RSS

Rozmowa z Sébastienem Lamothe-muzykiem z TMB

Cover bandy coraz częściej nawiedzają Polskę. Nie tak dawno gościliśmy The Australian Pink Floyd Show. Za kilka dni przyjedzie do naszego kraju zespół specjalizujący się w odtwarzaniu kompozycji innej legendy rocka progresywnego, grupy Genesis. The Musical Box Performs Genesis to zespół utworzony kilkanaście lat temu w kanadyjskim Montrealu. Muzycy postawili sobie za cel prezentowanie na scenie dorobku tzw. starego Genesis, czyli tego wcielenia brytyjskiej formacji, w którym wokalistą i mistrzem ceremonii był Peter Gabriel. The Musical Box Performs Genesis i The Australian Pink Floyd Show mają jeden istotny punkt wspólny - obie grupy starają się jak najwierniej odtworzyć koncerty swoich idoli. Kanadyjczycy w swym dążeniu do doskonałej imitacji posunęli się nawet kilka kroków dalej niż Australijczycy. Nie dość, że uzyskali od muzyków Genesis tysiące oryginalnych slajdów z koncertów, to na dodatek mogą liczyć na aktywną pomoc członków brytyjskiej legendy w przygotowywaniu show (np. udostępnianie oryginalnych taśm z lat 70.). Z The Musical Box Performs Genesis na kilku koncertach zagrali Phil Collins i Steve Hackett. Wszyscy bez wyjątku muzycy starego Genesis nie szczędzą Kanadyjczykom komplementów. Podobno Peter Gabriel zabrał swoje najmłodsze dzieci na ich koncert, aby pokazać pociechom, co i jak robił przed laty... Pierwszy w Polsce koncert The Musical Box Performs Genesis będzie wyjątkowy. Zespół odtworzy bowiem koncert z trasy Genesis "A Trick Of The Tail Tour", czyli z okresu, gdy w brytyjskiej grupie nie było już Petera Gabriela, a jego miejsce przy mikrofonie zajął Phil Collins, zaś za perkusją siedział wspaniały Bill Bruford (m.in. King Crimson). Czy koncert okaże się takim sukcesem, jak występ The Australian Pink Floyd Show? Przekonamy się za kilka dni. Sébastien Lamothe, basista, gitarzysta i okazjonalnie wokalista zespołu, z którym rozmawialiśmy niedługo przed przyjazdem do naszego kraju, mocno wierzył, że polskim fanom spodoba się to, co The Musical Box Performs Genesis ma do zaprezentowania. Na początek bardzo proste pytanie. Jak to się stało, że zakochałeś się właśnie w muzyce starego Genesis? Dzięki komu poznałeś ten zespół? SÉBASTIEN LAMOTHE: Oj, stało się to dzięki wielu osobom, które mieszkały niedaleko mnie. Niestety, byłem za mały, aby samodzielnie odkryć ich muzykę. Gdybym miał wskazać jedną konkretną osobę, byłby nią mój starszy brat, który dbał nie tylko o moją muzyczną edukację, lecz również dzielił się wiedzą z moimi przyjaciółmi. Zapoznał nas z tą bardziej wyszukaną muzyką. Jak byłem młodym muzykiem, zacząłem szukać i pogłębiać swoją wiedzę. Poza rockiem progresywnym zafascynowałem się również muzyką klasyczną. W którymś momencie moja fascynacja zogniskowała się właśnie na Genesis, których podziwiałem nie tylko za muzykę, lecz także za to wszystko, co wiązało się z ich występami na żywo. O tych ostatnich nie było wtedy za wiele informacji, ale z przyjaciółmi zaczęliśmy ich poszukiwać i powoli docierało do nas, że koncerty Genesis były czymś absolutnie unikatowym w sensie artystycznym. To było coś więcej niż sama muzyka. Wyjątkowe były kompozycje, język, instrumentarium i samo wykonanie. W końcu doszło do tego, że sami postanowiliśmy to odtwarzać możliwie najlepiej. A pamiętasz, którą piosenkę lub płytę Genesis usłyszałeś jako pierwszą? Oczywiście. Pamiętam dobrze moment, kiedy ktoś po raz pierwszy włączył mi album "Foxtrot" oraz akustyczny kawałek "Horizons" grany przez Steve'a Hacketta, czyli introdukcję do "Supper's Ready". Były lata 80., a że wtedy wszędzie królowała muzyka pop, to aranżacje piosenek Genesis były dla mnie czymś całkowicie wyjątkowym. Oczywiście to wszystko sprawiało wrażenie czegoś bardzo starego i dziwnego. Czy od samego początku wiedzieliście, który z Was ma ogrywać rolę konkretnego muzyka oryginalnego składu starego Genesis? Ty spełniasz w The Musical Box Performs Genesis funkcję Mike'a Rutheforda. Nie, oczywiście, że nie. Nigdy nie było takich dywagacji ani decyzji na ten temat. To nie polegało na tym, że najpierw zebraliśmy się w pięciu i rozdzieliliśmy zadania. Szukaliśmy po prostu ludzi, którzy byliby w jakimś stopniu podobni do muzyków Genesis i przede wszystkim mieli predyspozycje muzyczne do odgrywania określonej Wiem, że mieliście okazję poznać osobiście większość muzyków grających w starym Genesis, w tym Mike'a Rutheforda. Co powiedział Ci na temat, jak spełniasz jego rolę na scenie? [śmiech] Chyba aż tak dokładnie Mike nie wypowiadał się na temat naszego występu. Owszem, jesteśmy w dość bliskich i bardzo dobrych stosunkach z muzykami starego Genesis i czujemy się szczęśliwi, że zawsze nas wspierali. Nigdy nie odmówili nam pomocy, gdy jej potrzebowaliśmy, przygotowując show. Dobrze pamiętam, że Mike niejednokrotnie pojawiał się na naszych próbach i zawsze był pod wrażeniem tego, na jak wiele detali zwracamy uwagę. Sądzę, że każdy z członków Genesis był przede wszystkim bardzo ciekawy tego, co i jak jesteśmy w stanie zaprezentować. Dla nich to swego rodzaju podróż w czasie. Dlatego przy pierwszych spotkaniach nie mówili nam banałów w stylu: "Jesteście dobrzy, lubimy was", tylko zwyczajnie starali się przypomnieć, jak wyglądał ten show 30 lat temu. Dodatkowo, widzieli na scenie jakąś część sprzętu, którego sami używali. Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że odświeżyliśmy im pamięć. Odnosiłem za każdym razem wrażenie, że bardzo pochlebia im to, że ktoś tak ceni ich artystyczne dokonania, ale jednocześnie było to dla nich czymś dziwnym. Phil Collins powiedział jasno, że robicie to lepiej niż oni wtedy. Ale chciałem zapytać o coś innego. Jak się czuliście, gdy przyszło Wam grać kawałki starego Genesis razem właśnie z Philem czy Steve'em Hackettem? Oczywiście było to dla nas wielkim zaszczytem. Było też przy tym sporo zabawy. Wielu pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy, jak miłymi ludźmi, twardo stojącymi na ziemi są członkowie Genesis. O tym, że są fantastycznymi muzykami nie muszę wspominać. Nasze szczęście i radość wynikały również z tego, że wiemy, iż fani The Musical Box Performs Genesis bardzo lubią i bardzo czekają na kawałki tamtego wcielenia zespołu grane przez tamtych muzyków. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak miłą niespodzianką dla wielbicieli starego Genesis było to, że obok nas na scenie stał Steve albo gdy za perkusją usiadł Phil. To oczywiste, że jesteście wielkimi fanami Genesis, ale ciekawi mnie, czy śledzicie to, co członkowie tego zespołu robili poza nim? Niektórzy osiągnęli wielkie sukcesy jako soliści lub w innych zespołach. Tyczy się to szczególnie Phila Collinsa, Petera Gabriela i Mike'a Rutheforda. Rzecz jasna jesteśmy świadomi tego, co który z nich robił poza Genesis. Myślę, że każdy z nas w The Musical Box Performs Genesis podchodzi do tego trochę inaczej. Niektórzy z nas wolą solowe dokonania Petera Gabriela, inni np. Steve'a Hacketta. Gdy jednak zbieramy się na próbach, liczy się tylko stary Genesis z lat 70. i nic innego. Ze swojej perspektywy mogę powiedzieć, że nigdy nie śledziłem uważnie pozazespołowych karier członków Genesis. Poza tym, że jesteś muzykiem The Musical Box, pełnisz również funkcję dyrektora artystycznego i koordynatora projektu. Czytałem, że bardzo wiele wysiłku kosztuje odtworzenie show Genesis sprzed lat. Jak godzisz aż tyle ról? Masz jakiś sprawdzony zespół ludzi, który pozwala Ci je skutecznie spełniać? Powiedziałbym, że ten zespół ludzi jest raczej niewielki, ale to, co robimy przypomina misję, więc zaangażowanie każdego z nas jest ponadprzeciętne. Inaczej mówiąc, od samego początku wszyscy mamy jasno sprecyzowaną wizję tego, co chcemy osiągnąć. Gdy przychodzi moment, w którym trzeba rozpocząć pracę nad przygotowywaniem kolejnego show, doskonale wiemy, że musimy stać się aktorami, którzy doskonale odtworzą konkretne wydarzenie z historii muzyki. Jak wspomniałem, świadomość celu jest jasna, co jednak nie oznacza, że zadanie, które stoi przed nami, staje się przez to łatwiejsze. Zawsze zanim zaczniemy już na dobre przygotowywać show, staramy się zebrać jak najwięcej materiałów, dokumentów, pytamy też o pewne rzeczy członków Genesis. Próbujemy też zebrać informacje odnośnie instrumentarium z lat 70. Zanim zagramy choćby jedną nutę, musimy przejść przez długi i żmudny proces przygotowawczy. Zaliczamy się do tych szczęśliwców, którzy zostali zaproszeni przez Genesis do ich studia The Farm i tam mogliśmy posłuchać oryginalnych taśm z kawałkami z tamtych lat. Dzięki temu uzyskaliśmy wyjątkowe spojrzenie na to, jak zaaranżowane są dane kompozycje, więc gdy sami zabieramy się do pracy nad show, nie musimy niczego zgadywać. Myślę, że to stawia nas w wyjątkowym położeniu spośród wszystkich tych, którzy próbowali i próbują grać muzykę Genesis na koncertach. Myślisz, że w dzisiejszych czasach konieczne jest przypominanie dokonań takiego zespołu jak Genesis, grupy która stawiała nie tylko na wysoką jakość muzyki, lecz również na wyjątkowe przedstawianie jej na żywo? Obecnie chyba równie dużo mówi się o pozamuzycznych aspektach działania wykonawców, co o ich twórczości. To pytanie wymagałoby zbyt długiej odpowiedzi. Moim zdaniem chyba nie da się do końca oddzielić samego artystycznego funkcjonowania od tego, co dzieje się poza sceną. Obecnie chyba każda gwiazda, nieważne czy w skali lokalnej czy globalnej, chce być niezależna, bogata, bo dzięki temu odróżnia się od tak zwanego zwykłego człowieka. Ja sam pochodzę z kręgu osób, które zawsze były związane z muzyką, więc w moim przypadku zawsze chodziło o bycie kreatywnym, o tworzenie muzyki. Być może jest to podejście, z którego w dzisiejszych czasach wielu się śmieje... Z naszego punktu widzenia to, jak bogaty jest któryś z muzyków Genesis, ile miał żon, nie ma większego znaczenia. Jeśli coś nas interesuje, to przeniesienie do naszych koncertów tej energii, z której stary Genesis słynął w latach 70. Oczywiście trudno pominąć tak istotny fakt, jak odejście Petera Gabriela, które miało również silny podtekst osobisty. Jest też wiele innych historii, o których napisano wiele. Trzeba też pamiętać, że jeśli zbierze się kilka takich indywidualności, jak w Genesis, i osiągnie wielki komercyjny sukces, to na pewno musi to pociągnąć za sobą pewne zmiany. Pojawia się czasami sporo dobrej, a innym razem wiele złej energii, co z kolei ma przełożenie na przebieg sesji nagraniowej. Ale tak chyba już musi być i nie da się tego uniknąć. To po prostu część gry. W ostatecznym rozrachunku liczy się jednak efekt końcowy, czyli na przykład w naszym przypadku dokładne odtworzenie show Genesis. Na trasie "A Trick Of The Tail Tour" po raz pierwszy w historii zespołu zdecydowaliście się zaprezentować kawałki z czasów po odejściu Petera Gabriela. Czy myślisz, że jest szansa na to, iż pójdziecie dalej i za jakiś czas będziecie odtwarzać koncerty na przykład z lat 80., czy też nie jesteście w ogóle zainteresowani tym etapem w historii Genesis? Zawsze najtrudniej jest powiedzieć, gdzie są granice tego, co robimy. W końcu przez wiele, wiele lat prezentowaliśmy tylko to, co było związane ze starym Genesis. Aczkolwiek przez lata dyskutowaliśmy o tym, że kiedyś zaprezentujemy coś właśnie z "A Trick Of The Tail", no i stało się. Z punktu widzenia wielkiego fana tego zespołu mogę powiedzieć, że kompozycje Genesis nie zmieniły się aż tak bardzo od razu po odejściu Petera Gabriela. To stało się nieco później. Przecież pierwsze dwie płyty nagrane przez Genesis z Philem Collinsem w roli wokalisty dziś są uważane za dzieła starego Genesis, w przeciwieństwie do albumów wyraźnie nasączonych popem, które zaczęły powstawać pod koniec lat 70. Ze swojej perspektywy mogę powiedzieć, że niespecjalnie interesuje mnie popowa wersja Genesis. Oczywiście jestem świadomy, że coś takiego istnieje, znam płyty z tego okresu, ale nie chciałbym tego odtwarzać na scenie z The Musical Box, ponieważ wszyscy dość dobrze znają te występy. Innym powodem, dla którego prezentujemy koncerty Genesis z lat 70. jest to, że czujemy, iż fani mimo wszystko nie wiedzą za dobrze, jak oni to wtedy robili. Owszem, są jakieś filmy, ale nie dają one pełnego obrazu takiego spektaklu. Na obecnej trasie w rolę Phila Collinsa wcielą się dwaj wokaliści - Denis Gagné i Marc Laflamme. Czemu dwaj, a nie jeden? Ta decyzja ma podłoże muzyczne. Denis współpracuje z nami od lat i doskonale wcielał się w Petera Gabriela. Na tej trasie musiałby spełniać jeszcze jedno zadanie, czyli brać udział w duetach perkusyjnych, które w Genesis przed laty grali Bill Bruford z Philem Collinsem. Denis umie grać na perkusji, ale uznaliśmy, że pomimo iż posiada taką umiejętność, musimy mieć kogoś, kto doskonale sprosta temu zadaniu. Dla nas jest to istotne, bo koncert The Musical Box to nie tylko czysta rozrywka, lecz również odpowiednie wykonanie. Stąd właśnie obecność Marca, który jest bardzo dobrym perkusistą. Skoro odtwarzacie tak dokładnie muzykę Genesis oczywiste jest, że sami posiadacie niemałe umiejętności. Czy wykorzystujecie je również w innych projektach do tworzenia własnej muzyki? To zabawne, ale zawsze w wywiadach pojawia się takie pytanie [śmiech]. Tak, gramy również w innych zespołach. Niektórzy z nas są również zaangażowani w projekty niemuzyczne. W The Musical Box staramy się odtworzyć nie tylko muzykę Genesis z tamtych czasów, lecz również cały kontekst, w jakim była przedstawiana na żywo. Zespół pochodzi z Montrealu. Czy to oznacza, że jesteś fanem Canadiens? Canadiens? Montreal Canadiens? Tak?. [śmiech] Oczywiście. Minęło trochę czasu, odkąd po raz ostatni wygrali Puchar Stanleya, ale są spore nadzieje, że ponownie im się to uda. Hokej jest częścią naszego życia, nawet jeśli teraz nie poświęcamy mu tyle czasu, co kiedyś. Kiedy byłem małym dzieciakiem, spędzałem mnóstwo czasu, grając w hokeja. W końcu to część naszego dziedzictwa narodowego. Na zakończenie, czy mógłbyś zaprosić polskich fanów na pierwszy w Polsce koncert The Musical Box Performs Genesis? W imieniu całego zespołu serdecznie zapraszam Was wszystkich na nasz występ z trasy "A Trick Of The Tail" do Katowic. Odtworzymy dla Was cały koncert oryginalnego Genesis z 1976 roku. Zrobimy to, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe detale. Będziecie pod wrażeniem tego, jak awangardowym zespołem w aspekcie wizualnym był jak na tamte czasy Genesis. Jesteśmy dumni z tego, że w przygotowaniach pomogli nam ci, którzy pracowali również przy show w latach 70. Będą między innymi lasery, które Genesis wykorzystywali przed ponad 30. laty. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. żródło:onet.pl dodał:mac600

31.10.2008 - 21:17

Paweł on 18.11.2008 - 09:49

Byłem na tym koncercie w katowickim spodku i wyszedłem z niego pod wiekim wrażeniem ogromu pracy,jaką wykonali kanadyjscy muzycy.5-minutowa owacja na stojąco przez fanów muzyki Genesis mówi sama za siebie.Niesamowiste było wrażenie szukania jakichkolwiek różnic pomiędzy tym co grali TMB a co
zostało w uchu po zapamiętanych oryginałach w wykonaniu Genesis...szczerze mówiąc-nie znalazłem.
To był po prostu wielki show-chylę czoła przed nimi.

Paweł on 18.11.2008 - 10:00

Zapomniałem dodać,że oczywiście widziałem na żywo Genesis w Chorzowie rok temu...
lato,deszcz,błyskawice i "Los endos"...tego się nie zapomina...

Janusz on 18.09.2015 - 21:36

Uwielbiam Genesis
http://stania.info

jacek on 18.09.2015 - 21:37

onet.pl

Napisz Komentarz

:

:

:


7 + 2 =