RSS

Duży projekt Petera Gabriela czyli wielki błękit wielkiego artysty

Dobra, nie czepiajmy się tak bardzo Petera Gabriela, że skończenie albumu zajęło mu tyle czasu - "Big Blue Ball", od dawna wypatrywany projekt muzyczny, który Gabriel rozpoczął w 1991 roku, wreszcie wypłynął na powierzchnię. W ciągu minionych 17 lat Gabriel wydał cztery inne płyty, uruchomił innowacyjną brytyjską stronę internetową do ściągania muzyki We7.com, dbał o rozwój WOMAD (festiwal muzyki i tańca z całego świata, który artysta zapoczątkował w 1982 roku) i wreszcie założył internetową stronę, pozwalającą każdemu użytkownikowi znaleźć te sieciowe treści, które go naprawdę interesują (thefilter.com). Założył też The Elders, grupę liczącą kilkunastu dawnych liderów światowych, takich jak były prezydent RPA Nelson Mandela, prezydent Carter czy sekretarz generalny ONZ Kofi Annan. Ich wspólne doświadczenia mają przyczyniać się do rozwiązywania politycznych i społecznych problemów na planecie Ziemia. Tymczasem "Big Blue Ball" czekał. I czekał. I czekał. Ale prawdę mówiąc częściowo dlatego, że Gabriel miał jeszcze wiele innych zainteresowań i zobowiązań. Niemal dwie dekady trwało, zanim on i jego współpracownicy wreszcie doprowadzili ten zakrojony na ogromną skalę projekt do końca. W ciągu czterech lat podwoje wytwórni Real World stały otworem przez cały tydzień, 24 godziny na dobę. W ten sposób muzycy, których zaprosił z całego świata do uczestnictwa w WOMAD, mogli zbierać się i tworzyć nowe dźwięki i pomysły, nieskrępowani geograficznymi, muzycznymi czy budżetowymi ograniczeniami. Podczas nagrywania "Big Blue Ball" Gabriel współpracował z amerykańską grupą gospel Holmes Brothers (pierwszy singiel albumu "Burn You Up, Burn You Down"), irlandzkim piosenkarzem Iarla O Lionairdem oraz kongijskim zespołem Papa Wemba, japońskim perkusistą Joji Hirotą i Sinead O'Connor. Około połowa piosenek jest zaśpiewana po angielsku, pozostałe po arabsku, kongijsku, węgiersku, suahili i w językach Madagaskaru. Płyta jest eklektyczna, ale w utworach pobrzmiewa rytmiczny puls, który podkreśla wielokulturowy, globalny wymiar projektu. - Wiedzieliśmy, że muzycy będą do naszej dyspozycji tylko przez jakiś czas, niektórzy mogli być z nami tylko przez dwa, trzy dni – komentował Gabriel z siedziby Real World pod Londynem. - Dlatego postanowiliśmy wykorzystać cały czas na nagrywanie i występy i nie marnować ani chwili na porządkowanie materiałów. Trochę to było koszmarne biorąc pod uwagę, ile nagromadziło się nam taśm, których jeszcze w tamtych czasach używaliśmy. Inżynier Richard Chappell, który pracował przy dokładnie wszystkich sesjach, wspominał: - W pierwszym roku właściwie nikt nie wiedział, co robić. W drugim ludzie zaczęli się bardziej ekscytować tym, co się działo, a w trzecim wreszcie rozgryźli, o co w tym wszystkim chodzi. W tym samym czasie trwało około 20 różnych sesji nagraniowych w różnych miejscach. Jeśli nie padało, muzycy wychodzili na zewnątrz z przenośnym sprzętem nagraniowym. Gabriel powierzył zadanie posortowania góry materiałów Stephenowi Hague (który produkował płyty Pet Shop Boys, Robbie'ego Williamsa i innych), Chappellowi i realizatorowi dźwięku Tchadowi Blake'owi. - Było mnóstwo wspaniałych wykonań – powiedział Hague, - ale wiele z nich było pozbawionych jakiejkolwiek formy... Moje korzenie tkwią raczej we współczesnej muzyce pop i jestem prawdziwym strukturalistą. Moim celem było, aby utwory miały początek i koniec. Sądzę, że album to odzwierciedla. Gabriel i jego główny partner przy projekcie "Big Blue Ball", Karl Wallinger z World Party, byli bardziej nastawieni na piosenki niż międzynarodowe jam session. - Improwizowanie może być fantastyczne dla ludzi, którzy się nim zajmują, ale niekoniecznie dla publiczności – skomentował Gabriel. - Dlatego też razem z Karlem przyjęliśmy kierowniczą funkcję i staraliśmy się przekonać muzyków do pisania utworów. Niedawno powiedział też, że myśli o "Big Blue Ball" jak o szlachetnym winie, udostępnionym w sprzedaży dopiero wtedy, kiedy odpowiednio dojrzało. Jednak album jest czymś więcej. Podbiciem nowych lądów przez muzyka, którego karierę zawsze określało upodobanie dla nietuzinkowych konwencji – czy to w podróżach po świecie progresywnego rocka w roli wokalisty Genesis, czy to w albumach z lat 70. i 80., które łamały gatunkowe granice, czy wreszcie w przełomowych teledyskach z wczesnych lat MTV. Podczas gdy niektórzy artyści chcą tworzyć hity, a inni stawiają na filozoficzne i polityczne treści w tematycznych albumach, Gabriel stale poszukuje sposobów odmiany zasadniczego kształtu muzyki. - Zawsze uważałem, że rewolucja cyfrowa zmieni muzykę, tak samo jak zmieniły ją zwoje perforowanej taśmy papierowej do pianoli czy single odtwarzane z prędkością 45 rpm. Ale zmiany następowały bardzo powoli. Naprawdę uważam, że powinno nastąpić kulturowe odrodzenie, które technologia cyfrowa powinna przyśpieszyć. I choć ten projekt ma już 15 lat, uważam, że jest zapowiedzią czasów, w których ludzie z całego świata będą mogli wspólnie pracować nad nowymi pomysłami. - Dziś możemy nie tylko bardzo tanio produkować płyty, ale też koszty dystrybucji zostały niemal całkowicie wyeliminowane. Zawsze myślałem, że dużo mogłoby i powinno z tego wyniknąć - na przykład współpraca na wielu frontach. Powinniśmy słyszeć więcej o artystach pokroju Damona Albarna i Jacka White'a, którzy mogą jednocześnie brać udział w wielu projektach, bo nie przywiązują się do jednej muzycznej tożsamości. A jak też ten muzyk wybiegający myślą w przyszłość postanowił przedstawić swoje najnowsze dokonanie światu? Pierwsza wersja "Big Blue Ball" została wydana na winylowym LP dwa tygodnie temu, przed edycją CD oraz singlem do ściągnięcia z internetu, które są dostępne od ubiegłego wtorku. - Podoba mi się to, że dziś młodzi wracają do winyli. Winyle zawsze miały bardzo ciepłe brzmienie i chociaż jestem ogromnym fanem technologii cyfrowej, analogi wciąż mają coś w sobie. Tak samo jak grupa muzyków siedzących i grających razem w jednym studiu, a nie nagrywających samotnie w swoim pokoju. dodał:mac600

16.07.2008 - 21:51

Admin on 16.07.2008 - 21:58

Długo zbierałem sie do napisania tego artykułu o nowym wydawnictwie Piotrka ale jakoś uzbierło sie troche i materiału i czasu.Chciałbym tylko dodać że teraz jako fan czekam na trasę "The Lamb" z Peterem w składzie Genesis.Jeśli tak długo czekałem na nowe wydawnicwo Gabriela to mam nadzieje ze doczekam sie też nowego tour....Pozdrawiam.mac600

Napisz Komentarz

:

:

:


3 + 8 =