koncert w moim życiu!

Zaan on 23.06.2007 - 16:27

Rzeczywiście koncert był niesamowity.2 i pół godziny wspaniałej gry.Jedynie pan Stuermer aż nadto popisał się przy Firth of Fifth,ale nie zakłóciło to ogólnemu odbiorowi koncertu.
Dreams can come true !

Robert on 23.06.2007 - 20:42

Muszę się pochwalić, że słyszałem na żywo i Gabriela, i Hacketta, i Yes itd., ale występ Genesis nie zawiódł mnie (oczywiście za wyjątkiem ulewy). Brzmienie było czyste i głośne, a oprawa multimedialna - choć nie przepadam za efektami specjalnymi - oszałamiająca. Collins zdecydowanie jest lepszym perkusistą niż wokalistą... Reaktywowany Genesis stawia na rytm, ale ma to jakiś sens. Niektóre (te popowe) utwory Grupy dłużą się, no i zabrakło "Supper's Ready", lecz wrażenie z koncertu b. pozytywne, jeden z najlepszych, na jakim byłem.

Madzik on 24.06.2007 - 10:03

Niesamowity koncert! Bałam się, ze wogóle się nie zacznie, ale po pierwszych dźwiękach odleciałam i do tej pory nie mogę się otrząsnąć z wrażenia! :)) Pozdrawiam wszystkich uczestników, było warto, prawda?:) A Drum Duet... marzenie!

Jacek on 24.06.2007 - 10:53

Trzydzieści lat czekałem na ten koncert. Nie zawiodłem się. Najlepsze były stare kawałki. Obawiałem się, że koncert będzie odcinaniem kuponów od sławy, tak jak już nieraz bywało w przypadku innych zespołów trafiających po latach do Polski. Na szczęście nie spotkało mnie rozczarowanie. Było super. Genesis jeszcze raz pokazał swoją klasę, a nagłośnienie i efekty. Nic dodać nic ująć. Deszcz, jaki tam deszcz? Jeżeli czekasz tyle lat, czy moze deszcz być przeszkodą? Przyczynił się tylko do jeszcze głębszego zapamiętania tego niezwykłego widowiska. Dzięki Genesis, dzięki współuczestniczący, za wspaniałą atmosferę. Nie spotkałem nikogo, kto by narzakał po koncercie, że jest kompletnie przemoczony. To było nieważne.

Przemek on 24.06.2007 - 12:27

Deszcz, burza...burza, deszcz.... i ONI ... Nigdy nie przypuszczałem, że koncert może tak mnie oszołomić.... Grali fantastycznie, pokazali całą pełnię swoich możliwości (boskie "Los Endos"). 2,5 godziny minęły jak chwilka .... A dzisiaj ... żal, że to już się odbyło.

mic on 24.06.2007 - 15:13

do dzis nie mam głosu, a po koncercie się otrząsne może pod koniec września tak jak po koncercie Gabriela.21 czerwca najlepszy zespół świata zagrał w Polsce i to my tworzyliśmy historię.
p.s.
widzę, że buduje się ekipa do Rzymu.mnie nic nie hamuje-też prawdopodobnie uderzam-ale tam to już bedzie się działo
pozdrawiam i oby do zobaczenia 14 lipca.

Joanna on 24.06.2007 - 19:12

Koncert był absolutnie niesamowity, cały czas jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Deszcz i burza stworzyły niepowtarzalny klimat, dodały całej imrezie niezwykłego wyrazu. Pomimo że miałam okazje widzieć różne zespoły (zarówno polskie jak i zagraniczne) w akcji, koncert Genesis uważam za najlepszy, na jakim w życiu byłam. Kochani, 21 lipca w Chorzowie tworzyliśmy wspaniałą, muzyczną historię. Pozdrawiam

Bart on 24.06.2007 - 20:40

Teraz żaden deszcz nie jest mi straszny...A koncert-CUDO!!!Pozdrawiwm wszystkich fanów Genesis,którzy mieli szczęście być na koncercie i tych, którym się nie udało:-D

sławek on 24.06.2007 - 22:31

mineło 32 lata kiedy pierwszy raz ich usłyszałem w wtedy do głowy mi nie przyszło ze dozyje takiej chwili. Tu podziekowania dla niezastapionego Piotra Kaczkowskiego - to ten GOŚĆ !!!! zapraszając do słuchania płyt malował ich muzykę.
Po pierwszych dźwiekach paraliż tego sie nie da opisać to trzeba przeżyć i faktycznie jak powiedział Collins "fucking ten deszcz". Najwazniejsze że byli i tak zagrali.
To drugie moje takie przezycie pierwsze to ubiegły rok i Stocznia z Gilmourem.
Pozdrawiam wszystkich fanów obu grup

sławek on 24.06.2007 - 22:36

mineło 32 lata kiedy pierwszy raz ich usłyszałem w wtedy do głowy mi nie przyszło ze dozyje takiej chwili. Tu podziekowania dla niezastapionego Piotra Kaczkowskiego - to ten GOŚĆ !!!! zapraszając do słuchania płyt malował ich muzykę.
Po pierwszych dźwiekach paraliż tego sie nie da opisać to trzeba przeżyć i faktycznie jak powiedział Collins "fucking ten deszcz". Najwazniejsze że byli i tak zagrali.
To drugie moje takie przezycie pierwsze to ubiegły rok i Stocznia z Gilmourem.
Pozdrawiam wszystkich fanów obu grup

Józek-fanMałOdrKub on 25.06.2007 - 01:03

BYŁO FANTASTYCZNIE.PIORUNY I DESZCZ DODAŁY DODATKOWO UROKU WSPANIAŁEMU WIDOWISKU.

Małgosia on 25.06.2007 - 01:29

Jestem bardzo zadowolona z niezapomnianego koncertu w deszczu i błyskawic.Efekty świetlne z błyskawicami stworzyły jedyne w swoim rodzaju niepowtarzalne widowisko,które będziemy pamiętać wszyscy uczestniczący do końca życia.58333.

Bingola on 25.06.2007 - 10:55

Cóż mozna jeszcze dodać?
Chyba to, że czekałem 30 lat na taką chwilę!
I miałem łzy szczęścia w oczach, gdy na koniec koncertu śpiewałem na cały głos The Carpet Crawlers razem z Philem!

tnbt on 25.06.2007 - 11:29

Cieszmy sie i radujmy, ze nie bylismy w Helsinkach...:-P

http://www.youtube.com/watch?v=VFp7xkCanL8&mode=related&search= http://www.youtube.com/watch?v=QqvHdjBwDBo&mode=related&search= http://www.youtube.com/watch?v=tf-BApVmMX4&mode=related&search=

W Chorzowie nawet sie starali ;-)
Wiem, slaba jakosc tych filmikow..ale po takim zespole oczekiwaloby sie duzo wiecej.

Julia on 26.06.2007 - 22:24

Mam 10 lat i byłam na koncercie GENESIS w Chorzowie z moim tatą.Było super! Jestem ich fanką.Koncert był naprawdę fajny.Bardzo się cieszę z tego wyjazdu.Mam nadzieje że jeszcze nie raz zobaczę GENESIS w AKCJI!!!!!!!!na żywo. Bardzo mi się podobają ich utwory i w ogóle są fajni!!! Bardzo mi się podobało jak MIKE RUTHERFORD grał na gitarze no i popisy wokalno- taneczne PHILA COLLINSA SUPER !!! Szkoda tylko że TONY BANKS był smutny,chociaż na jednym koncercie mógłby się postarać.Fszyscy na scenie byli fajni.Mam pełno NIESAMOWITYCH wrarzeń po takim super koncercie. Na pamiatke tatuś kupił mi czapkę z napisem GENESIS.Ale i tak najlepsza pamiątka to bilety i zdiecia które sama robiłam.:-)BYŁO ZAJEZAJEFAJNIE!!!!!!!!!!:-)julia

Russo on 01.07.2007 - 12:40

Koncert był ponadczasowy. Do dziś nie mogę się otrząsnąć z wrażeń. To było jednorazowe. Najgorsze jest to, że się skończył :(.

Agnieszka on 01.07.2007 - 22:26

Na koncercie byłam razem z mężem i 9-cio letnim synem.Mimo,że bardzo lubimy Genesis nie mogliśmy podjąć decyzji o wyjezdzie,ze względu na obowiązki.Na otarcie łez wysłuchałam koncert z Wembley....i stało się.Bilety kupiliśmy 2 dni przed na Allegro.Pojechaliśmy po całodobowym dyżurze,zabraliśmy też Syna (który pierwotnie miał nie jechać).Jechaliśmy 6 godzin ,a im bliżej do Chorzowa tym ciemniej i bardziej deszczowo.Zasiedliśmy na naszych miejscach i nie liczyło się już nic oprócz muzyki,która zabrzmiała jak za starych dobrych czasów i poruszyła prawie do łez.Przypomniała się wczesna młodość,okres największej świetności Genesis,przecież przy tej muzyce wyrastaliśmy,z nią wiążą się dobre wspomnienia.Nie muszę dodawać,że byliśmy równie mokrzy,jak cała reszta i nawet nie nabyliśmy płaszczyków.Po koncercie zakupiliśmy dla syna koszulkę,z którą mimo,iż za duża,prawie nie rozstaje się(tak na marginesie cieszę się,że poznał i pokochał taką klasykę-koledzy z klasy nie mieli pojęcia o czym z wielkimi emocjami opowiada).Obserwowaliśmy uczestników koncertu mokrych ale autentycznie szczęśliwych,rozbierających się do "rosołu"przy swoich samochodach(sami zrobiliśmy to samo).Jechaliśmy całą noc,aby rano zdążyć na zakończenie roku szkolnego,cały czas słuchajac koncertu z Wembley.Choć minęło już tyle dni,muzyka Genesis towarzyszy nam codziennie,dając nam pozytywną energię.Naszym marzeniem byłoby uczestniczyć w takim widowisku raz jeszcze...może kiedyś my wielbiciele Genesis i młodsi i starsi jeszcze raz spotkamy się by być świadkami podobnie wspaniałego widowiska.Tego wszystkim nam życzę i pozdrawiam.

Agnieszka on 02.07.2007 - 00:55

Na koncercie byłam razem z mężem i 9-cio letnim synem.Mimo,że bardzo lubimy Genesis nie mogliśmy podjąć decyzji o wyjezdzie,ze względu na obowiązki.Na otarcie łez wysłuchałam koncert z Wembley....i stało się.Bilety kupiliśmy 2 dni przed na Allegro.Pojechaliśmy po całodobowym dyżurze,zabraliśmy też Syna (który pierwotnie miał nie jechać).Jechaliśmy 6 godzin ,a im bliżej do Chorzowa tym ciemniej i bardziej deszczowo.Zasiedliśmy na naszych miejscach i nie liczyło się już nic oprócz muzyki,która zabrzmiała jak za starych dobrych czasów i poruszyła prawie do łez.Przypomniała się wczesna młodość,okres największej świetności Genesis,przecież przy tej muzyce wyrastaliśmy,z nią wiążą się dobre wspomnienia.Nie muszę dodawać,że byliśmy równie mokrzy,jak cała reszta i nawet nie nabyliśmy płaszczyków.Po koncercie zakupiliśmy dla syna koszulkę,z którą mimo,iż za duża,prawie nie rozstaje się(tak na marginesie cieszę się,że poznał i pokochał taką klasykę-koledzy z klasy nie mieli pojęcia o czym z wielkimi emocjami opowiada).Obserwowaliśmy uczestników koncertu mokrych ale autentycznie szczęśliwych,rozbierających się do "rosołu"przy swoich samochodach(sami zrobiliśmy to samo).Jechaliśmy całą noc,aby rano zdążyć na zakończenie roku szkolnego,cały czas słuchajac koncertu z Wembley.Choć minęło już tyle dni,muzyka Genesis towarzyszy nam codziennie,dając nam pozytywną energię.Naszym marzeniem byłoby uczestniczyć w takim widowisku raz jeszcze...może kiedyś my wielbiciele Genesis i młodsi i starsi jeszcze raz spotkamy się by być świadkami podobnie wspaniałego widowiska.Tego wszystkim nam życzę i pozdrawiam.

Grzesiek on 08.07.2007 - 13:34

Cześć kochani!

Powiem krótko: spełniło się moje marzenie...

Teraz niczego nie chcę bardziej - Genesis przyjedźcie jeszcze raz!!!

Bo nikt nie powiedział, że marzenia się nie spełniają podwójnie :)

Napisz Komentarz

:

:

:


7 + 1 =